wtorek, 12 marca 2013

Rozdział 25: Matt Solitarie


 Siedzieliśmy z Zick 'iem w naszym pokoju zajadając się paluszkami. Streściłem mu w jaki sposób dotarłem tu na obóz i jakim cudem znam tak, jak sam to określił, "wnerwiających" i "płytkich" ludzi. Dowiedziałem się  też od niego kim jest osoba z którą rozmawiał mój wujek. Potem zaczął coś opowiadać o sprzeczkach na obozie i swoich kumplach, ale nie słuchałem go wtedy aż tak dokładnie i nie uznałem tego co mówił za dostatecznie ważne, by to dokładnie przemyśleć, niemniej jednak co ważniejsze ( tak mi się zdaje) rzeczy zapamiętałem. Nie chciałem później nie rozumieć o czym mówi abo słuchać kolejnego przydługiego monologu, który i tak streszcza na końcu w 5 słowach " nikt mnie nigdy nie rozumie". Do mnie on jeszcze nigdy nie był skierowany, jednak przysłuchiwałem się już takim 3, żałując byłych znajomych Zick'a, którzy nie do końca wiedzieli o co mu w takich momentach chodziło. Sam skupiałem się głównie na szkicowaniu i nie oceniałem tego jaki jest mój współlokator, może dlatego jeszcze nie słyszałem tych kazań. Rysowałem właśnie widok przez okno, gdy drzwi do naszego domku otworzyły się z hukiem. Odruchowo odwróciłem się w kierunku wejścia, niszcząc sobie tym samym pracę przez przeciągnięcie czarnym pastelem po całej długości kartki. Jednak wtedy nie przejąłem się tym aż tak bardzo, bardziej zdziwiła mnie postać w drzwiach. Coldy weszła do nas do domku z miną mówiącą "gotowa na wszystko i jeszcze więcej".
- Mam dość, chce się raz na zawsze odciąć od Marcosa - powiedziała twardo i stanowczo podchodząc do nas i ugryzła jednego z podebranych nam z paczki paluszków. Nawet nie przejęła się tym, że są o smaku bekonu.
- Wow, co za zmiana - pochwaliłem ją, zeskakując z łóżka z uśmiechem na ustach. Podszedłem do niej. - Czego od nas potrzebujesz? - uśmiechnąłem się jeszcze szerzej i przechyliłem głowę w bok. Nie będę  ukrywał, że ta sytuacja wydawała mi się komiczna.
- Ty - wskazała na Zick'a - pomóż mi się zmienić. Wygląd, osobowość, wszystko - powiedziała ze zdecydowaniem wypisanym na twarzy.
 Spojrzałem na Zick'a. On też się uśmiechał. Podszedł do swojej walizki i wyciągnął kilka rzeczy, a następnie usadził Coldy na krześle i zaczął ją malować. Zdziwiłem się, ale nic nie powiedziałem.
 Po chwili przyglądania się jak postępuje metamorfoza Coldy bąknąłem, że mam coś do załatwienia i wyszedłem na zewnątrz, szybko kierując się do szpitala polowego. Po drodze wpadłem jeszcze do domku dziewczyn. Tak jak się spodziewałem zastałem tam tylko Sophie. Czyli że Maggie jest u Marcosa i będę musiał ją jakoś delikatnie zbyć - pomyślałem. Wyjaśniłem szybko angielce, czemu przerywam jej liczenie ciuchów (!?) i poprosiłem, by jakoś odwiodła Coldy od zmiany w emo. Brunetka wysłuchała mnie a potem spokojnie odłożyła liczone bluzki i zaczęła przygotowywać się do wyjścia. Westchnąłem, pożegnałem się z nią i ruszyłem w stronę namiotu z wielkim czerwonym + ( plusem). Wetknąłem głowę do środka i rozejrzałem się. Nie było widać Maggie, a Marcos już się powoli zbierał, ponieważ go wypisali.
 Podszedłem i rzuciłem krótkie "hej", nadal uważnie rozglądając się w poszukiwaniu mojej kuzynki. Na szczęście jej nie było. Pociągnąłem więc Marcosa za ramię i wyprowadziłem ze szpitala. Nie zwracając uwagi na jego zdziwienie czy nawet późniejszą złość, przyprowadziłem go pod nasz domek, otworzyłem drzwi i wepchnąłem do środka. Sam wszedłem za nim.
- Patrz, co żeś narobił - powiedziałem, wskazując już w połowie umalowaną Coldy.
 Marcos stanął jak wryty, nie będąc w stanie nawet się odezwać.

3 komentarze:

  1. czemu taka krotka?
    wow mocna przemiana nie dziwie sie markos

    OdpowiedzUsuń
  2. kotek12345_9921 marca 2013 12:52

    o jejciu nowa notka. Jak zawsze świetna :) Coldy nie zmieniaj się w EMO!!! byłaś tak sweet a teraz co? czekam na kolejna notkę, ciekawa jestem jak to się dalej potoczy, mam nadzieję że dawna Coldy (show girl)Canavan powróci :)

    OdpowiedzUsuń
  3. i wszystko przez jakegos chlopaka?>

    OdpowiedzUsuń