czwartek, 12 lipca 2012

Początek afery


W domu Marcosa
- Ach.. Ledwie wróciłam do domu a ty już oglądasz mecz, rzeczy porozrzucane na ziemi, dokumenty na fotelu i kanapie. O, na podłodze też coś leży. Czy ty wogóle nic nie widzisz poza tym głupim pudłem?
- Słuchaj, miałem ciężki dzień, ta wariatka znowu naskoczyła na mnie i przez bitą godzinę sluchałem jej paplania. Więc daj mi w spokoju obejrzeć jeden mecz, tylko jeden czy to aż tak wielki problem? Poza tym to ty... a z resztą nieważne, daj obiad!
- O nie mój panie, jak chcesz swój obiad, to posprzątaj ten śmietnik, ja tego nie zrobię. Poza tym pani Canavan prosiła mnie żebym pomogła jej z nowymi projektami, mam dużo pracy a na ciebie jak zwykle nie mogę liczyć.
To mówiąc Marry zatrzasnęła drzwi do prowizorycznego gabinetu. Stało tam tylko biurko, dwa krzesła i regał na książki, teczki i inne papiery związane z firmą Wilow's Lawers. Na przeciwnej do drzwi ścianie znajdowało się ogromnie okno. Widać było z niego park przy Colmer Street. Pani Fussy stanęła przy tym oknie odkładając wcześniej na biurko przyniesione z pracy dokumenty dotyczące spraw promocji i marketingu wyżej wspomnianej firmy. Kobieta delikatnie uchyliła okno i poczuła ciepłe powietrze owiewające jej twarz oraz zapach kwitnących dzew lipy. Jej oczy utonęły w bezkresnym morzu zieleni. Poczuła ogarniający ją spokój i siły powracające do jej ciała. Napełniona nową energią szybkim i energcznym krokiem podeszła do stolika, usiadła na krześle, włączyła komputer i rozłożyła dokumety. Zaczęła sprawdzać dotychczasową kampanię marketingową i porównywała ją z danymi innych firm. Utworzyła kilka internetowych sond by lepiej poznać preferencje odbiorców jej kampanii. Następie czytała opinie różnych ludzi i porównywała ich je z fachową literaturą. Przy pracy suchała śpiewu ptaków za oknem. Marry przerwała prace dopiero gdy zobaczyła jej męża niosącego dwa talerze spaghetti. Wiedziała, że John nie jest zbyt dobry ani w przepraszaniu ani w gotowaniu, więc samo przygotowanie przez niego posiłku było czymś na kształt słów " przepraszam, tak bardzo mi przykro, czy mi wybaczysz"  a przyjęcie jedzenia przez drugą osobę znaczyło "wybaczam ci" . Już pogodzeni i po obiedzie razem posprzątali talerze i wrócili do swoich zajęć. Pod wieczór Marry postanowiła zadzwonić do Marcosa i sprawdzić jak wytrzymuje na kolonii z córką jej szefowej. Wiedziała jak mała Coldy Canavan może być męcząca. Gdy raz przyszła z mamą do pracy cały personel został postawiony w stan gotowości i o mało co nie ewakuowano budynku gdy 10 letnia dziewczynka chciała sprawdzić co się stanie jak przyciśnie alarm przeciw pożarowy. Wszyscy wtedy byli mokrzy i źli.Coldy nie polepszyła im humoru gdy później, tego samego dnia, wysłała swoją buzię pokazującą język e-mailem do wszystkich czołowych koncernów prowadzących swoje sprawy w Wilow's Lawers. Nadała również podpis "A maće wy nadente snoby to jest ładna buźka. Ta focia jest dopiero sitaśna no nie?"
Ciężko było wszystkim wyjaśnić co się tak naprawdę stało. Pamiętając to stresujące wydarzene mama Marcosa szybko wybrała jego numer i kliknęła połącz. Chwilę póżiej wbiegła do salonu gdzie pan Fussy w spokoju oglądał zawody wędkarskie.
- John, Marcos nie odbiera, coś mogło mu się stać, boję się o niego!
- Uspokój się, twoj synek jest już duży, na pewno sobie poradzi. Przestań się zamartwiać i pooglądaj ze mną zawody.
-Co?! Jak możesz być spokojny w takim momencie?! To, to, a jak coś mu się stało, a jak pociąg miał wypadek, a jeśli jest chory..- panikowała Marry Fussy
- A jeśli ta wariatka zamęczyła go na śmierć? - dodał John by pokazać żonie jak irracjonalne sa jej obawy.
- To nie pora na żarty. Zadzwonię do Pani Canavan, może ona wie coś więcej o dzieciach.
- Uspokój się, jutro się z nią zobaczysz. A na razie musicz się opanować
- Masz rację. Pójdę do gabinetu i dokończę zlecone mi zadanie.
- Ach.. musisz być bardziej asertywna. Przecież nie musisz tego robić. Tylko zgodziłaś sie na kolejna prośbę szefowej.
- Dobrze, jak tam uważasz ale to ja jestem szefem działu marketingu a ty tylko prawnikie dostającym marne sprawy. Hm.- podniosła głowę i pokazując swą dumę poszła do pokoju.