-Sophie, jak myślisz, który kolor pasuje do Marcosa, dziecięcy róż, cukierkowy róż, wata cukrowa, neonowy róż, romantyczny róż, różowy róż, czy mój kochany róż z krainy radości?-Coldy z miną profesjonalistki przekopywała na kolanach swoją walizkę, co chwila podając mi inną pare spodni.- A może różowawy jeans, taki jak masz ty? Racja niech przymierzy wszystkie. Marcosiku!!!!!!!!!Chodź i przymierz te cudeńka!!!!!!! Tak sweet ubrań w życiu nie widziałeś!!!!!!
Marcos z miną skazańca podszedł do nas i wziął z sterty, którą trzymałam pierwszą z brzegu parę. Położył ją na kamieniu i zaczął rozpinać pasek od spodni. Chrząknełam znacząco. Zreflektował się, podniósł spodnie i poszedł za najbliższy krzak. Po paru sekundach odezwał się:
-Chyba mamy problem...
Spojrzałam na Matta. Ten wzruszył ramionami i zaczłą iść w kierunku Marcosa. Kiedy doszedł na miejsce wybuchnął śmiechem. Od razu podbiegłyśmy zobaczyć co się stało. Gdy byłyśmy na miejscu od razu zakryłam sobie oczy, wybuchając przy tym śmiechem. Marcos stał bez spodni. Jego noga nie zmieściła się do super slim spodni Coldy. Jedna nogawka była naciągnięta do kolana, drugiej nawet nie próbował założyć. Widać było, że nie włoży ich dalej.
-Ojejciu!!! - Pisnęła Coldy - Miałam rację!!!!! Ten kolor jest wręcz stworzony dla ciebie!!!!!
-Ale chyba są o jakieś 6 rozmiarów za małe!- powiedziałam śmiejąc się.
-Ha ha ha, bardzo śmieszne!!! Niech ktoś pomoże mi to ściągnąć. Chyba utknąłem.- Na te słowa znowu parsknąłam śmiechem. - Na twoim miejscu bym się tak nie śmiał, bo jeśli tego nie ściągnę to albo będziesz iść przez reszte drogi z zamkniętymi oczyma, albo patrzeć na mnie w samej bieliźnie.
Od razu przestałam się śmiać.
-Ja na pewno nie ściągne mu tych spodni!! Coldy też. Jeśli sam nie dałeś rady, to my odpadamy.
Usłyszałam jak ktoś podchodzi do Marcosa.
-Dobra, usiądź i złap się jakiegoś drzewa. Gotowy? Ciągnę na trzy. Raz, dwa, trzy!!!
Usłyszałam darcie materiału i odgłos upadku. Niechętnie otworzyłam oczy. Matt wstawał z ziemi z podartymi spodniami Coldy w ręku. Usłyszałam przenikliwy pisk blondynki. Podbiegła do spodni, wyciągnęła je z rąk Matta i czule przytuliła.
-Moje sweetaśne spodnie!!!!- Zaczęła lament. - Już nigdy nie zobaczą jak fency je skompletowałam!!! Mogły jeszcze tyle.... ojejuńciu są brudne!!!- Spojrzała na nie z obrzydzeniem i wyrzuciła je za siebie.
-Chyba spodnie Coldy odpadają - powiedział Matt, rozcierając sobie tyłek.
-Coś mu trzeba założyć-podeszłąm do walizki Coldy i zaczełam przewracać jej zawartość.
Po chwili z miną satysfakcji wstałam.
-To powinno pasować-zamachałam różową spódniczką na gumkę. - Skąd masz taką?
-To moja sweetaśna cukierkowo różowa spódniczka robocza, czyli taka na której kłade moje fancy spódniczki, żeby się nie zabrudziły, jak moje sweetaśne spodnie...-wydawała się smutna, ale po sekundzie wzięła ode mnie spódniczkę i zaczęła iść w kierunku Marcosa.
-Nawet o tym nie myśl...-zaczął niepewnie Marcos, nieznacznie dając krok do tyłu - jeśli myślicie, że ubiore tę...
-Cukierkowo różową spódniczkę roboczą-podpowiedziała Coldy
-No właśnie, to się grubo pomyliliście.
-Załóż ją, albo będziesz miał na sumieniu mój zmysł wzroku!!!!!!- Krzyknęłam i znów zakryłam oczy - Powiedzcie jak będzie po wszystkim.
Przez chwilę słuchałam odgłosów szarpaniny.
-Gotowe!!!!- Krzyknęła Coldy
-Nie jestem pewny, czy o taki efekt ci chodziło...- powiedział Matt
-Racja...szkoda, że nie mam innego koloru spódniczki, bo ten jest dla ciebie trochę za jasny!
Odsłoniłam oczy i podeszłam do nich. Kiedy tam dotarłam, zatkało mnie i znowu zamknęłam oczy. Spódniczka Coldy była niewiele dłuższa od bokserek Marcosa, co dawało tylko taki efekt, jakby Marcos tylko zmienił bieliznę na różową.
-Sophie daj spokój, lepiej nie będzie-powiedział Matt.
-Ale przecierz Marcosik wygląda badzo sexy w tej spódniczce!!!! - Zachwycała sie Coldy.
-Matt, błagam cię, zrób coś!!!-odwróciłam się w stronę, gdzie przedtem stał Matt.
-Daj mi pomyśleć...-usłyszałam kartkowanie notesu-...jakieś 20 minut drogi z tąd jest mały strumień, moge wziąść te drugie spodnie Marcosa i spróbować je trochę doprać.
-Człowieku, mogłeś to powiedziweć od razu, a nie zmuszać mnie do tych przebieranek!!!-powiedział Marcos z nutką irytacji w głosie. - Pójdę tylko po te spodnie i możemy iść.
-Może rozbijemy tu obóz? Co prawda dopiero popołudnie, ale nie ma sensu dzisiaj iść dalej. Nim Matt wróci będzie już wieczór. A spodnie Marcosa i tak będą musiały trochę przeschnąć, bo inaczej będą strasznie...obcisłe.
-Marcosik jako miss mokrych spodni!!!!! Ale to będzie fancy widok!!! A może zróbmy sobie taki sexy pokaz mody!? Już wiem w co się przebiorę!!!-Coldy gdzieś podbiegła, prawdopodobnie do swojej walizki.
-Matt nie może iść sam, to trochę ryzykowne - powiedziałam.
-Ja z nim pójdę- odezwał się Marcos
-Ty lepiej zostań i pomóż Coldy rozbić obóz.
-Ale...-zaczął Marcos
-Marcosiku nie rozumiesz?!-przerwała mu Coldy,krzycząc z oddali - Sophie i Matt chcą pobyć trochę w samotności!
-Sophie idziemy? -zapytał mnie Matt.
-Oczywiście.-odsłoniłam oczy i potrzebowałam krótkiej chwili,żeby przyzwyczaić oczy do słońca. Zaraz potem ruszyliśmy.
-Mam nadzieje, że jak wrócimy to Coldy będzie przyzwoicie ubrana - powiedział Matt.
-Też mam taką nadzieję. Wiesz, kiedy się na początku błąkaliśmy, nim spodkaliśmy ciebie, Coldy już raz chciała coś takiego zrobić. Jakoś wieczorem, poszłam spać do namiotu, a Coldy i Marcos mieli spać razem na dworze, przy ognisku.-zaczełam opowiadać mu historię z prezerwatywą.
Nim się spostrzegliśmy, byliśmy przy strumyku.Matt zaczął prać spodnie, a ja usiadłam obok i obserwowałam, jak to robi.Nie było to specjalnie ciekawe,więc zaczełam rozmowe.
-Gdzie się tego wszystkiego nauczyłeś?
-Ale czego konkretnie?-zapytał
-Prania,polowania,orientacji w terenie-zaczełam wymieniać
-Tego akurat nauczył mnie ojciec. Odkąd tylko trochę podrosłem, zabierał mnie na takie "męskie wyprawy", a na nich uczył jak sobie poradzić w lesie. Powiedział, że na 18 urodziny pójdę sam w las na 4 dni. Twierdzi, że tylko facet, który sam sobie poradzi w lesie, będzie w stanie założyć "porządną" rodzinę.
-Nie mów tego przy Marcosie, bo wpadnie w kompleksy-uśmiechnęłam się.
-Racja-odwzajemnił uśmiech-Ale u nas w rodzinie wszyscy mają bzika na punkcie lasów.Brat taty jest leśniczym, mój dorosly kuzyn jest przewodniczącym w juniorskiej ekipie drwali,siostra mojej mamy razem z mężem prowadzą obozy przetrwania dla młodzieży, a córka siostry mojego taty jest na liście 100 najlepszych harcerzy w USA.
-No,w pewnym sensie las to wasza trodycja rodzinna.
-Trochę tak-popatrzył na spodnie-lepiej nie będzie. Wracajmy do obozu nim Coldy wpadnie na pomysł rozbieranego pokera.
-Ok. Wiesz, że oni myślą, że robiliśmy tu niewiadomo co? Lepiej ustalmy wspólną wersję.
-Może powiedzmy im prawdę?-zapytał ironicznie Matt.Spojrzałam na niego kpiąco.-Albo powiedzmy im, że chcemy to zachować dla siebie?
-Teraz lepiej-uśmiechnęłam się.Reszte drogi opowiadałam mu o swojej "kochanej"rodzince.
Kiedy doszliśmy do obozu nikogo w nim nie było.
-O nie, znowu gdzieś poszli-zaniepokoiłam się.Na szczęście zaraz po tym usłyszeliśmy piskliwy głos rozbawionej Coldy
-Marcosiku, nie bądź taki!!! To tylko zabawa!!!
-Nie ma mowy, nie ściągniesz mnie z tego drzewa.
Zdezorientowani popatrzyliśmy na siebie i ruszyliśmy w stronę głosów. Na drzewie siedział Marcos bez koszulki, którą zawiązał sobie w pasie.Pod tym drzewem stała Coldy w bardzo króciutkiej spódniczce,bluzeczce na szeleczkach do pępka i wymachująca czymś różowym.
-Coldy, Marcos co wy wyprawiacie?!-krzyknęłam niepewna,czy powinnam zakryć oczy, ratować Coldy,czy iść po bluzkę dla Marcosa.
-Popatrzcie co sweetaśnego znalazłam w walizce!!!-podbiegła i zaprezentowała trzymaną w ręku rzecz.
-Czy ty...-zaczął niepewnie Matt
-Coldy skąd ty to masz?-zapytałam ze zgrozą. Były to różowe, puchate kajdanki.
-Kiedyś dostałam od mojej fancy przyjaciółki Brighit na moje sweet 13 urodzinki!!! Był nimi skuty...
-Chyba nie chcę wiedzieć.-przerwałam jej.-Marcos, nie wygłupiaj się i złaź z drzewa.
-Nie zejde z tego drzewa za ŻADNE SKARBY ŚWIATA!!!!!!!
-Złaź natychmiast!!!!-wkurzyłam się
-Ok,ok ale niech jej ktoś zabierze te kajdanki. Jak zdjąłem koszulkę, to stwierdziła, że wykorzystamy czas sam na sam i wygrzebała je nie wiadomo skąd.
Zaprowadziłam Coldy do obozu.
-Coldy musisz się przebrać-kazałam jej.
-Ale wyglądam tak sexy w tym wdzianku, a Marcosik miał ciężki dzień, i chciałam go pocieszyć.
-Rozumiem, ale...-starałam się coś wymyśleć-jestem trochę zazdrosna o Matta.W końcu on też cię widzi w tych ubraniach.
-Ojejciu-pisnęła blondynka-nie pomyślałam o tym.Ubiorę ten strój jak będziemy z Marcosikiem na osobności.-W podskokach ruszyła do walizki.
W tym czasie przygotowałam kolację,Matt położył spodnie Marcosa koło ogniska i pomógł mi,a Marcos starał się zakryć jak największy obszar ciała.
-Lepiej połóżmy się spać szybciej.-poradził Matt-szybciej wstaniemy i przed obiadem powinniśmy być w waszej szkole przetrwania.
Po kolacji wspólnie stwierdzieliśmy, że Marcos powinien spać w namiocie.
-Ale Coldy zostanie tutaj.Dla bezpieczeństwa-dodałam wymownie patrząc na wciąż nagi tors Marcosa.
-Robię co mogę-powiedział chowając się do namiotu.-Dobranoc wszystkim.
-Dobranoc-odpowiedzieliśmy, kładąc się na prowizorycznych posłaniach,które jutro może wreszcie będą prawdziwymi łóżkami.
Marcos z miną skazańca podszedł do nas i wziął z sterty, którą trzymałam pierwszą z brzegu parę. Położył ją na kamieniu i zaczął rozpinać pasek od spodni. Chrząknełam znacząco. Zreflektował się, podniósł spodnie i poszedł za najbliższy krzak. Po paru sekundach odezwał się:
-Chyba mamy problem...
Spojrzałam na Matta. Ten wzruszył ramionami i zaczłą iść w kierunku Marcosa. Kiedy doszedł na miejsce wybuchnął śmiechem. Od razu podbiegłyśmy zobaczyć co się stało. Gdy byłyśmy na miejscu od razu zakryłam sobie oczy, wybuchając przy tym śmiechem. Marcos stał bez spodni. Jego noga nie zmieściła się do super slim spodni Coldy. Jedna nogawka była naciągnięta do kolana, drugiej nawet nie próbował założyć. Widać było, że nie włoży ich dalej.
-Ojejciu!!! - Pisnęła Coldy - Miałam rację!!!!! Ten kolor jest wręcz stworzony dla ciebie!!!!!
-Ale chyba są o jakieś 6 rozmiarów za małe!- powiedziałam śmiejąc się.
-Ha ha ha, bardzo śmieszne!!! Niech ktoś pomoże mi to ściągnąć. Chyba utknąłem.- Na te słowa znowu parsknąłam śmiechem. - Na twoim miejscu bym się tak nie śmiał, bo jeśli tego nie ściągnę to albo będziesz iść przez reszte drogi z zamkniętymi oczyma, albo patrzeć na mnie w samej bieliźnie.
Od razu przestałam się śmiać.
-Ja na pewno nie ściągne mu tych spodni!! Coldy też. Jeśli sam nie dałeś rady, to my odpadamy.
Usłyszałam jak ktoś podchodzi do Marcosa.
-Dobra, usiądź i złap się jakiegoś drzewa. Gotowy? Ciągnę na trzy. Raz, dwa, trzy!!!
Usłyszałam darcie materiału i odgłos upadku. Niechętnie otworzyłam oczy. Matt wstawał z ziemi z podartymi spodniami Coldy w ręku. Usłyszałam przenikliwy pisk blondynki. Podbiegła do spodni, wyciągnęła je z rąk Matta i czule przytuliła.
-Moje sweetaśne spodnie!!!!- Zaczęła lament. - Już nigdy nie zobaczą jak fency je skompletowałam!!! Mogły jeszcze tyle.... ojejuńciu są brudne!!!- Spojrzała na nie z obrzydzeniem i wyrzuciła je za siebie.
-Chyba spodnie Coldy odpadają - powiedział Matt, rozcierając sobie tyłek.
-Coś mu trzeba założyć-podeszłąm do walizki Coldy i zaczełam przewracać jej zawartość.
Po chwili z miną satysfakcji wstałam.
-To powinno pasować-zamachałam różową spódniczką na gumkę. - Skąd masz taką?
-To moja sweetaśna cukierkowo różowa spódniczka robocza, czyli taka na której kłade moje fancy spódniczki, żeby się nie zabrudziły, jak moje sweetaśne spodnie...-wydawała się smutna, ale po sekundzie wzięła ode mnie spódniczkę i zaczęła iść w kierunku Marcosa.
-Nawet o tym nie myśl...-zaczął niepewnie Marcos, nieznacznie dając krok do tyłu - jeśli myślicie, że ubiore tę...
-Cukierkowo różową spódniczkę roboczą-podpowiedziała Coldy
-No właśnie, to się grubo pomyliliście.
-Załóż ją, albo będziesz miał na sumieniu mój zmysł wzroku!!!!!!- Krzyknęłam i znów zakryłam oczy - Powiedzcie jak będzie po wszystkim.
Przez chwilę słuchałam odgłosów szarpaniny.
-Gotowe!!!!- Krzyknęła Coldy
-Nie jestem pewny, czy o taki efekt ci chodziło...- powiedział Matt
-Racja...szkoda, że nie mam innego koloru spódniczki, bo ten jest dla ciebie trochę za jasny!
Odsłoniłam oczy i podeszłam do nich. Kiedy tam dotarłam, zatkało mnie i znowu zamknęłam oczy. Spódniczka Coldy była niewiele dłuższa od bokserek Marcosa, co dawało tylko taki efekt, jakby Marcos tylko zmienił bieliznę na różową.
-Sophie daj spokój, lepiej nie będzie-powiedział Matt.
-Ale przecierz Marcosik wygląda badzo sexy w tej spódniczce!!!! - Zachwycała sie Coldy.
-Matt, błagam cię, zrób coś!!!-odwróciłam się w stronę, gdzie przedtem stał Matt.
-Daj mi pomyśleć...-usłyszałam kartkowanie notesu-...jakieś 20 minut drogi z tąd jest mały strumień, moge wziąść te drugie spodnie Marcosa i spróbować je trochę doprać.
-Człowieku, mogłeś to powiedziweć od razu, a nie zmuszać mnie do tych przebieranek!!!-powiedział Marcos z nutką irytacji w głosie. - Pójdę tylko po te spodnie i możemy iść.
-Może rozbijemy tu obóz? Co prawda dopiero popołudnie, ale nie ma sensu dzisiaj iść dalej. Nim Matt wróci będzie już wieczór. A spodnie Marcosa i tak będą musiały trochę przeschnąć, bo inaczej będą strasznie...obcisłe.
-Marcosik jako miss mokrych spodni!!!!! Ale to będzie fancy widok!!! A może zróbmy sobie taki sexy pokaz mody!? Już wiem w co się przebiorę!!!-Coldy gdzieś podbiegła, prawdopodobnie do swojej walizki.
-Matt nie może iść sam, to trochę ryzykowne - powiedziałam.
-Ja z nim pójdę- odezwał się Marcos
-Ty lepiej zostań i pomóż Coldy rozbić obóz.
-Ale...-zaczął Marcos
-Marcosiku nie rozumiesz?!-przerwała mu Coldy,krzycząc z oddali - Sophie i Matt chcą pobyć trochę w samotności!
-Sophie idziemy? -zapytał mnie Matt.
-Oczywiście.-odsłoniłam oczy i potrzebowałam krótkiej chwili,żeby przyzwyczaić oczy do słońca. Zaraz potem ruszyliśmy.
-Mam nadzieje, że jak wrócimy to Coldy będzie przyzwoicie ubrana - powiedział Matt.
-Też mam taką nadzieję. Wiesz, kiedy się na początku błąkaliśmy, nim spodkaliśmy ciebie, Coldy już raz chciała coś takiego zrobić. Jakoś wieczorem, poszłam spać do namiotu, a Coldy i Marcos mieli spać razem na dworze, przy ognisku.-zaczełam opowiadać mu historię z prezerwatywą.
Nim się spostrzegliśmy, byliśmy przy strumyku.Matt zaczął prać spodnie, a ja usiadłam obok i obserwowałam, jak to robi.Nie było to specjalnie ciekawe,więc zaczełam rozmowe.
-Gdzie się tego wszystkiego nauczyłeś?
-Ale czego konkretnie?-zapytał
-Prania,polowania,orientacji w terenie-zaczełam wymieniać
-Tego akurat nauczył mnie ojciec. Odkąd tylko trochę podrosłem, zabierał mnie na takie "męskie wyprawy", a na nich uczył jak sobie poradzić w lesie. Powiedział, że na 18 urodziny pójdę sam w las na 4 dni. Twierdzi, że tylko facet, który sam sobie poradzi w lesie, będzie w stanie założyć "porządną" rodzinę.
-Nie mów tego przy Marcosie, bo wpadnie w kompleksy-uśmiechnęłam się.
-Racja-odwzajemnił uśmiech-Ale u nas w rodzinie wszyscy mają bzika na punkcie lasów.Brat taty jest leśniczym, mój dorosly kuzyn jest przewodniczącym w juniorskiej ekipie drwali,siostra mojej mamy razem z mężem prowadzą obozy przetrwania dla młodzieży, a córka siostry mojego taty jest na liście 100 najlepszych harcerzy w USA.
-No,w pewnym sensie las to wasza trodycja rodzinna.
-Trochę tak-popatrzył na spodnie-lepiej nie będzie. Wracajmy do obozu nim Coldy wpadnie na pomysł rozbieranego pokera.
-Ok. Wiesz, że oni myślą, że robiliśmy tu niewiadomo co? Lepiej ustalmy wspólną wersję.
-Może powiedzmy im prawdę?-zapytał ironicznie Matt.Spojrzałam na niego kpiąco.-Albo powiedzmy im, że chcemy to zachować dla siebie?
-Teraz lepiej-uśmiechnęłam się.Reszte drogi opowiadałam mu o swojej "kochanej"rodzince.
Kiedy doszliśmy do obozu nikogo w nim nie było.
-O nie, znowu gdzieś poszli-zaniepokoiłam się.Na szczęście zaraz po tym usłyszeliśmy piskliwy głos rozbawionej Coldy
-Marcosiku, nie bądź taki!!! To tylko zabawa!!!
-Nie ma mowy, nie ściągniesz mnie z tego drzewa.
Zdezorientowani popatrzyliśmy na siebie i ruszyliśmy w stronę głosów. Na drzewie siedział Marcos bez koszulki, którą zawiązał sobie w pasie.Pod tym drzewem stała Coldy w bardzo króciutkiej spódniczce,bluzeczce na szeleczkach do pępka i wymachująca czymś różowym.
-Coldy, Marcos co wy wyprawiacie?!-krzyknęłam niepewna,czy powinnam zakryć oczy, ratować Coldy,czy iść po bluzkę dla Marcosa.
-Popatrzcie co sweetaśnego znalazłam w walizce!!!-podbiegła i zaprezentowała trzymaną w ręku rzecz.
-Czy ty...-zaczął niepewnie Matt
-Coldy skąd ty to masz?-zapytałam ze zgrozą. Były to różowe, puchate kajdanki.
-Kiedyś dostałam od mojej fancy przyjaciółki Brighit na moje sweet 13 urodzinki!!! Był nimi skuty...
-Chyba nie chcę wiedzieć.-przerwałam jej.-Marcos, nie wygłupiaj się i złaź z drzewa.
-Nie zejde z tego drzewa za ŻADNE SKARBY ŚWIATA!!!!!!!
-Złaź natychmiast!!!!-wkurzyłam się
-Ok,ok ale niech jej ktoś zabierze te kajdanki. Jak zdjąłem koszulkę, to stwierdziła, że wykorzystamy czas sam na sam i wygrzebała je nie wiadomo skąd.
Zaprowadziłam Coldy do obozu.
-Coldy musisz się przebrać-kazałam jej.
-Ale wyglądam tak sexy w tym wdzianku, a Marcosik miał ciężki dzień, i chciałam go pocieszyć.
-Rozumiem, ale...-starałam się coś wymyśleć-jestem trochę zazdrosna o Matta.W końcu on też cię widzi w tych ubraniach.
-Ojejciu-pisnęła blondynka-nie pomyślałam o tym.Ubiorę ten strój jak będziemy z Marcosikiem na osobności.-W podskokach ruszyła do walizki.
W tym czasie przygotowałam kolację,Matt położył spodnie Marcosa koło ogniska i pomógł mi,a Marcos starał się zakryć jak największy obszar ciała.
-Lepiej połóżmy się spać szybciej.-poradził Matt-szybciej wstaniemy i przed obiadem powinniśmy być w waszej szkole przetrwania.
Po kolacji wspólnie stwierdzieliśmy, że Marcos powinien spać w namiocie.
-Ale Coldy zostanie tutaj.Dla bezpieczeństwa-dodałam wymownie patrząc na wciąż nagi tors Marcosa.
-Robię co mogę-powiedział chowając się do namiotu.-Dobranoc wszystkim.
-Dobranoc-odpowiedzieliśmy, kładąc się na prowizorycznych posłaniach,które jutro może wreszcie będą prawdziwymi łóżkami.