Przez cały dzień nie widziałam już nikogo z moich dotychczasowych przyjaciół. Maggie zażądała przeniesienia do innego domku, tym samym skarżąc się swoim rodzicom. Nieźle mi się za to wyrzucenie dostało. Za karę musiałam zostawać do końca obozu po zajęciach w kuchni. Właśnie zagniatałam ciasto na pierogi. Jejciu, czemu tu co drugi dzień serwują pierogi?! Biłam pięściami w ciasto, udając, że to Marcos.
-Okropny nie fancy... Typowy facet! Na taką małolatę?!- mruczałam pod nosem pomiędzy kolejnymi ciosami.
-Masz całkiem niezły lewy sierpowy- stwierdził jeden z opiekunów, przychodząc do kuchni po tacę z kiełbaskami.
-Tak pan myśli?- ucieszyłam się.- Myśli pan, że dam radę przywalić temu nowemu, Marcosowi?
-Z pewnością. Ten młody nie umie nawet porządnie przypiąć linki. Pewno specjalnie nie wybrał się na dzisiejszą wycieczkę.
-To była jakaś wycieczka?- pisnęłam rozżalona.- A ja siedzę tu jak niedorozwinięty jednorożec...
-Właśnie wróciliśmy- powiedział opiekun.- Chodź, załapiesz się przynajmniej na ognisko.
Z niewiarygodną chęcią rzuciłam ciasto na blat, otrzepałam ręce i odpinając wcale nie emo fartuch
pobiegłam za opiekunem na dziedziniec. Większość obozowiczów była już na miejscu, bijąc się patykami w oczekiwaniu na kiełbaski. W rogu ujrzałam Sophie z Mattem, jednak nie zdążyłam się do nich dosiąść, bo jakaś dość śmiało wyglądająca blondynka mnie zaczepiła.
-Hej, to prawda, że wywaliłaś Maggie z domku? Jesteś tą nową, co się zgubiła, nie?- zapytała, dziwnie świdrując mnie spojrzeniem. Napis na jej koszulce zaczął mnie przerażać. Serio mam zaznaczyć, czy się z nią umówię?
-Taak...- odpowiedziałam nieśmiało.
-Jej, niezła jesteś. Mam na imię Nina. Chodź, dosiądź się do nas. No, chyba, że chcesz iść do tych wyrzutków...- dziewczyna wskazała na moich przyjaciół.
Zawahałam się przez chwilę. Sophie z Mattem na pewno zajęci są sobą, a ja mam szansę zaprzyjaźnić się z naprawdę fancy ludźmi...
-Okej- uśmiechnęłam się i udałam się za blondynką. Jej paczka była całkiem liczna, wszyscy zebrali się na drugim końcu dziedzińca. Na szczęście nie ujrzałam wśród nich Marcosa ani Maggie. Ci dwoje na pewno zamknęli się w jakimś ustronnym miejscu i... Nie, nie chcę o tym myśleć.
-Taa, to ona- powiedziała Nina, dołączając do paczki.
-Coldy- przedstawiłam się, siadając koło mojej nowej przyjaciółki- A, Nina? Nie mam długopisu, żeby zaznaczyć, nie obraź się, ale nie umówię się z tobą. Nie to, że nie jesteś ładna...
Wszyscy spojrzeli na bluzkę dziewczyny i wybuchnęli śmiechem.
-Zabawna jesteś- skomentował siedzący obok mnie chłopak.-Byłaś świetna, gdy pełna wściekłości wyrzucałaś rzeczy Maggie. O co wam poszło?
-Ukradła mi chłopaka- odpowiedziałam, spuszczając głowę. Jejciu, jestem tak żenująca, że nawet nie potrafię wymyślić nic, co by lepiej brzmiało.
Po grupce przeszedł szmer współczucia.
-Ej mała, ja mogę zostać twoim nowym chłopakiem!- krzyknął ktoś z przyjaciół Niny.
-Naprawdę?- rozpromieniłam się.- Dzięki!
Wszyscy znowu się zaśmiali. Już wiedziałam, że mnie lubią. Szczęśliwa, chwyciłam patyk i nabiłam na niego piankę.
-Powiedz nam, Coldy, jak to się stało, że się zgubiliście?- zapytała jakaś dziewczyna.
-Jejciu, to długa historia.-zaczęłam, przystawiając patyk nad ogień.- Pociąg się zepsuł i tak jakoś, Marcos postanowił pójść na pieszo. Potem prawie umarł, ale uratowałam go moimi emo perfumami. Zrobiło się ostro, gdy pocałował moją przyjaciółkę, Sophie, ale wybaczyłam mu, bo był przecież umierający- włożyłam ciepłą piankę do ust.- Gdy wielki sweet... Przepraszam, emo niedźwiedź na nas napadł, to chłopak Sophie, Matt prawie go zastrzelił i poszliśmy do jego domu, a tam było tyle mięsa, że o mało nie zemdlałam. Niestety, Marcos przez przypadek zjadł kawałek i musiałam wybiec do lasu, bo zrobiło mi się niedobrze, a wtedy wszyscy stwierdzili, że czas ruszać i tak jakoś, no, jesteśmy.
Chłopak siedzący koło mnie zakrztusił się colą.
-To rzeczywiście, ciężkie przeżycia z tym Marcusem.
-Marcosem- poprawiłam.-Prawda, to był toksyczny związek- udałam, że wycieram łzę.- Ale teraz na szczęście chodzę z tym po prawej, w czarnej bluzie.
-To prawda, zaklepałem ją! Nie podlizuj się jej, Kyle!- powiedział chłopak.
Jejciu, jacy oni wszyscy sąfancy emo! Byłam w centrum uwagi. Czułam na sobie spojrzenia niemal całej grupy. I co, kto tu jest teraz wyrzutkiem?
-Coldy, chcesz zapiekankę?- zapytała Nina, wstając.
-Jasne. Pójdę z tobą -mina dziewczyny mówiła "Jeśli nie pójdziesz ze mną, jesteś skończona", więc czym prędzej pobiegłam za nią.
-Może wpadniesz do nas po ognisku? Będzie mała imprezka.
-A mogę zabrać przyjaciół?
-Oj, mała- Nina objęła mnie ramieniem.- Nie potrzebujesz ich. A tak między nami, ten w czarnej bluzie, Ricky, to niezły casanowa.
-Zupełnie jak Marcos -mruknęłam.
-Trzymaj- dziewczyna podała mi tacę z kiełbaskami. Spojrzałam na nie, nieco przerażona. Ich zapach był podobny do tego w domu Matta.
-One nie są sojowe, nie?
-Czyściutka, świeża wieprzowinka- rzucił trener chłopaków, przechodząc obok- Pycha.
Poczułam, jak grunt się pode mną chwieje. Padłam jak martwy jednorożec emo.
:* :* :*
Otworzyłam oczy. Nade mną stało dwóch opiekunów i Nina. Przeraziłam się.
-Żyjesz?- zapytała dziewczyna.
-Taa, chyba tak- odparłam, wstając- O jejciu! Moje spodnie są brudne!
-Wszystko poza spodniami jest ok?- zapytała opiekunka.
-Tak. W porządku. I przepraszam, że zostawiłam to ciasto, ale pan Rawic...
-Nic się nie stało, Matt pomógł. Tylko następnym razem zostań do końca. No, zmykajcie, dzieciaki.
Nina pociągnęła mnie w stronę alejek. Nikogo nie było już przy ognisku. Niestety, nie zdążyłam zjeść kolejnej pianki, ani pogadać z Sophie. Przetarłam dłonią oczy. Kulawy jednorożec! Makijaż mi się rozmazał. Będę musiała wpaść do Zicka.
-Chodź, wszyscy są już w moim domku- powiedziała Nina.
-Ale moje spodnie...
-Spoko, weźmiesz coś ode mnie. I tak straciłam wystarczająco dużo czasu na czekanie aż się obudzisz.
-Dzięki, Nina. Jesteś prawdziwą przyjaciółką- rzuciłam, przytulając ją.
-Taa..- mruknęła pod nosem dziewczyna.- Głupi zakład.
Domek Niny był daleko od naszego, na samym skraju obozowiska. W środku grała głośna muzyka, choć, jak zgadywałam, powinniśmy już powoli kończyć imprezy. W dodatku cała ich paczka tam była. Łącznie z chłopakami. Marcos nigdy nie chciał zostać dłużej w naszym domku.
-Hej emo-girl, gdzie byłaś?- zapytała jakaś brunetka siedząca na stole.
Jejciu, martwili się! Myliłam się co do końcówki obozu. Nie musi być wcale nie emo z tego tylko względu, że Maggie i Marcos tutaj są. Jestem popularna. Przecież to zupełny przypadek, że pojechałam z Sophie i Marcosem na obóz. W szkole mnóstwo ludzi chciało ze mną pojechać, tylko niestety nie mogli.
-Okropny nie fancy... Typowy facet! Na taką małolatę?!- mruczałam pod nosem pomiędzy kolejnymi ciosami.
-Masz całkiem niezły lewy sierpowy- stwierdził jeden z opiekunów, przychodząc do kuchni po tacę z kiełbaskami.
-Tak pan myśli?- ucieszyłam się.- Myśli pan, że dam radę przywalić temu nowemu, Marcosowi?
-Z pewnością. Ten młody nie umie nawet porządnie przypiąć linki. Pewno specjalnie nie wybrał się na dzisiejszą wycieczkę.
-To była jakaś wycieczka?- pisnęłam rozżalona.- A ja siedzę tu jak niedorozwinięty jednorożec...
-Właśnie wróciliśmy- powiedział opiekun.- Chodź, załapiesz się przynajmniej na ognisko.
Z niewiarygodną chęcią rzuciłam ciasto na blat, otrzepałam ręce i odpinając wcale nie emo fartuch
pobiegłam za opiekunem na dziedziniec. Większość obozowiczów była już na miejscu, bijąc się patykami w oczekiwaniu na kiełbaski. W rogu ujrzałam Sophie z Mattem, jednak nie zdążyłam się do nich dosiąść, bo jakaś dość śmiało wyglądająca blondynka mnie zaczepiła.
-Hej, to prawda, że wywaliłaś Maggie z domku? Jesteś tą nową, co się zgubiła, nie?- zapytała, dziwnie świdrując mnie spojrzeniem. Napis na jej koszulce zaczął mnie przerażać. Serio mam zaznaczyć, czy się z nią umówię?
-Taak...- odpowiedziałam nieśmiało.
-Jej, niezła jesteś. Mam na imię Nina. Chodź, dosiądź się do nas. No, chyba, że chcesz iść do tych wyrzutków...- dziewczyna wskazała na moich przyjaciół.
Zawahałam się przez chwilę. Sophie z Mattem na pewno zajęci są sobą, a ja mam szansę zaprzyjaźnić się z naprawdę fancy ludźmi...
-Okej- uśmiechnęłam się i udałam się za blondynką. Jej paczka była całkiem liczna, wszyscy zebrali się na drugim końcu dziedzińca. Na szczęście nie ujrzałam wśród nich Marcosa ani Maggie. Ci dwoje na pewno zamknęli się w jakimś ustronnym miejscu i... Nie, nie chcę o tym myśleć.
-Taa, to ona- powiedziała Nina, dołączając do paczki.
-Coldy- przedstawiłam się, siadając koło mojej nowej przyjaciółki- A, Nina? Nie mam długopisu, żeby zaznaczyć, nie obraź się, ale nie umówię się z tobą. Nie to, że nie jesteś ładna...
Wszyscy spojrzeli na bluzkę dziewczyny i wybuchnęli śmiechem.
-Zabawna jesteś- skomentował siedzący obok mnie chłopak.-Byłaś świetna, gdy pełna wściekłości wyrzucałaś rzeczy Maggie. O co wam poszło?
-Ukradła mi chłopaka- odpowiedziałam, spuszczając głowę. Jejciu, jestem tak żenująca, że nawet nie potrafię wymyślić nic, co by lepiej brzmiało.
Po grupce przeszedł szmer współczucia.
-Ej mała, ja mogę zostać twoim nowym chłopakiem!- krzyknął ktoś z przyjaciół Niny.
-Naprawdę?- rozpromieniłam się.- Dzięki!
Wszyscy znowu się zaśmiali. Już wiedziałam, że mnie lubią. Szczęśliwa, chwyciłam patyk i nabiłam na niego piankę.
-Powiedz nam, Coldy, jak to się stało, że się zgubiliście?- zapytała jakaś dziewczyna.
-Jejciu, to długa historia.-zaczęłam, przystawiając patyk nad ogień.- Pociąg się zepsuł i tak jakoś, Marcos postanowił pójść na pieszo. Potem prawie umarł, ale uratowałam go moimi emo perfumami. Zrobiło się ostro, gdy pocałował moją przyjaciółkę, Sophie, ale wybaczyłam mu, bo był przecież umierający- włożyłam ciepłą piankę do ust.- Gdy wielki sweet... Przepraszam, emo niedźwiedź na nas napadł, to chłopak Sophie, Matt prawie go zastrzelił i poszliśmy do jego domu, a tam było tyle mięsa, że o mało nie zemdlałam. Niestety, Marcos przez przypadek zjadł kawałek i musiałam wybiec do lasu, bo zrobiło mi się niedobrze, a wtedy wszyscy stwierdzili, że czas ruszać i tak jakoś, no, jesteśmy.
Chłopak siedzący koło mnie zakrztusił się colą.
-To rzeczywiście, ciężkie przeżycia z tym Marcusem.
-Marcosem- poprawiłam.-Prawda, to był toksyczny związek- udałam, że wycieram łzę.- Ale teraz na szczęście chodzę z tym po prawej, w czarnej bluzie.
-To prawda, zaklepałem ją! Nie podlizuj się jej, Kyle!- powiedział chłopak.
Jejciu, jacy oni wszyscy są
-Coldy, chcesz zapiekankę?- zapytała Nina, wstając.
-Jasne. Pójdę z tobą -mina dziewczyny mówiła "Jeśli nie pójdziesz ze mną, jesteś skończona", więc czym prędzej pobiegłam za nią.
-Może wpadniesz do nas po ognisku? Będzie mała imprezka.
-A mogę zabrać przyjaciół?
-Oj, mała- Nina objęła mnie ramieniem.- Nie potrzebujesz ich. A tak między nami, ten w czarnej bluzie, Ricky, to niezły casanowa.
-Zupełnie jak Marcos -mruknęłam.
-Trzymaj- dziewczyna podała mi tacę z kiełbaskami. Spojrzałam na nie, nieco przerażona. Ich zapach był podobny do tego w domu Matta.
-One nie są sojowe, nie?
-Czyściutka, świeża wieprzowinka- rzucił trener chłopaków, przechodząc obok- Pycha.
Poczułam, jak grunt się pode mną chwieje. Padłam jak martwy jednorożec emo.
:* :* :*
Otworzyłam oczy. Nade mną stało dwóch opiekunów i Nina. Przeraziłam się.
-Żyjesz?- zapytała dziewczyna.
-Taa, chyba tak- odparłam, wstając- O jejciu! Moje spodnie są brudne!
-Wszystko poza spodniami jest ok?- zapytała opiekunka.
-Tak. W porządku. I przepraszam, że zostawiłam to ciasto, ale pan Rawic...
-Nic się nie stało, Matt pomógł. Tylko następnym razem zostań do końca. No, zmykajcie, dzieciaki.
Nina pociągnęła mnie w stronę alejek. Nikogo nie było już przy ognisku. Niestety, nie zdążyłam zjeść kolejnej pianki, ani pogadać z Sophie. Przetarłam dłonią oczy. Kulawy jednorożec! Makijaż mi się rozmazał. Będę musiała wpaść do Zicka.
-Chodź, wszyscy są już w moim domku- powiedziała Nina.
-Ale moje spodnie...
-Spoko, weźmiesz coś ode mnie. I tak straciłam wystarczająco dużo czasu na czekanie aż się obudzisz.
-Dzięki, Nina. Jesteś prawdziwą przyjaciółką- rzuciłam, przytulając ją.
-Taa..- mruknęła pod nosem dziewczyna.- Głupi zakład.
Domek Niny był daleko od naszego, na samym skraju obozowiska. W środku grała głośna muzyka, choć, jak zgadywałam, powinniśmy już powoli kończyć imprezy. W dodatku cała ich paczka tam była. Łącznie z chłopakami. Marcos nigdy nie chciał zostać dłużej w naszym domku.
-Hej emo-girl, gdzie byłaś?- zapytała jakaś brunetka siedząca na stole.
Jejciu, martwili się! Myliłam się co do końcówki obozu. Nie musi być wcale nie emo z tego tylko względu, że Maggie i Marcos tutaj są. Jestem popularna. Przecież to zupełny przypadek, że pojechałam z Sophie i Marcosem na obóz. W szkole mnóstwo ludzi chciało ze mną pojechać, tylko niestety nie mogli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz