sobota, 22 września 2012

Rozdział 14: Coldy Canavan


-Oh, God i co mamy teraz zrobić?- powtórzyłam już chyba z trzeci raz, chodząc wokoło. W miejscu powstał już mały dołek. Patrząc na Marcosa nie mogłam się jednak oprzeć od myśli, że wygląda on jak śpiąca królewna. Dobra, do sweet królewny mu trochę brakuje, ale na ślicznego śpiącego królewicza się nadaje.
-Coldy, spokojnie, on tylko zemdlał- odparła Sophie, chowając resztki bandaża do swojego plecaka.
-Jak to zemdlał?! On nie żyje!!- wzburzyłam się. Obchodząc biednego Marcosika zastanawiałam się nad ewentualnymi wyjściami. Wrzucenie do rzeki nie wchodziło w rachubę, a nie mamy tasaka do posiekania kości i zakopania w lesie. A podobno z filmów można się wiele nauczyć... Hmm...- A jakby tak zrzucić Marcosa z jakiejś skarpy, przykryć jego plecakiem i uciec do Teksasu jako sieroty z patologicznej rodziny?
-Marcos żyje!- zdenerwowała się Sophie, buszując w plecaku i mrucząc coś o mojej patologii.
Odetchnęłam z ulgą. A więc Marcosik żyje! Jejku, a ja już myślałam, że do końca życia będę musiała się ukrywać w polu kukurydzy!
-To ratujmy go! Dobra, co ci potrzeba? Pobiec po pomoc? Może rozpalić ognisko, żeby wiedzieli, gdzie jesteśmy? O, wiem, wejdę na drzewo i...
-Podaj mi wodę- rzuciła Sophie, pochylając się nad Marcosem i klepiąc go w policzek.
-No tak też można - odparłam, jednak byłam trochę zawiedziona, że nie będę mogła wykorzystać swojej wiedzy z kryminałów. Schyliłam się po swoją torbę. Pianki, szczotka, lokówka, mój sweet pamiętnik, jednorożec, nożyczki, spinki do włosów... Wyjęłam komórkę. O, jest zasięg. Szybko połączyłam się z bezprzewodowym internetem i zmieniłam status na facebooku na "w związku". 
Gdzieś tak na zachód musiało być jakieś miasto, bo internet był naprawdę szybki. Musiałam też oczywiście wstawić nową sweet focię. 





Pośpiesznie wysłałam też wszystkim znajomym esa , jak świenie się bawię na wakacjach ze swoją fancy przyjaciółką i CHŁOPAKIEM, po czym schowałam komórkę i z braku wody wyjęłam flakonik perfum. Żeby Marcos wiedział, że to ja go uratowałam, odkręciłam zakrętkę i wylałam na niego całą zawartość buteleczki.
-Coldy, to miała być WODA!- zdenerwowała się moja fancy kumpelka, nadal klęcząc nad moim sweet chłopakiem. Gdy tylko do nozdrzy chłopaka dostała się supermocna woń moich perfum, Marcos otworzył oczy zmieszany, pokasłując.
-Wiedziałam, że tu tylko Beyonce pomoże- oświadczyłam z triumfem. Przecież to właśnie ja przed chwilą ocaliłam życie Marcosa.
-Hej, dobrze się czujesz?- zapytała oszołomionego chłopaka Sophie. Widząc, że Marcosowi włączył się jakiś dziwny tik oczny, Sophie wytarła jego twarz jedwabną husteczką. Chłopak uśmiechnął się, podparł na ramionach, po czym ku zdziwieniu wszystkich pocałował Sophie. Szybko odskoczyła, z chęcią mordu w oczach spoliczkowała go i odbiegła w głąb lasu. Chłopak równie zdziwiony jak Sophie powoli się podniósł, co zaskutkowało spadnięciem spodni, do których pasek leżał na ziemii.
-Teraz to już nie mam ochoty- oświadczyłam, patrząc wymownie na dolną część jego ciała. A co, niech nie myśli, że może mieć nas obie. Parę sekund potem usłyszeliśmy szelest. Z krzaków ponownie wychynęła Sophie, zakrywając rumieniec na twarzy. W mojej fency spódniczce wyglądała
tak sweet jak Blair z "Plotkary". Marcos szybko podciągnął spodnie.
-Zapomniałam herbaty- oświadczyła dziewczyna, chwytając swoją torbę. Marcos podszedł do niej, próbując coś powiedzieć, lecz zarobił kolejnego plaskacza. Jak już Marcosik mnie przeprosi, to muszę pamiętać, żeby bić go tylko w prawy policzek. Mój chłopak nie może przecież mieć do połowy wklęsłej twarzy! Sophie szybkim krokiem i z podniesioną głową odeszła.
-Coldy...- zaczął powoli Marcos. Nagle zaświtało mi w głowie. No jasne!
-Romans kontrolowany dla urozmaicenia doznań, czyż nie?- poruszyłam brwiami, podchodząc do chłopaka. - Ale czy aż tak się sobie znudziliśmy? We wszystkich serialach zdrada następuje zwykle po 129 dniach!- zrobiłam minkę kota ze Shreka. Gdybym nie bała się o swój makijaż, to na pewno bym się popłakała. 
-Coldy ja nie...

-Zamilcz -oświadczyłam teatralnym tonem, odsuwając się od niego. Pani Redbird dałaby mi A za ten dramatyczny ton. Może powinnam zostać aktorką? Już widziałam siebie na czerwonym dywanie, w fancy sukience i błyskach fleszy, odbierając nagrodę...



 Podniosłam z ziemi swoją najważniejszą torebkę i ruszyłam w stronę, gdzie zniknęła Sophie, zostawiając Marcosa. Moje odejście było takie pełne dramaturgi! Powstała by z tego niezła opowieść. Chyba zacznę pisać bloga.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz