piątek, 19 września 2014

Rozdział 20: Matt Solitarie

Ech... przez Marcosa prawie spóźniłem się na lekcje... Na szczęście pani zapomniała klucza i musiała się wracać. Inaczej miałbym gwarantowaną jedynkę. I pewnie też nieobecność.... Bo cóż... nasza pani od historii jest największą 'kosą' w szkole. Nikomu nie przepuści. Jeśli tylko idzie korytarzem natychmiast uczniowie poprawiają swoje zachowanie, nawet nie musi nic mówić i zwracać uwagi, wystarczy, że spojrzy na kogoś z nad jej okularów.
Reasumując - Nie zdążyłem na lekcje równo z dzwonkiem, ale pani też nie więc w sumie nie mam ani spóźnienia ani nagany.
Ech... Historia to okropna lekcja... nie można się oprzeć na łokciu, nie można sobie porysować w zeszycie do przedmiotu, nie można wyjąć własnego zeszytu żeby porysować. Kto wymyślił tak sztywne zasady? Oczywiście pytam sarkastycznie.  Cmoknąłem cicho niezadowolony gdy po raz kolejny zwrócono mi uwagę żebym się tak nie kiwał na boki na 'jej' lekcji. No ale ludzie historia na pierwszej lekcji! Jak ja niby mam być wyspany i nie marzyć tylko o poduszce, a skupić się na nudnym gadaniu o jakichś detalach w naszej, jedynej (na szczęście!) wojnie domowej....
Zmarnowany od niechcenia kreśliłem w zeszycie kolejne litery, słowa i zadania modląc się tylko o to żeby były prosto, bo ta jędza też zeszyty sprawdza....
Zmarnowany przyjąłem dźwięk dzwonka jako błogosławieństwo. Niestety zatrzymano nas w klasie ale tylko po to by podyktować co jest do domu. Nie musieliśmy kończyć notatki na przerwie Hurra!
Wyszedłem z klasy i powlokłem się do automatu z kawą. Proszę, niech nie będzie kolejki! Zmarnowany wlokłem się korytarzem. Ręce wsadziłem sobie do kieszeni bluzy. Ziewnąłem potężnie cały się przy tym prężąc, oczywiście minimalistycznie, bo nie chciałbym nikogo uderzyć. Ktoś nagle złapał mnie za ramię i pociągnął w bok, zmęczony dałem się chwilę poholować nim w ogóle zdałem sobie sprawę z tego ze jestem szarpany przez Marcosa.
- Obudź się chłopie - Spojrzał na mnie - 45 minut temu kipiałeś energią, co się stało.
- historia. - Odpowiedziałem zdawkowo, a on pokiwał głową ze zrozumieniem- Kawyy~....- jęknąłem i opadłem na ławkę. - O hej Sophie.- Spojrzałem w bok i uśmiechnąłem się do siedzącej tam dziewczyny - Ciebie też tu przyciągnął?- Zapytałem gdy Marcos ruszył przebijać się przez tłum po moją kawę.
- Nie, sama tu przyszłam. Zanim zdarzył się pewien incydent- zacisnęła dłoń w piąstkę- Marcos wpadł na pomysł.- Mruknęła i kiwnęła głową na footballistę przedzierającego się przez tłum uczniów z powrotem do nas. Z moja kawą na szczęście~....- Ale niech on ci o tym opowie, bo gdy miał mnie wtajemniczyć w szczegóły coś się wydarzyło.  - Przyjąłem od Marcosa napój bogów potocznie zwany kawą i kiwnąłem mu głową uśmiechając się w podziękowaniu. Dmuchnąłem dwa razy na wrzątek, ale nie mogąc dłużej wytrzymać napiłem się go.
- Co się stało? - Rzuciłem do brunetki udając że wcale nie wyczułem podniesionej irytacji w słowach "incydent" i "coś".- Na tej lekcji, że Marcos nie wyjaśnił szczegółów.- Dorzuciłem siorbiąc po mału z kubka, widać Marcos dopiero zrozumiał o co chodzi.
Chłopak uśmiechnął się głupio i machnął niedbale ręką- nie, nic nauczyciel stwierdził, że flirtuję z Sophie.- Rzucił lekko a ja o mału nie zakrztusiłem się kawą. Marcos i Sophie!?
- Takie upokorzenie to dla ciebie nic!- Dziewczyna podniosła głos ze złości. Wydawało mi się, że chciała wstać i trzepnąć Marcosa, albo przynajmniej zdzielić z liścia w twarz. Kto wie jak się rozwiązuje takie sprawy w Angli, więc ścisnąłem ją lekko za ramię.
- Uspokój się...- mruknąłem- to była tylko uwaga żebyście nie gadali, rzucona przez nauczyciela, chciał być śmieszny...- Dodałem powoli znów zaczynając pić tę kawę. O tak  brązowe palone złoto do picia, jestem w niebie~....
- Hmpk!- Odpowiedziała brunetka zakładając ostentacyjnie ręce.  no cóż muszę przyznać dobry argument jak nie masz żadnego innego. Natychmiast kończy temat... choć chyba działa tylko u kobiet.
- Marcos ile słodziłeś?- Rzuciłem chcąc zmienić temat na przyjemniejszy.
- Co?
- Ile słodziłeś - Powtórzyłem uśmiechając się uprzejmie- nie mogę rozgryźć tego automatu.
- Co! to ten automat słodzi!- Spojrzał na mnie z oczami wielkimi jak spodki. Zachichotałem, co po chwili przerodziło się w śmiech. Sophie też przestała strzelać focha, na nie wiadomo kogo, uśmiechnęła się starając powstrzymać śmiech.
- D-Dobra!- Chłopak trochę zawstydzony swoją niewiedzą starał się zmienić temat- To chcecie usłyszeć mój pomysł czy nie?
Po chwili zdołałem się uspokoić na tyle by pokiwać głową wciąż rozweselony... może ta maszyna faktycznie nie daje cukru tylko jakiś gaz rozweselający?
Mięsożerca (znajdź synonim jak nie chcesz żeby Marcos został Mięsożercą) dumny z siebie zaczął nam opowiadać jak t moglibyśmy pójść we czwórkę do kina. Kupić popcorn i nachos z serem... a potem pójść na ostre skrzydełka i mięsną ucztę do czegoś co się nazywa "U Samiego" ponoć miał kupon zniżkowy "jedz tyle mięsa ile chcesz".
W tym momencie razem z Sophie zainterweniowaliśmy. Co prawda z innych powodów. Dla mnie to było "Po tej imprezie nie tknę mięsa przez kilka tygodni" a u angielki "nie tknę niczego w tej jankeskiej śmierdzącej potem i starymi facetami budzie". Brunet zbył nasze wątpliwości i dopiero wtedy sięgnąłem po naszą ostateczną broń "Coldy jest wegetarianką". Marcos jakby pobladł... może przypomniał sobie sceny jakie urządzała na widok mięsa... albo głowy dzika z salonie ,mojego rodzinnego domu. Tak czy inaczej to sprawiło, że pomysł z "mięsną budą Sammego" został kategorycznie odrzucony. I chwała mu za to!
Dorzuciliśmy jeszcze kilka ograniczeń w kwestii filmów. Miał to nie być Romans, a jak już to nie taki gdzie są sceny, nawet zasłonięte, które przekraczają dozwolenia naszego wieku. - Pomysł Sophie, która chwile później uraczyła nas pewną historyjką jak to po raz pierwszy włączyła romans i przeraziła się, że nie było to uznane za "tylko dla dorosłych". Puentę oczywiście zaczęła od "W naszej szanowanej Anglii..." i gdzieś w środku pojawiło się "głupi jankesi" a ostatecznie kategorycznie zabroniła nam iść na coś takiego. W sumie, nawet się cieszę.
Dzwonek zadzwonił więc ruszyliśmy wspólnie na kolejną lekcję. Angielski więc mieliśmy go razem i mogliśmy też dogadać zaprawę z Coldy, której tak a propos jeszcze dziś nie widziałem. 
- No szybciej, szybciej dzieci pan Richardson nie będzie czekać.- Pan Richardson właśnie przebiegł obok nas brzdąkając kluczami od klasy. Pod pachą miał jakąś teczkę i listę obecności.
Przyspieszyliśmy kroku rozglądając się też za Coldy.