piątek, 31 maja 2013

Rozdział 28: Sophie Tania Brown


Było już bardzo późno,a Coldy nadal nie było. Zaczynałam się o nią martwić. Chyba była na ognisku, ale ta cała Nina ją zabrała. Matt mówił, że to straszna zołza i lepiej na nią uważać. Położyłam się w łóżku i liczyłam liście herbaty.1,2,3,4....46,47, kiedy byłam koło 50,drzwi do domu otworzyły się na oścież i do środka weszła Coldy z jakimś chłopakiem, głośno śpiewając i śmiejąc się.
-Coldy, kto to jest? - zapytałam podejżliwie.
-To jest Ricky, mój nowy chłopak - uśmiechnęła się i zarzuciła mu ręce na szyję.
-A co on tu robi?
-Jak to co? Był taki emo,że mnie odprowadził.-Powiedziała i upadła na podłgę.
-O rany, Coldy, nic ci nie jest?!-Zerwałam się z łóżka i podbiegłam,żeby pomóc jej wstać.-Położę cię do łóżka,ok?-Odłożyłam blondynkę na miejsce.
-A mną też się zaopiekujesz?-Zapytał z obrzydliwym uśmiechem nowy wybranek Coldy.
-Oczywiście-powiedziałam łapiąc go za ramię i wypychając za drzwi-teraz ci lepiej?-krzyknęłam i trzasnęłam drzwiami.
Kiedy się odwróciłam,Coldy już spała w najlepsze.Dobra,teraz jej nie obudze, ale jutro się z nią policzę,pomyślałam kładąc się do łóżka.
Gdy się obudziłam,Coldy nadal spała.Poszłam do łazienki, umyłam się i ubrałam.Kiedy wróciłam spróbowałam obódzić blondynkę.Po paru minutach wreszcie podniosła głowę i pierwsze co zrobiła,to zerwała się z łóżka i pognała do łazienki,gdzie miała bliższe spodkanie z ubikacją.Gdy wróciła zasypałam ją pytaniami:
-Gdzie byłaś?
-Na imprezie u Niny.
-Dlaczego tak długo nie wracałaś?Martwiłam się o ciebie.
-Naprawdę?To takie sweet...emo...sweet...nie,miało być emo...tak,emo.Wiesz Sophie ja i moji nowi emo przyjaciele super się bawiliśmy,Nina dała mi coś do picia, po czym miałam się poczuć lepiej,bo w radiu powiedzieli, że dzisiaj gra DJ Marco i wiesz, wspomnienia.....-dramatycznie przerwała- ale już mi lepiej. Ide się przyszykować,chyba ci nie mówiłam, ale mam nowego chłopaka,musisz go poznać!
-Tak, poznałam go wczoraj.
-Naprawdę! To sweet..,sory, emo!Jakby cię zostawił Matt, to w mojej nowej emo paczce jest taki Kyle,nawet by do ciebie pasował.
-Dzięki Coldy, ale tego co jest między mną a Mattem nie da się zniszczyś-chyba,że można zniszczyć brak uczuć,pomyślałam.
-Jakie to emo!-Już miała wejść do łazienki,ale w ostatniej chwili zatrzymała się i odwróciła do mnie. - Wiesz może co będziemy dzisiaj robić?Bo jakbyśmy nic nie mieli w planach to może Nina pozwoliłaby mi cię przedstawić.
-Chyba idziemy na spływ kajakowy.

-Oh...nic nie szkodzi na pewno będzie fancy...myślisz,że mogę jeszcze mówić fancy?
-Wydaje mi się,że tak...chyba. Idę na śniadanie,zająć ci miejsce?
-Dzięki,to bardzo emo-rozpromieniła się jeszcze bardziej-za niedługo przyjdę!!!
Szybko wyszłam z domku.Odkąd Coldy postanowiła zmienić wygląd zaczynam się mieszać. Ciągle tylko sweet,emo,sweet,emo,sweet,emo, sama już niewiem jak jest poprawnie!!!
W drodze na stołówkę spotkałam Matta. Marcos szedł kilkanaście kroków za nim rozmawiając z Maggie. Na śniadanie były kanapki i herbata(swoją drogą za krótko parzona).Wszyscy już kończyli,kiedy Coldy weszła do środka. Zaczęła iść w naszym kierunku,ale w ostatniej chwili zawołała ją Nina.Coldy stała przez chwilę zakłopotana, potem szepnęła do nas "sorki" i podeszła do stolika nowych przyjaciół.
-Stało się coś o czym nie wiem?-Zapytał Matt.
-Nic takiego, tylko Coldy zaczęła przyjaźnić się z tamtą grupką,wczoraj na ich imprezie się upiła, a tamten chłopak w czarnych włosach siedzący koło niej to jej nowy chłopak.
Matt gwizdnął przeciągle.
-No to trochę sporo jak na jeden wieczór.
-Nie rozumiem, jeden wieczór z zycia Coldy ma w sobie więcej przygód niż pół mojego życia.
-Niektórzy tak mają. Chodź,zaraz zacznie się spływ kajakowy.
Wstaliśmy od stołu i wyszliśmy ze stołówki. Poszłam za Mattem nad rzekę,przy której wszyscy mieliśmy się spodkać. W tym miejscu nie było koło niej drzew tylko średniej wielkości łąka. Poczekaliśmy,aż wszyscy dojdą, a potem jeden z opiekunów zaczął nam wyjaśniać jak się pływa kajakiem.
-Będziecie płynąć w parach chłopak i dziewczyna, oczywiście wszystko na wyścigi.pierwsza para,która dopłynie do mety do końca obozu nie będzie musiała pełnić żadnego dyżuru. Przegrana para, no cóż będzie wykonywać dyżury pary wygranej. Ten spływ jest sprawdzeniem,ile dały wam nasze treningi i ćwiczenia.Ale spokojnie, najwyżej będziecie musieli pilnować obozu przed atakiem niedźwiedzi-tu urwał,ale widząc nasze pżerażone miny powiedział-spokojnie dzieciaki,żartowałem. Ok, popłyniecie w trzech turach.Ta rzeka jest szeroka, ale nie na tyle,żeby wszyscy mogli płynąć naraz. Potem najgorsi i najlepsi z wszystkich spływów będą walczyć o miejsce. Dobierzcie się w pary i niech 5 par podejdzie po kajaki.
Oczywiście byłam w parze z Mattem.Podeszliśmy po kajak, a razem z nami podeszli Coldy z swoim chłopakiem(chyba Rickim),Marcos z Meggie, Nina z chłopakiem,który z tego co usłyszałam miał na imię Kyle(i Coldy chciała mnie z nim związać, fuj!) i dziewczyna imieniem Fiona z chłopakiem o imieniu Rupert. Wzieliśmy sprzęt i podeszliśmy do rzeki.
Kiedy wszyscy znaleźli się już na rzece,opiekun podniusł ręke. Ustawiliśmy się w równej lini, a wtedy opiekun opuścił ręke, gwizdając przy tym w gwizdek.Wszyscy jednocześnie ruszyliśmy. Mieliśmy na początku z Mattem trudność z dobraniem odpowiedziego tępa. Tylko Nina z partnerem od razu ruszyli na przód.Byliśmy kawałek za nimi. Za nami była Coldy, która starała się skoordynować ruch z ruchem swojego chłopaka, na równi z kajakiem Marcosa w którym Maggie gorączkowo machała wiosłem krzycząc "Marcos, szybciej bo przegramy z tym emo dziwakiem!". Marcos chyba tego nie usłyszał(albo udawał,że tak jest) i starał się wytłumaczyć Maggie,że takie wiosłowanie nic nie da. Na samym końcu była Fiona z Rupertem, którzy nie mogli zacząć płynąć do przodu i ciągle kręcili się w kółko. W końcy Coldy i Ricky zaczęłi płynąć coraz lepiej i w końcu nas wyprzedzili. Nie zależało mi na zwycięstwie,ale nie chciałam przegrać,więc zaczeliśmy płynąć z Mattem trochę szybciej. Na przodzie kajak Coldy prawie dogonił kajak Niny,już mieli ich wyprzedzać, kiedy kajak Coldy nagle przechylił się, fundując Coldy i Rickiemu niespodziewaną kąpiel.
-Coldy nic ci nie jest!?-Krzyknęłam przestraszona.
Blondynka po paru sekundach wypłynęła na powierzchnię,a zaraz po niej pokazał się Ricky.Podpłynęli do przewróconego kajaka i chwycili się go.
-Nic ci nie jest?-Zapytałam znowu.
-Chyba nie, ale to było takie nie emo!
-Spokojnie dzieciaki, płyńcie dalej, ratownik już ich wyciąga.
Dopłynęliśmy jako dródzy, za nami kajak Marcosa, a na końcu kajak Fiony.Coldy nie była brana pod uwagę przez ten wypadek. Kiedy znalazła się na brzegu podbiegłam do niej.
-Jak się czujesz?
-Bardzo nie emo!-Powiedziała z smutną miną, co potęgował rozmazany makijaż.
Teraz Coldy wyglądała jak prawdziwy buntownik! Usiadłam koło niej i razem oglądałyśmy zmagania pozostałych grup.
-Wiesz co się stało?
-Nie mam różowego pojęcia...albo czarnego?
Kiedy to mówiła obok nas przechodziła Nina.
-Emo-girl nic ci nie jest? To straszne, co się stało, ale widocznie tak musiało być.-Powiedziała tłumiąc śmiech.-Życz mi szczęścia, idę walczyć o 1 miejsce!
-Pewnie, trzymam kciuki!!!-Rozpromieniła się blondynka.
Po chwili wyścig się zaczął. Nina i Kyle płynęli na przodzie. Jednak po chwili zbliżył się do nich kajak, w którym płynął napakowany chłopak z czarnowłosą dziewczyną. Ich kajak w chwili podpłynięcia do kajaku Niny zachwiał się, ale chłopakowi udało się wyprowadzić go na równię i po chwili to kajak Niny płynął do góry dnem. Wściekła dziewczyna wypłynęła na powierzchnię i zaczęła rozrzalona krzyczeć:
-To nie sprawiedliwe!!!! On pewnie zarzywał doping!!! Niech mnie ktoś z tąd wyciągnie.
Ratownik wyciągnął ją i Kylea na brzeg. Kiedy przechodzili koło nas powiedziałam do niej:
-Co za przykry wypadek!!!Ale widocznie tak musiało być!
Nina spojrzała na mnie nienawistnym wzrokiem i poszła dalej. Coldy wstała i pobiegła za nią. Zawody się skończyły(Fiona nie była ostatnia) i wszyscy ruszyli w kierunku obozu. Pływaliśmy chyba ok.3 godzin. Chwila wolnego i obiad. Oby znów nie było pierogów!!!

środa, 1 maja 2013

Rozdział 27: Coldy Canavan


Przez cały dzień nie widziałam już nikogo z moich dotychczasowych przyjaciół. Maggie zażądała przeniesienia do innego domku, tym samym skarżąc się swoim rodzicom. Nieźle mi się za to wyrzucenie dostało.  Za karę musiałam zostawać do końca obozu po zajęciach w kuchni. Właśnie zagniatałam ciasto na pierogi. Jejciu, czemu tu co drugi dzień serwują pierogi?! Biłam pięściami w ciasto, udając, że to Marcos.
-Okropny nie fancy... Typowy facet! Na taką małolatę?!- mruczałam pod nosem pomiędzy kolejnymi ciosami.
-Masz całkiem niezły lewy sierpowy- stwierdził jeden z opiekunów, przychodząc do kuchni po tacę z kiełbaskami.
-Tak pan myśli?- ucieszyłam się.- Myśli pan, że dam radę przywalić temu nowemu, Marcosowi?
-Z pewnością. Ten młody nie umie nawet porządnie przypiąć linki. Pewno specjalnie nie wybrał się na dzisiejszą wycieczkę.
-To była jakaś wycieczka?- pisnęłam rozżalona.- A ja siedzę tu jak niedorozwinięty jednorożec...
-Właśnie wróciliśmy- powiedział opiekun.- Chodź, załapiesz się przynajmniej na ognisko.
Z niewiarygodną chęcią rzuciłam ciasto na blat, otrzepałam ręce i odpinając wcale nie emo fartuch
pobiegłam za opiekunem na dziedziniec. Większość obozowiczów była już na miejscu, bijąc się patykami  w oczekiwaniu na kiełbaski. W rogu ujrzałam Sophie z Mattem, jednak nie zdążyłam się do nich dosiąść, bo jakaś dość śmiało wyglądająca blondynka mnie zaczepiła.
-Hej, to prawda, że wywaliłaś Maggie z domku? Jesteś tą nową, co się zgubiła, nie?- zapytała, dziwnie świdrując mnie spojrzeniem. Napis na jej koszulce zaczął mnie przerażać. Serio mam zaznaczyć, czy się z nią umówię?
-Taak...- odpowiedziałam nieśmiało.
-Jej, niezła jesteś. Mam na imię Nina. Chodź, dosiądź się do nas. No, chyba, że chcesz iść do tych wyrzutków...- dziewczyna wskazała na moich przyjaciół.
Zawahałam się przez chwilę. Sophie z Mattem na pewno zajęci są sobą, a ja mam szansę zaprzyjaźnić się z naprawdę fancy ludźmi...
-Okej- uśmiechnęłam się i udałam się za blondynką. Jej paczka była całkiem liczna, wszyscy zebrali się na drugim końcu dziedzińca. Na szczęście nie ujrzałam wśród nich Marcosa ani Maggie. Ci dwoje na pewno zamknęli się w jakimś ustronnym miejscu i... Nie, nie chcę o tym myśleć.
-Taa, to ona- powiedziała Nina, dołączając do paczki.
-Coldy- przedstawiłam się, siadając koło mojej nowej przyjaciółki- A, Nina? Nie mam długopisu, żeby zaznaczyć, nie obraź się, ale nie umówię się z tobą. Nie to, że nie jesteś ładna...
Wszyscy spojrzeli na bluzkę dziewczyny i wybuchnęli śmiechem.
-Zabawna jesteś- skomentował siedzący obok mnie chłopak.-Byłaś świetna, gdy pełna wściekłości wyrzucałaś rzeczy Maggie. O co wam poszło?
-Ukradła mi chłopaka- odpowiedziałam, spuszczając głowę. Jejciu, jestem tak żenująca, że nawet nie potrafię wymyślić nic, co by lepiej brzmiało.
Po grupce przeszedł szmer współczucia.
-Ej mała, ja mogę zostać twoim nowym chłopakiem!- krzyknął ktoś z przyjaciół Niny.
-Naprawdę?- rozpromieniłam się.- Dzięki!
Wszyscy znowu się zaśmiali. Już wiedziałam, że mnie lubią. Szczęśliwa, chwyciłam patyk i nabiłam na niego piankę.
-Powiedz nam, Coldy, jak to się stało, że się zgubiliście?- zapytała jakaś dziewczyna.
-Jejciu, to długa historia.-zaczęłam, przystawiając patyk nad ogień.- Pociąg się zepsuł i tak jakoś, Marcos postanowił pójść na pieszo. Potem prawie umarł, ale uratowałam go moimi emo perfumami. Zrobiło się ostro, gdy pocałował moją przyjaciółkę, Sophie, ale wybaczyłam mu, bo był przecież umierający- włożyłam ciepłą piankę do ust.- Gdy wielki sweet... Przepraszam, emo niedźwiedź na nas napadł, to chłopak Sophie, Matt prawie go zastrzelił i poszliśmy do jego domu, a tam było tyle mięsa, że o mało nie zemdlałam. Niestety, Marcos przez przypadek zjadł kawałek i musiałam wybiec do lasu, bo zrobiło mi się niedobrze, a wtedy wszyscy stwierdzili, że czas ruszać i tak jakoś, no, jesteśmy.
Chłopak siedzący koło mnie zakrztusił się colą.
-To rzeczywiście, ciężkie przeżycia z tym Marcusem.
-Marcosem- poprawiłam.-Prawda, to był toksyczny związek- udałam, że wycieram łzę.- Ale teraz na szczęście chodzę z tym po prawej, w czarnej bluzie.
-To prawda, zaklepałem ją! Nie podlizuj się jej, Kyle!- powiedział chłopak.
Jejciu, jacy oni wszyscy są fancy emo! Byłam w centrum uwagi. Czułam na sobie spojrzenia niemal całej grupy. I co, kto tu jest teraz wyrzutkiem?
-Coldy, chcesz zapiekankę?- zapytała Nina, wstając.
-Jasne. Pójdę z tobą -mina dziewczyny mówiła "Jeśli nie pójdziesz ze mną, jesteś skończona", więc czym prędzej pobiegłam za nią.
-Może wpadniesz do nas po ognisku? Będzie mała imprezka.
-A mogę zabrać przyjaciół?
-Oj, mała- Nina objęła mnie ramieniem.- Nie potrzebujesz ich. A tak między nami, ten w czarnej bluzie, Ricky, to niezły casanowa.
-Zupełnie jak Marcos -mruknęłam.
-Trzymaj- dziewczyna podała mi tacę z kiełbaskami. Spojrzałam na nie, nieco przerażona. Ich zapach był podobny do tego w domu Matta.
-One nie są sojowe, nie?
-Czyściutka, świeża wieprzowinka- rzucił trener chłopaków, przechodząc obok- Pycha.
Poczułam, jak grunt się pode mną chwieje. Padłam jak martwy jednorożec emo.


                                                   :*                               :*                           :*


Otworzyłam oczy. Nade mną stało dwóch opiekunów i Nina. Przeraziłam się.
-Żyjesz?- zapytała dziewczyna.
-Taa, chyba tak- odparłam, wstając- O jejciu! Moje spodnie są brudne!
-Wszystko poza spodniami jest ok?- zapytała opiekunka.
-Tak. W porządku. I przepraszam, że zostawiłam to ciasto, ale pan Rawic...
-Nic się nie stało, Matt pomógł. Tylko następnym razem zostań do końca. No, zmykajcie, dzieciaki.
Nina pociągnęła mnie w stronę alejek. Nikogo nie było już przy ognisku. Niestety, nie zdążyłam zjeść kolejnej pianki, ani pogadać z Sophie. Przetarłam dłonią oczy. Kulawy jednorożec! Makijaż mi się rozmazał. Będę musiała wpaść do Zicka.
-Chodź, wszyscy są już w moim domku- powiedziała Nina.
-Ale moje spodnie...
-Spoko, weźmiesz coś ode mnie. I tak straciłam wystarczająco dużo czasu na czekanie aż się obudzisz.
-Dzięki, Nina. Jesteś prawdziwą przyjaciółką- rzuciłam, przytulając ją.
-Taa..- mruknęła pod nosem dziewczyna.- Głupi zakład.
Domek Niny był daleko od naszego, na samym skraju obozowiska. W środku grała głośna muzyka, choć, jak zgadywałam, powinniśmy już powoli kończyć imprezy. W dodatku cała ich paczka tam była. Łącznie z chłopakami. Marcos nigdy nie chciał zostać dłużej w naszym domku.
-Hej emo-girl, gdzie byłaś?- zapytała jakaś brunetka siedząca na stole.
Jejciu, martwili się! Myliłam się co do końcówki obozu. Nie musi być wcale nie emo z tego tylko względu, że Maggie i Marcos tutaj są. Jestem popularna. Przecież to zupełny przypadek, że pojechałam z Sophie i Marcosem na obóz. W szkole mnóstwo ludzi chciało ze mną pojechać, tylko niestety nie mogli.