Wybiegł. Po prostu sobie poszedł!!! I zostawił mnie samą z Coldy! Najpierw odwróciła się za nim, a potem spojrzała na mnie. Uśmiechnęła się i dodała:
-Musi się czuć nieswojo. Wiesz, jedyny rodzynek w naszej sweet paczce.-złapała się za kolana i zaczęła kołysać w lewo i prawo.
Po upływie minuty wstała gwałtownie.
-Idę go poszukać. W końcu nie chce żeby się za mną zbytnio stęsknił!- uśmiechnęła się zawadiacko, puściła oczko i wyskoczyła z przedziału.
Gdy tylko zniknęła wyciągnęłam telefon. 5 wiadomości od Daniela! Szybko sprawdziłam pocztę
„Hej skarbie, już jedziesz”
„Trzymaj się i niczym przypadkiem nie zaraź od tych dzikich jankesów!!”
„Idę na zakupy, kupić ci jakiś ładny drobiazg?”
„No niewierze!!Jestem w kawiarni i ciągle ogląda się za mną bardzo przystojny facet!!!Zagadnąć do niego???Chyba zagadnę, jest taki uroczy!!!”
„MAM JUTRO RANDKE!!!!!!Jestem tak przejęty, że idę kupić sobie nowe ubrania!!! Pisz jak najszybciej!”
Jejciu, to wspaniale! Musze mu natychmiast odpisać.
„Jejciu wspaniale! Jestem taka zadowolona z twojego szczęścia!!Miłych zakupów!!!”
Napisałam i kliknęłam wyślij. O nie, nie ma tu zasięgu! Przeciesz jak tego nie wyśle to pomyśli, że go ignoruje i stracę jedynego przyjaciela!!! Musze mu to wysłać.
Podniosłam telefon w gorę i zaczęłam szukać zasięgu. Nic to nie dało. Weszłam na siedzenie, żeby być jeszcze wyżej. Nadal nic. Może na zewnątrz będzie lepiej. Zeszłam na dół i nie opuszczając telefonu zaczęłam iść w kierunku wyjścia. Ostrożnie wyszłam po schodkach z wagonu. Powoli poruszałam się do przodu. „Brak zasięgu”. Znienawidzona wiadomość!
-Marcos nie bój się!!! – usłyszałam pisk Coldy.
Obejrzałam się w kierunku głosu. Ledwie się powstrzymałam przed wybuchem śmiechu. Na drzewie siedział Marcos z obojętną, miną grający na przenośnej konsoli. Pod drzewem dreptała przerażona Coldy i co chwila krzyczała.
-Tylko spokojnie! Zaraz będziesz bezpieczny! Skacz złapie cię!!!
Uśmiechnęłam się mimo wszystko. Jednak moja mina zbladła, kiedy znowu spojrzałam na telefon. Zaczęłam znowu iść z telefonem w ręku. Zaczęła mi drętwieć ręka, gdy nagle na telefonie zaczęła niewyraźnie mrugać jedna kreska zasięgu. Trzebaby wspiąć się gdzieś wyżej. Rozejrzałam się. Niedaleko leżał kamień. Podeszłam do niego i ostrożnie na nim stanęłam. Obok było strome urwisko, a ja miałam buty na obcasie, choć i tak nie są one tak wysokie jak szpilki Coldy. Lekko się zachwiałam, ale złapałam równowagę. Aż dwie kreski! Chyba tu zamieszkam! Może, jeśli się trochę wyciągnę do góry to będzie jeszcze więcej. Prawie stałam na palcach, ale dobiłam do trzech kresek. No powinno dojść. Kliknęłam „wyślij” i……… wysłało!!!! Udało się!!! Zrobiłam nieuważny krok w przód i straciłam równowagę. Pośliznęłam się na mokrym mchu porastającym kamień. W jednej chwili znalazłam się parę metrów niżej. No pięknie! Lepiej już wrócę i udam, że nic się nie stało. Chciałam wstać, ale gdy tylko spróbowałam poczułam straszny ból. Spojrzałam na moje nogi. Jedna z nich była zaklinowana między kamieniami. Świetnie. Musze wezwać pomoc.
-Pomocy!!!Słyszy mnie ktoś??!!Ratunku!!!Marcos!!!Coldy!!!Niech ktoś mi pomoże!!!-krzyczałam najgłośniej jak potrafię.
Krzyczałam przez parę minut. Kiedy już się poddałam, usłyszałam wołającego mnie Marcosa.
-Jestem tutaj!!!
Dobiegł do mnie.
-Hej! W ostatniej chwili uciekłem przed panną ADHD. Widzę, że znalazłaś sobie niezłą kryjówkę.
-Nie do końca…- popatrzyłam na moją nogę, między kamieniami.- Utknęłam… Pomożesz mi?
-O chol… -skrzywiłam się, więc nie dokończył- sory, znaczy się, boli cię?- powiedział lekko zaniepokojonym głosem.
Na jego czole pojawiła się mała zmarszczka, świadcząca o myśleniu nad problemem mojej nogi. Zrobiło mi się milej wiedząc, że ktoś się o mnie martwi.
-Potrzebny nam lekarz, albo w ogóle ktoś dorosły. Może spróbuje podnieść ten kamień? Nie lepiej nie, niewiadomo czy nie masz mocno uszkodzonej nogi.
W tej samej chwili zza drzewa wyskoczyła Coldy.
-Tu jesteście moi fensy przyjaciele!!! Wszędzie was szukałam!!! Kto chce sobie zrobić sweet zdjęcia z sweet przyjaciółeczką????
Marcos ją zignorował.
-Lecę do pociągu, poszukać pomocy.
-Przynieś nasze torby. W końcu jedziemy na obóz przetrwania, na pewno znajdzie się coś, co będzie pomocne.
-Racja, nie ruszaj się z stąd, zaraz będę.
-Bardzo śmieszne-odparłam ironicznie- tylko błagam cię pośpiesz się.
-Spoko, zaraz jestem.-pobiegł w stronę torów.
-Poczekam tu z tobą.-usiadła na jednym z kamieni, który klinował mi nogę.-Pokarze ci moje sweet focie z ferii zimowych!!!
Marcos błagam cię, pośpiesz się!!!!!