Siedziałam w salonie i głaskałam psa ciotki,popijając herbatę. Marcos i Matt lada moment powinni po mnie przyjść. Szkoda,że Coldy nie mogła z nami iść. Źle się czuła, czy coś takiego. A w końcu to ona była tym "lepkim czymś",co połączyło nas razem. Oby szybko wyzdrowiała, w końcu niedługo jej urodziny. Ciekawe,że jeszcze nie piszczała o swojej "sweetaśnej 16" W końcu dla jankesów to coś jak obchody urodzin królowej Anglii. Może jest bardziej chora, niż nam się wydaje....Gdy tak rozmyślałam,rozległo się pukanie do drzwi, a pies, który nagle zerwał się na równe nogi przewrócił mnie na podłogę! No super!!! Niech ja go tylko...Byłam jeszcze na czworaka, kiedy przedemną pojawiła się kobiece nogi w butach na obcasie.
-Sophie moja droga, takiej damie jak ty nie przystoi płaszczyć się przed gośćmi.-Powiedziała ironicznie ciotka.-Nawet jeśli gość jest tak czarujący-Dodała słodko.
-Och, dziękuje pani....ciociu Sophie - usłyszałam niepewny głos Marcosa.
Podniosłam wzrok i zobaczyłam przed sobą ciotkę z lekkim uśmiechem i Marcosa obok niej. Faktycznie Marcos wyglądał zaskakująco dobrze. Zamiast t-shirtu miał na sobie koszulę na krótki rękaw, a włosy zamiast nażelować, jak robi to do szkoły,zostawił samym sobie, co dało mu zawadiacki urok. Przemknęło mi przez myśl,że on naprawdę jest przystojny.Co,Marcos PRZYSTOJNYM!!!!! Sama siebie zszokowałam tym stwierdzeniem. Tymczasem podał mi rękę i pomógł wstać.
-Dzięki-powiedziałam i strzepałam spodnie z niewidzialnego brudu. -To co, idziemy? Do widzenia ciociu.-Powiedziałam, ucałowałam ją w policzek, złapałam Marcosa za rękę i pociągnęłam za sobą.
-A gdzie Matt?- Zapytałam z lekkim przerażeniem,zamykając drzwi.
-Szedłem po niego,ale zadzwonił do mnie i powiedział,że nie może iść. Ciężko było go zrozumieć. Usłyszałem tylko "nie idę, notes, Maggie, podkład, śmierć" - Powiedział i wzruszył ramionami.
Oby Maggie nie zrobiła tego, o czym myślę...
-Czyli idziemy we dwoje. - Powiedział Marcos i uśmiechnął się,niepewny czy nie obrażę się za to zdanie.
Nie podobało mi się to, ale cóż mogłam zrobić. Ciotka nie wybaczyłaby mi, gdybym nie poszła z "tak czarującym, młodym człowiekiem."
-Chyba nie mamy wyboru.- Powiedziałam i nie czekając na niego zaczęłam iść przez siebie. Wydawało mi się,że firanka w oknie się poruszyła. Czyli moi rodzice też już o wszystkim wiedzą. Więc "show must go on".
Kino znajdowało się w pobliskim centrum handlowym. Oczywiście gdy tylko weszliśmy do budynku, minęliśmy grupę cheerlederek, które od razu z podnieceniem zaczęły między sobą szeptać i oglądać się na nas. Tylko spokojnie, one na pewno nie pomyślały sobie czegoś nieprzyzwoitego. Chociaż,czy ja właśnie tak bym nie pomyślała, gdybym zobaczyła taką scenę? Przegoniłam tą myśl i dumnie podniosłam głowę w górę. Żeby zrobić na złość wszystkim tym paniusiom i fankom Marcosa delikatnie się do niego przybliżyłam, na co on niemal machinalnie objął mnie w pasie. Nie za bardzo mi się to podobało,ale jeśli teraz się od niego odsunę, to zrobię ogromną przyjemność oglądającym ten spektakl. Szliśmy tak aż do wyjścia do kina, przy którym spotkaliśmy paru kolegów Marcosa z drużyny z pozostałymi cheerlederkami, które najwyraźniej były ich partnerkami. Chłopak od razu puścił mnie jak poparzony.
-Marcos, chłopie jak tam po twojej imprezie?!-Zagadnął go jeden z dryblasów,podczas gdy Marcos razem z innymi "ziomkami" dawali sobie "grabę".
Właśnie takie sceny miałam przed oczami,gdy wyobrażałam sobie Amerykę przed wyjazdem. I proszę, sny się spełniają! Zresztą, cała ta zgraja wyglądała jak z podręcznika "wśród nas, jankesów" Poczułam się nagle taka cywilizowana.
-Stary,nawet mi nie przypominaj! Wiesz może,kto wypił moje energetyki?-zapytał, niby przyjaźnie,chociaż w jego oczach zabłysły iskierki zemsty.
-O ile mnie pamięć nie myli, to najbardziej przyssał się do nich Danny.
-Dzięki stary, były dla mnie wybawieniem!-Powiedział najwyraźniej Danny. Był to dwu metrowy goryl,i zdawał się przejawiać te same wartości,co te zwierzęta,ubrany w czerwoną sportową bluzę, z jedną brwią i przyklejoną tlenioną lalką Barbie do boku."Sweetaśny" to on nie jest.
Marcos już chciał mu coś powiedzieć, ale jeszcze raz zmierzył go wzrokiem i dał sobie spokój. Najwyraźniej nie jest taki zły z kalkulacji na jakiego wygląda.
-Tiaa......to na czym byliście?-Zmienił temat.
-A, na "American Pie 9". Super film, taki życiowy.-powiedział jeden z nich, będąc wyraźnie pod wrażeniem.Reszta zgodnie pokiwała głowami.-Koniecznie na niego idźcie!
-Dzięki, przemyślimy to.-Odpowiedział potulnie.
-Czy wy jesteście razem?-Zapytała jedna z dziewczyn bez ogródek, wyraźnie robiąc ulgę reszcie,że ktoś wreszcie zadał to nurtujące wszystkich pytanie. Zatkało mnie. Teraz oczy wszystkich były wbite we mnie.
-Nie no, co wy. Mieliśmy iść dzisiaj całą paczką, ale reszta w ostatniej chwili się wycofała.
-No właśnie, a jeśli się nie pospieszymy, to i my nie będziemy mieli po co tam iść. -Powiedziałam i ostentacyjnie odwróciłam się w kierunku kina.
-No proszę, królowa Anglii ma jednak coś do powiedzenia!-Powiedziała widocznie ich przywódczyni,a reszta dziewczyn zawtórowała jej zduszonym chichotem.
Nie zamierzałam czekać na Marcosa. Jeśli woli stać tam jak kłoda wśród swoich neandertalczyków, to ja mu nie zabronię.Jednak po chwili poczułam, jak chwyta mnie za ramię.
-Rany Sophie, przepraszam cię,nie sądziłem,że ktoś z nich powie coś takiego.
-Nie martw się. Dla mnie moje Angielskie pochodzenie nie jest powodem do wstydu. Zresztą nie rozmawiajmy o tym, mieliśmy chyba w końcu coś obejrzeć.
-Racja, to co byś chciała?-Zapytał,gdy stanęliśmy przed rozpiską filmów.
-Na pewno nie "American Pie"
Po chwili doszliśmy do wniosku,że pójdziemy na parodię filmów katastroficznych "Potęga Głębi". Przyda mi się trochę śmiechu. Kupiliśmy popcorn i usiedliśmy przy stoliku,żeby poczekać na otwarcie sali. W tym czasie Marcos dwoił się i troił,żeby poprawić mi humor.I faktycznie, gdy wchodziliśmy na salę, to wcale nie żałowałam,że z nim poszłam.
-Sophie moja droga, takiej damie jak ty nie przystoi płaszczyć się przed gośćmi.-Powiedziała ironicznie ciotka.-Nawet jeśli gość jest tak czarujący-Dodała słodko.
-Och, dziękuje pani....ciociu Sophie - usłyszałam niepewny głos Marcosa.
Podniosłam wzrok i zobaczyłam przed sobą ciotkę z lekkim uśmiechem i Marcosa obok niej. Faktycznie Marcos wyglądał zaskakująco dobrze. Zamiast t-shirtu miał na sobie koszulę na krótki rękaw, a włosy zamiast nażelować, jak robi to do szkoły,zostawił samym sobie, co dało mu zawadiacki urok. Przemknęło mi przez myśl,że on naprawdę jest przystojny.Co,Marcos PRZYSTOJNYM!!!!! Sama siebie zszokowałam tym stwierdzeniem. Tymczasem podał mi rękę i pomógł wstać.
-Dzięki-powiedziałam i strzepałam spodnie z niewidzialnego brudu. -To co, idziemy? Do widzenia ciociu.-Powiedziałam, ucałowałam ją w policzek, złapałam Marcosa za rękę i pociągnęłam za sobą.
-A gdzie Matt?- Zapytałam z lekkim przerażeniem,zamykając drzwi.
-Szedłem po niego,ale zadzwonił do mnie i powiedział,że nie może iść. Ciężko było go zrozumieć. Usłyszałem tylko "nie idę, notes, Maggie, podkład, śmierć" - Powiedział i wzruszył ramionami.
Oby Maggie nie zrobiła tego, o czym myślę...
-Czyli idziemy we dwoje. - Powiedział Marcos i uśmiechnął się,niepewny czy nie obrażę się za to zdanie.
Nie podobało mi się to, ale cóż mogłam zrobić. Ciotka nie wybaczyłaby mi, gdybym nie poszła z "tak czarującym, młodym człowiekiem."
-Chyba nie mamy wyboru.- Powiedziałam i nie czekając na niego zaczęłam iść przez siebie. Wydawało mi się,że firanka w oknie się poruszyła. Czyli moi rodzice też już o wszystkim wiedzą. Więc "show must go on".
Kino znajdowało się w pobliskim centrum handlowym. Oczywiście gdy tylko weszliśmy do budynku, minęliśmy grupę cheerlederek, które od razu z podnieceniem zaczęły między sobą szeptać i oglądać się na nas. Tylko spokojnie, one na pewno nie pomyślały sobie czegoś nieprzyzwoitego. Chociaż,czy ja właśnie tak bym nie pomyślała, gdybym zobaczyła taką scenę? Przegoniłam tą myśl i dumnie podniosłam głowę w górę. Żeby zrobić na złość wszystkim tym paniusiom i fankom Marcosa delikatnie się do niego przybliżyłam, na co on niemal machinalnie objął mnie w pasie. Nie za bardzo mi się to podobało,ale jeśli teraz się od niego odsunę, to zrobię ogromną przyjemność oglądającym ten spektakl. Szliśmy tak aż do wyjścia do kina, przy którym spotkaliśmy paru kolegów Marcosa z drużyny z pozostałymi cheerlederkami, które najwyraźniej były ich partnerkami. Chłopak od razu puścił mnie jak poparzony.
-Marcos, chłopie jak tam po twojej imprezie?!-Zagadnął go jeden z dryblasów,podczas gdy Marcos razem z innymi "ziomkami" dawali sobie "grabę".
Właśnie takie sceny miałam przed oczami,gdy wyobrażałam sobie Amerykę przed wyjazdem. I proszę, sny się spełniają! Zresztą, cała ta zgraja wyglądała jak z podręcznika "wśród nas, jankesów" Poczułam się nagle taka cywilizowana.
-Stary,nawet mi nie przypominaj! Wiesz może,kto wypił moje energetyki?-zapytał, niby przyjaźnie,chociaż w jego oczach zabłysły iskierki zemsty.
-O ile mnie pamięć nie myli, to najbardziej przyssał się do nich Danny.
-Dzięki stary, były dla mnie wybawieniem!-Powiedział najwyraźniej Danny. Był to dwu metrowy goryl,i zdawał się przejawiać te same wartości,co te zwierzęta,ubrany w czerwoną sportową bluzę, z jedną brwią i przyklejoną tlenioną lalką Barbie do boku."Sweetaśny" to on nie jest.
Marcos już chciał mu coś powiedzieć, ale jeszcze raz zmierzył go wzrokiem i dał sobie spokój. Najwyraźniej nie jest taki zły z kalkulacji na jakiego wygląda.
-Tiaa......to na czym byliście?-Zmienił temat.
-A, na "American Pie 9". Super film, taki życiowy.-powiedział jeden z nich, będąc wyraźnie pod wrażeniem.Reszta zgodnie pokiwała głowami.-Koniecznie na niego idźcie!
-Dzięki, przemyślimy to.-Odpowiedział potulnie.
-Czy wy jesteście razem?-Zapytała jedna z dziewczyn bez ogródek, wyraźnie robiąc ulgę reszcie,że ktoś wreszcie zadał to nurtujące wszystkich pytanie. Zatkało mnie. Teraz oczy wszystkich były wbite we mnie.
-Nie no, co wy. Mieliśmy iść dzisiaj całą paczką, ale reszta w ostatniej chwili się wycofała.
-No właśnie, a jeśli się nie pospieszymy, to i my nie będziemy mieli po co tam iść. -Powiedziałam i ostentacyjnie odwróciłam się w kierunku kina.
-No proszę, królowa Anglii ma jednak coś do powiedzenia!-Powiedziała widocznie ich przywódczyni,a reszta dziewczyn zawtórowała jej zduszonym chichotem.
Nie zamierzałam czekać na Marcosa. Jeśli woli stać tam jak kłoda wśród swoich neandertalczyków, to ja mu nie zabronię.Jednak po chwili poczułam, jak chwyta mnie za ramię.
-Rany Sophie, przepraszam cię,nie sądziłem,że ktoś z nich powie coś takiego.
-Nie martw się. Dla mnie moje Angielskie pochodzenie nie jest powodem do wstydu. Zresztą nie rozmawiajmy o tym, mieliśmy chyba w końcu coś obejrzeć.
-Racja, to co byś chciała?-Zapytał,gdy stanęliśmy przed rozpiską filmów.
-Na pewno nie "American Pie"
Po chwili doszliśmy do wniosku,że pójdziemy na parodię filmów katastroficznych "Potęga Głębi". Przyda mi się trochę śmiechu. Kupiliśmy popcorn i usiedliśmy przy stoliku,żeby poczekać na otwarcie sali. W tym czasie Marcos dwoił się i troił,żeby poprawić mi humor.I faktycznie, gdy wchodziliśmy na salę, to wcale nie żałowałam,że z nim poszłam.