Przyśpieszyliśmy, przedzierając się przez coraz rzadsze drzewa. Po chwili wyszliśmy z lasu, a naszym oczom ukazał się obóz w dolinie. Marcos zbiegał już po skarpie, zostawiając większość moich toreb na górze. Mina Sophie jak i Matta wyrażała ulgę.
-Jejciu, jak tu ładnie- pisnęłam.- Ale będziemy wszyscy razem w pokoju, nie?- zapytałam z nutką niepokoju w głosie.
-Chodźcie, bo Marcos jest daleko przed nami. Boję się, że może komuś wyrwać z rąk kanapkę czy coś.
Każdy z nas chwycił po jednej mojej torbie i dzielnie ruszyliśmy przed siebie.
* * *
Wszyscy w obozie patrzeli się na nas jak na jakieś fancy gwiazdy. Wyprostowałam się więc i założyłam sweet przeciwsłoneczne okulary, by wyglądać na ważną.
-Czy to nie super, że są tak nami oczarowani?- szepnęłam Sophie na ucho.
-Raczej zdziwieni bandą idiotów, która przez dwa tygodnie błąkała się po lesie- rzuciła Angielka, pisząc sms-a na swojej komórce.
Zza domku opiekunów wyłonił się Matt wraz z Marcosem.
-Ok., załatwiłem, mamy domki nr 6 i 38, po przeciwnych stronach obozu- powiedział Matt, chwytając swój plecak.
-Mamy?!- pisnęłam.- Jejciu, więc jednak zostajesz z nami!!- rzuciłam się chłopakowi na szyję, jednak szybko wróciłam do pionu.- Przepraszam, Sophie- szepnęłam do niej, jednak nie zbyt cicho.- To super. Tylko szkoda, że tak daleko…
-Szkoda…- powiedział z szerokim uśmiechem Marcos.- To chodźmy się rozpakować, co? Coldy, na co ci te okulary? Drzewa zasłaniają całe słońce.
-To dodaje mi takiej fancy tajemniczości- powiedziałam, biorąc mojego sweet jednorożca oraz najmniejszą walizkę i ruszając za Mattem.
-Jak załatwiłeś to, że zostajesz?- zapytała Sophie.
-Mój wujek z ciocią prowadzą ten obóz. Dopilnuję, żebyście nigdzie się znowu nie zgubili.
Jak sweet! Matt tak szaleje za Sophie, że nie chce jej opuścić! I co by oboje zrobili beze mnie, gdybym ich nie połączyła? Może powinnam zostać dobrą wróżką w sprawach sercowych… Chwilę później stanęliśmy przed naszym domkiem. Nie, domek, to nie było właściwe określenie. Staliśmy przed drewnianą kreaturą. Zupełnie jakby architekt miał depresję i powiesił się na jednej z wystających belek. Uchyliłam lekko okulary, myśląc, że bez nich efekt będzie lepszy. Niestety nie był. Otworzyłam szeroko oczy. Nie tak to wyglądało w filmach…
-Coldy, nie wchodzisz?- zapytała Sophie ze środka.
-Wydaje mi się, że stajnia jest niepotrzebna dla mojego sweet jednorożca. On jest jeszcze za młody, więc możemy przejść do NASZEGO domku.
-Coll, to właśnie on.
Założyłam z powrotem okulary i dziarsko ruszyłam przed siebie. Gdyby go pomalować na różowo… Weszłam do środka. No, trochę lepiej- pomyślałam.-Tylko parę poprawek i będzie sweet.
-Cześć, jestem Maggie… Matt? Co ty tu robisz?- rudowłosa dziewczyna wyszła właśnie z łazienki, czesząc swoje mocno wyprostowane włosy.
-Coll, Sophie, to moja kuzynka, Maggie- przedstawił ją Matt.- Jak widać będziecie z nią mieszkać.- chłopak nie wyglądał na pozytywnie oszołomionego tą nowiną.
-Okej, walizki postawiłem ci, Coll na górze- Marcos schodził
Rudowłosa podbiegła do niego i zaczęła się przymilać:
-Hej, jestem Maggie a ty?
-A on jest zajęty- podeszłam do Marcosika i specjalnie pocałowałam go w policzek.- Dzięki za wniesienie walizek, Marco.
Sophie zaczęła się rozpakowywać, a Matt zaoferował jej pomoc, przysłaniając śmiech ręką.
-Marco, to z włoskiego, nie?- zaszczebiotała.- Byłam kiedyś we Włoszech. A tak właściwie, to do której szkoły chodzisz, Marco? No bo zakładam, że oczywiście mieszkamy w tym samym mieście- dziewczyna zaśmiała się, pokazując kolczyk w języku. Jejciu, ta małolata flirtowała z moim biednym Marcosikiem!! To chyba jakiś bardzo nie-fancy sen!
Poczułam, że czerwienię się ze złości. Maggie poprawiła włosy, zalotnie się uśmiechając do MOJEGO chłopaka.
-Ładny jednorożec- rzuciła.- Jak dla 10-cio latki to całkiem sweet.
-Jejciu, jak tu ładnie- pisnęłam.- Ale będziemy wszyscy razem w pokoju, nie?- zapytałam z nutką niepokoju w głosie.
-Chodźcie, bo Marcos jest daleko przed nami. Boję się, że może komuś wyrwać z rąk kanapkę czy coś.
Każdy z nas chwycił po jednej mojej torbie i dzielnie ruszyliśmy przed siebie.
* * *
Wszyscy w obozie patrzeli się na nas jak na jakieś fancy gwiazdy. Wyprostowałam się więc i założyłam sweet przeciwsłoneczne okulary, by wyglądać na ważną.
-Czy to nie super, że są tak nami oczarowani?- szepnęłam Sophie na ucho.
-Raczej zdziwieni bandą idiotów, która przez dwa tygodnie błąkała się po lesie- rzuciła Angielka, pisząc sms-a na swojej komórce.
Zza domku opiekunów wyłonił się Matt wraz z Marcosem.
-Ok., załatwiłem, mamy domki nr 6 i 38, po przeciwnych stronach obozu- powiedział Matt, chwytając swój plecak.
-Mamy?!- pisnęłam.- Jejciu, więc jednak zostajesz z nami!!- rzuciłam się chłopakowi na szyję, jednak szybko wróciłam do pionu.- Przepraszam, Sophie- szepnęłam do niej, jednak nie zbyt cicho.- To super. Tylko szkoda, że tak daleko…
-Szkoda…- powiedział z szerokim uśmiechem Marcos.- To chodźmy się rozpakować, co? Coldy, na co ci te okulary? Drzewa zasłaniają całe słońce.
-To dodaje mi takiej fancy tajemniczości- powiedziałam, biorąc mojego sweet jednorożca oraz najmniejszą walizkę i ruszając za Mattem.
-Jak załatwiłeś to, że zostajesz?- zapytała Sophie.
-Mój wujek z ciocią prowadzą ten obóz. Dopilnuję, żebyście nigdzie się znowu nie zgubili.
Jak sweet! Matt tak szaleje za Sophie, że nie chce jej opuścić! I co by oboje zrobili beze mnie, gdybym ich nie połączyła? Może powinnam zostać dobrą wróżką w sprawach sercowych… Chwilę później stanęliśmy przed naszym domkiem. Nie, domek, to nie było właściwe określenie. Staliśmy przed drewnianą kreaturą. Zupełnie jakby architekt miał depresję i powiesił się na jednej z wystających belek. Uchyliłam lekko okulary, myśląc, że bez nich efekt będzie lepszy. Niestety nie był. Otworzyłam szeroko oczy. Nie tak to wyglądało w filmach…
-Coldy, nie wchodzisz?- zapytała Sophie ze środka.
-Wydaje mi się, że stajnia jest niepotrzebna dla mojego sweet jednorożca. On jest jeszcze za młody, więc możemy przejść do NASZEGO domku.
-Coll, to właśnie on.
Założyłam z powrotem okulary i dziarsko ruszyłam przed siebie. Gdyby go pomalować na różowo… Weszłam do środka. No, trochę lepiej- pomyślałam.-Tylko parę poprawek i będzie sweet.
-Cześć, jestem Maggie… Matt? Co ty tu robisz?- rudowłosa dziewczyna wyszła właśnie z łazienki, czesząc swoje mocno wyprostowane włosy.
-Coll, Sophie, to moja kuzynka, Maggie- przedstawił ją Matt.- Jak widać będziecie z nią mieszkać.- chłopak nie wyglądał na pozytywnie oszołomionego tą nowiną.
-Okej, walizki postawiłem ci, Coll na górze- Marcos schodził
Rudowłosa podbiegła do niego i zaczęła się przymilać:
-Hej, jestem Maggie a ty?
-A on jest zajęty- podeszłam do Marcosika i specjalnie pocałowałam go w policzek.- Dzięki za wniesienie walizek, Marco.
Sophie zaczęła się rozpakowywać, a Matt zaoferował jej pomoc, przysłaniając śmiech ręką.
-Marco, to z włoskiego, nie?- zaszczebiotała.- Byłam kiedyś we Włoszech. A tak właściwie, to do której szkoły chodzisz, Marco? No bo zakładam, że oczywiście mieszkamy w tym samym mieście- dziewczyna zaśmiała się, pokazując kolczyk w języku. Jejciu, ta małolata flirtowała z moim biednym Marcosikiem!! To chyba jakiś bardzo nie-fancy sen!
Poczułam, że czerwienię się ze złości. Maggie poprawiła włosy, zalotnie się uśmiechając do MOJEGO chłopaka.
-Ładny jednorożec- rzuciła.- Jak dla 10-cio latki to całkiem sweet.

biedny markos
OdpowiedzUsuń