Początkowo nie mogłem powiedzieć, żeby to popołudnie zapowiadało się jakoś wybitnie. Ani świetnie. Ani nawet cool. Brak gadającej gdzieś obok panny ADHD przez co nie trzeba się było odzywać zaczynał się dawać we znaki, potem brak Matt'a, który chociaż odwracałby uwagę od tego, że go nie ma. I to jak perfidnie go nie ma! Zostałem sam z angielką. I o ile w jej domu, czy raczej domu jej cioci czułem się nieswojo, o tyle w kinie można już było wyluzować. Spotkanie z resztą team'u też nie było najgorsze, chociaż przez chwilę prawie zaliczyłbym wpadkę i wygadał się z zadawania się z chochlikiem i resztą. Bądź co bądź... Surowe prawa drużynowej dżungli - nie zadawaj się z mało popularnymi ludźmi. Patrząc z drugiej strony, wyobrażam sobie, jak niektórzy z tych koksów trzęśliby mokrymi gaciami w sytuacjach, w których chociażby Coll zwyczajnie wylewała na człowieka perfumy. ...Cały flakon perfum.
Lepsze niż sole trzeźwiące, poważnie.
Wracając jednak do tematu. Po wybraniu filmu i po tym, jak usiedliśmy razem zaczęliśmy trochę gadać. Starałem się jak mogłem by rozśmieszyć Sophie. Na dobrą sprawę każdy jej wybuch śmiechu był zachęcający. Jednak potrafiła trochę się wyluzować jeśli chciała... A kinowe światło dodawało jej jakiegoś uroku, może głównie przez cienie, jakie rzucały jej długie rzęsy albo pogłębioną barwę ust. Zresztą cienie rzucane przez jej biust także w pewnym sensie poprawiły optykę...
Lepsze niż sole trzeźwiące, poważnie.
Wracając jednak do tematu. Po wybraniu filmu i po tym, jak usiedliśmy razem zaczęliśmy trochę gadać. Starałem się jak mogłem by rozśmieszyć Sophie. Na dobrą sprawę każdy jej wybuch śmiechu był zachęcający. Jednak potrafiła trochę się wyluzować jeśli chciała... A kinowe światło dodawało jej jakiegoś uroku, może głównie przez cienie, jakie rzucały jej długie rzęsy albo pogłębioną barwę ust. Zresztą cienie rzucane przez jej biust także w pewnym sensie poprawiły optykę...
No co wy. Czy taki gentleman jak ja mógłby się przyglądać czemuś takiemu... To było mimowolne spostrzeżenie.
I to kilkukrotne, więc jestem go całkiem pewien.
- Oho, zaczyna się. - mruknąłem do dziewczyny, widząc przeskakujące po czarnym ekranie białe mrówki, a potem migoczącą lekko strugę światła nad nami, które padło prosto na ekran, pokazując nam kolorowe reklamy i zapowiedzi filmowe. - Czyli mamy jeszcze jakiś kwadrans. - skwitowałem i rozejrzałem się po sali. Na razie niewiele ludu. - Jestem pewien, że jeśli trochę się wyciągniesz dosięgniesz tego światła. - rzuciłem jej konspiracyjnie do ucha, pokazując wyciągniętym palcem strumień z projektora nad nami. Ta jakby się zawahała, ale w końcu założyła ręce na piersi. Jakby ją korciło i próbowała się powstrzymać.
- No co ty, tak w kinie... Nie jestem tak niewychowana jak wy, żeby robić sobie takie żarty...
- Ta? To obserwuj co cię mija. - Parsknąłem i nie zważając na jej niedowierzający wzrok, korzystając ze swojego wzrostu wstałem i wyciągnąłem się podpierając o krzesełko, by puścić na reklamie cień złożony w serce. Słyszałem narastające szumy i pierwsze krzyki pretensji, więc opuściłem ręce. - Sorry, musiałem, to dla dziewczyny która ze mną przyszła! - oznajmiłem głośno widzom i ukłoniłem się Sophie, po czym usiadłem. Na sali rozległy się gwizdy, a nawet oklaski. Ktoś odważył się zawołać "brawo", ktoś inny chwilę skandował "gorzko, gorzko!". A Sophie? Z kompletnym niedowierzaniem wpatrywała się we mnie. Dostrzegłem chyba jednak w tym oświetleniu karmazynowy odcień skóry na jej policzkach. Coś w tym widoku było. Jeszcze w życiu nie widziałem tak zażenowanej Sophie, ale jednocześnie, jakby to ująć...? Tym razem wydawała się typem "uroczej złośnicy". No bo kto ostatnio doprowadził ją do rumieńców? Ja tego nie widziałem.
Heh. Fajny widok. Nie planowany, ale fajny. Miałem z czego być zadowolonym.
- Jak rozumiem, podobało się. - zauważyłem i złapałem za jej dłoń, czy raczej wygrzebałem ją gdzieś spod jej łokcia i rozplątałem zaplecione wysoko ręce, potrząsając nią lekko i wkładając w paczkę z popcornem.
- Ty... Oszalałeś?! - syknęła. - Mówić coś takiego przy całej...!
- Oj ćś ćśśś, seans się zaczyna. - mruknąłem z pewnym rozbawieniem przykładając palec do jej ust, a potem wsuwając jej do nich szybko popcorn, gdy znów je otworzyła. - Nie przeszkadzaj innym. - szepnąłem konspiracyjnie i puściłem jej oko, po czym sobie też wrzuciłem do ust trochę popcornu i wziąłem się za oglądanie. A może inaczej, po prostu obróciłem się do ekranu.
Szatynka jeszcze jakiś czas się nie odzywała. W końcu chyba jednak parodia ją wciągnęła i zaśmiewała się razem ze mną. To nie był taki zły pomysł, by przyjść tu w parze. Choć nie był to pomysł a bardziej przypadek. Nie było tak źle. Coldy nie dałaby nam się tak bawić, absorbując uwagę swoją osobą, a Matt... Matt by był, ale jego pokpiewający wzrok pewnie trzymałby nas czasem na dystans... Dobra, nie oszukujmy się, na mnie to czasem działało jak kubeł zimnej wody. Na codzień jestem w końcu dość racjonalnym facetem, nie? Ale cholera, nastolatkiem też, więc co dziwnego w żartach?
No i jak się okazało Anglicy i Amerykanie mogą mieć wspólne poczucie humoru. O ile ci pierwsi się wyluzują. Może dlatego gdy po wyjściu z kina ściągnąłem wyimaginowany cylinder i nastawiłem ramię jak dawny angielski gentleman Sophie najpierw zachichotała, a dopiero potem spoważniała i pokręciła głową. Czyli głupawka do końca jej nie przeszła. Wykorzystując więc swoją szansę zamachałem nastawionym ramieniem jakbym połowicznie tańczył kaczuchy. - Zapraszam panią na lody. - dorzuciłem na zachętę. No chyba mnie teraz nie zostawi nie? Chyba bym płakał. ...Albo wrócił do domu dobić kolejny level we wczorajszej grze. Mimo to jednak kontakty z ludźmi poza komputerem mogły być nieco... Żywsze. No i ciekawiło mnie jak daleko mogę naruszyć te niby nienaruszone fasady angielskiego savoir-vivre'u. Przecież, do jasnej cholery, ona kiedyś musiała zasmakować amerykańskiej zabawy. Jak będzie taka sztywna kiedyś upadnie i się połamie.
...Widzicie? Jak superbohater, ratuję życie niezłej zagranicznej lasce.
Brakuje tylko odjechanej gadającej bryki.