No tak. Tego się mogłem spodziewać. Jednak dobrze, że wyjąłem te wszystkie walizy z pociągu. Chociaż... Gdybym nie wyjął, może ktoś zwróciłby uwagę, że nas brakuje? Jedno jest pewne - gdybym nie wypadł jak ostatni idiota z pociągu, dziewczyny też by nie wyszły i teraz siedzielibyśmy w pociągu. Coprawda z Panną ADHD i Wielce Obrażoną Damą (choć trzeba przyznać że gdyby nie ten wściekły róż wyglądałaby całkiem całkiem w tej mini... i napewno nie kojaży się nikomu z damą...) ale mimo wszystko pod koniec podróży przejąłby je ktoś do tego przeszkolony.
Cholera!!! Znowu wychodzi ze mnie sztywniak! Amanda jak zwykle miała rację. Zachowuję się jak skończony idiota. Po kiego ja się martwię innymi? To raczej ja tu jestem ofiarą. Wylądowałem z dwiema dziewczynami na jakimś odludziu a do tego jedną z tych dziewczyn jest ADHD. Nawet święta cierpliwość Amandy gdzieś znika kiedy widzi mnie po spotkaniu z tym chochlikiem. Martwi się o mnie jakby była moją starszą siostrą... Jakby mi to wogóle było potrzebne... Szkoda że nie mogłem jej powiedzieć, gdzie jadę. Może dałoby się wtedy ustalić że jeśli do jutra nie zadzwonię że dojechałem powiadomi chociaż policję... Ale już za późno. Pociąg odjechał. A my jesteśmy w lesie totalnie bez zasięgu. Jedyny jaki dało się znaleźć to był ten na kamiennej górce. Ale lepiej było nie próbować. Dlaczego wcześniej nie wpadłem na te wszystkie plany awaryjne które teraz krążą mi po głowie?! Chociażby powiadomić kogoś dorosłego w pociągu... Ale nie, teraz jest za późno. A na TERAZ nie mam planu. Nic nie mam. Co my do cholery mamy zrobić?! Mogłem to przemyśleć wcześniej... Idiota!!!
Szliśmy przez las. Słuchałem ich trajkotu. Sytuacja była beznadziejna, nawet jeśli próbowałem je pocieszać.
- Masz jakiś plan, Marcos? - Spytała w końcu Sophie.
Zastanowiłem się chwilę.
- Póki co najlepiej będzie szukać zasięgu do GPS-a i iść w cieniu drzew pilnując torów, aż dojdziemy do jakiejś stacji. Możliwe że będziemy nocować w lesie, więc trzeba oszczędzać prowiant. Czy któraś z was pomyślała o namiocie?
Widząc ponurą minę Sophie właściwie nic czego bym się nie spodziewał się nie dowiedziałem.
- Spanie pod gołym niebem jest TAKIE ROMANTYCZNE!!! - Zachwycała się ADHD.
Tylko potwierdziło się moje założenie.
- Ok. Na najbliższym postoju przeliczymy prowiant. Starajcie się też namierzyć zasięg. Z tego co mi wiadomo jesteś w tym najlepsza Sophie, ale tym razem nie poświęcaj się aż tak. - Przez jakieś 2 sekundy zmuszałem mięśnie twarzy do uśmiechu. Wielce Obrażona Dama tylko zmarszczyła brwi. - Tak poza tym robi się chłodniej a na noc powinno być znacznie zimniej. Ekhem... - Właśnie zdałem sobie sprawę, że czegoś mi brakuje. Mimo że znaczną część niepotrzebnych bagaży zostawiliśmy prześwitujących zza drzew w tamtej części lasu (Większość to były rzeczy Coldy. Znalazła się tam nawet torba z mniejszymi torebkami w środku. Co to jakaś rewia mody?! Sama wybrała obóz przetrwania!!!) z tego co nam pozostało miałem same potrzebne rzeczy więc walizka i plecak były cały czas ze mną. Ale co z... - Widział ktoś moją kurtkę? - Zapytałem na głos.
Chochlik zrobił minę w stylu "Oops" i wyciągnęła z jednej z toreb moją... Chyba moją kurtkę. Skórzaną... zapewne niegdyś idealnie czarną, skórzaną kurtkę.
- Wiesz, była bardzo pomocna przy szukaniu patyków, no bo przecież nie mogłam pozwolić żeby moja sweet różowa spódniczka się zabrudziła! Mam ich ze sobą tylko kilkanaście rodzajów!
Patrzyłem na nią z niedowierzaniem. Kilkanaście!!! A ja ze sobą miałem tylko jedną kurtkę... I teraz nie miałem żadnej, a noc zapowiadała się naprawdę wietrzna. Powstrzymałem się jednak od krzyku. Możliwe że po prostu mnie zatkało. W końcu udało mi się coś wymyślić, żeby nie zamarznąć.
- Ekhem... - Odchrząknąłem. Sophie patrzyła na mnie ze współczuciem w oczach, ale się nie odzywała, a ADHD się uśmiechała (!) i patrzyła z oczekiwaniem. - Skoro pozbawiłaś mnie nawet nadziei na ciepłą noc to może chociaż postarajmy się zrobić ognisko na noc, co? Wiem, ognisko w lesie jest więcej niż karalne - możemy spłonąć. Ale innego wyboru nie mamy. Wygląda na to, że pójdzie nam jeszcze wolniej niż zakładałem w najgorszych planach, ale przeżyjemy. - Przypomniałem sobie, jak mało mamy jedzenia, a potem przypomniał mi się mój nóż myśliwski. Czy byłbym w stanie zabić jakieś zwierzę, by przeżyć? Wolałem tego nie wypróbowywać. Wróciłem do przedstawiania planu. - Możemy rozpalać ogniska na noc. Trzeba zatrzymać się na najbliższej łące jaką uda nam się znaleźć, a potem oczyścimy miejsce na ognisko, ogrodzimy znalezionymi kamieniami i zniesiemy drewno. Trzeba to zrobić przed zmierzchem. Później trzeba jeszcze rozłożyć śpiwory. No i potrzebna nam sucha rozpałka. Myślę że jakiekolwiek są te patyki które zebrałaś, nadadzą się na rozpałkę, bo są suche. Przy okazji, ponieważ nie chciałaś zostawić czasopism które ważą prawie tyle co mój plecak, a tylko spowalniają nasz marsz, one też przydadzą się na rozpałkę. - Coldy już otwierała usta żeby zaprotestować, ale powoli się rozkręcałem i z każdą chwilą byłem na nią bardziej wściekły, więc ruchem dłoni pokazałem tylko, że ma siedzieć cicho i kontynuowałem. - Od teraz ja tu dowodzę i dbam żebyśmy tu nie pomarli, więc słuchajcie poleceń. A jeśli Sophie ma jakieś "ale" to możemy o tym porozmawiać. - Spojrzałem groźnie na ADHD. - Nawet się nie sprzeciwiaj, bo mam cię z góry dość. Te wszystkie problemy powstały przez twój irytujący charakter.
Już się nie uśmiechała. Wyglądała na bliską łez. Wewnątrz może i byłem w szoku z powodu swojego zachowania, ale też zły jak jeszcze nigdy w życiu. To wszystko przez ten jej cyrk z obozem przetrwania. Chciała mieć szkołę "jak przetrwać w dziczy"??? No to ją dostanie. I już nigdy, przenigdy o tym nie zapomni!!!