sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział 34: Coldy Canavan


Obudził mnie pisk hamującego pociągu. Jejciu, gdzie ja jestem? Otworzyłam oczy i  zobaczyłam jak zwykle wściekłego Marcosa, chwytającego swój plecak i wychodzącego z przedziału. Gwałtownie się poderwałam.
-Hej!- zawołałam za nim.- A co z moimi torbami?
Chłopak jednak poprawił słuchawki na uszach i wyszedł z pociągu.
-Co za egoistyczny... palant!- westchnęłam i opadłam na siedzenie, nie wiedząc co mam teraz zrobić.- Po tym wszystkim co dla niego zrobiłam...
-Niewątpliwie dużo zrobiłaś na tej wycieczce. Niekoniecznie przyjaznego- mruknęła Sophie, pakując książkę do torby.- Pozwól więc, że ja też sobie pójdę. Cześć.
Dziewczyna, którą dotąd uważałam za przyjaciółkę również zostawiła mnie samą z torbami. Spojrzałam na półkę uginającą się od mojego bagażu. Może pojadę dalej? W tym momencie żałowałam, że nie zadzwoniłam do mamy i nie powiedziałam jej, o której przyjeżdżam. Zamówiłaby jakąś ciężarówkę czy coś... Chwyciłam swoją torebkę z niesamowicie cennymi rzeczami oraz nowo przefarbowanego, czarnego jednorożca i ruszyłam do wyjścia. Zawlokę tu Marcosa siłą. No, albo ewentualnie zadzwonię do mamy, żeby przysłała pana Pettersona... Na dworcu było mnóstwo ludzi. Niedaleko pociągu zauważyłam Marcosa. Jakaś dziewczyna przytuliła go i zaczęła się śmiać. Była trochę za młoda jak na jego matkę. Ścisnęłam mocniej jednorożca. Marcos mnie wykorzystał! Nigdy nie mówił, że ma dziewczynę! Poczułam, jak moja twarz przybiera czerwony kolor. Ten... Ten...
-Coldy! Jesteś skarbie!- usłyszałam za moimi plecami i gwałtownie się odwróciłam. Moja mama uściskała mnie i pocałowała powietrze wokół mojej twarzy, by nie rozmazać sobie makijażu.
Miała na sobie jaskrawe czerwone szpilki i luźną sukienkę od Calvina Kleina. Oj, coś się szykowało...
-Wasz opiekun do mnie zadzwonił. Gdzie masz walizki?
-W pociągu... - odparłam, zauważając przed sobą wielkie, czarne spodnie na oko od Tommy'ego Hilfiger'a.
Podniosłam głowę wyżej. Przede mną stał wielki czarny mężczyzna, który przyjacielsko się do mnie uśmiechał. Nie był bardzo przystojny, ale na mojego osobistego asystenta się nadaje.
-Cukiereczku, to jest Babajide Ayokunle Bellugi. Będzie...
-Och, dzięki mamo!- przerwałam jej, nie mogąc ukryć zadowolenia.- Wiedziałam, że się zgodzisz na niew... osobistego asystenta- poprawiłam się.- Baba co? Zresztą nieważne, będę cię nazywać po prostu Simba. Oboje z Afryki, więc jaka różnica, nie? Dobrze, że jest taki wielki. Budzi większy respekt. Tylko mógłby nosić garnitur i takie fancy okulary...
W umyśle już widziałam siebie, jako emo-gwiazdę, która jest noszona przez swojego osobistego asystenta...


Bylibyśmy jak Angelina Jolie i Bill... Tylko, że on nie nazwałby mnie wariatką, gdybym go wyrzuciła.
-Nie, kochanie- przerwała mi mama.- Babajide to mój chłopak. Zamieszka z nami.
Poczułam, jak podłoga wiruje mi pod stopami. "Pięć minut do odjazdu pociągu"- oznajmił komunikat.
-Pomogę panu Petterson'owi z walizkami- zaproponował mój niedoszły asystent i  poszedł w stronę pociągu, zostawiając nas same.
Nie mogłam w to uwierzyć. Moja mama związała się z murzynem?! Jejciu i on w dodatku mówi po angielsku! Jakiś wykształcony chyba...
Ruszyłyśmy z mamą w stronę wyjścia.
-Widzę, że nie jesteś już sweet. Zmiana stylu? Co się stało? - zapytała mama.
-Po prostu przestawiłam się na czarny.- "Ale nie na tyle, żeby zamieszkać z czarnym mężczyzną w domu!"- chciałam dodać.
Odczekałyśmy parę minut na przyjście naszego szofera. Chwilę później, po pytaniach mamy, czemu nasz były opiekun dzwonił do niej z pytaniem, czy na pewno pojechałam na TEN obóz, bo mnie na nim nie ma, pan Petterson pakował walizki do bagażnika, a ten czarny gdzieś poszedł. "I oby już nie wracał"- pomyślałam.
Może to i sweet mieszkać z wielkim murzynem pod jednym dachem, ale już na pewno nie emo.Gdy torby były już w samochodzie, a szofer siedział za kierownicą, chwyciłam mamę za rękę i pociągnęłam w stronę auta.
-Chodź, uciekamy, zanim ON nas znajdzie.
-O, Babajide już idzie!- zawołała Wilow, machając do czarnego mężczyzny.
I kolejny genialny plan nie wypalił... A już się prawie go pozbyłam.
-Pomyślałem, że jesteś głodna, Coldy, więc kupiłem nam wszystkim hamburgery- odparł z uśmiechem nowy chłopak mojej mamy.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz