poniedziałek, 13 stycznia 2014

Rozdział 9: Trening





     Wyszedłem z szatni w kompletnym stroju do ćwiczeń. Na boisku było przyjemnie ciepło. Rozprostowałem nieco obolałe kończyny i odetchnąłem tym jakże cudownym zapachem... Świeżo umytej sali. Ja pierniczę, znowu ją czyścili?! To wcale nie pomaga w grze! To nie cudowny zapach, to jakiś koszmar...
     A zresztą, czego ja się irytuję, to tylko rozgrzewka. Najgorsza rozgrzewka, bo w trakcie lekcji. Trener specjalnie nas zwalnia, byśmy mogli ćwiczyć, a wychodzi na to, że dostajemy wycisk jak nie wiem... Co prawda może dzięki temu idą nam lepiej wszystkie mecze, ale komu chciałoby się ćwiczyć w duszącym zapachu umytej sali i to 3 razy ciężej niż zawsze?!
- Dobra chłopaki, zaczynamy! Okrążenia, standardowo! - Zaczęły się biegi, podskoki, trening z piłką, siłowanie dla podniesienia morali... I Bóg wie, co jeszcze...
- Wymiękam! Wody! Wody do cholery! - krzyknąłem, gdy już zarządzono przerwę. Butelka z wodą poszybowała prosto w stronę mojej głowy, ale złapałem ją w porę. Wypiłem całą. Po takim treningu nie dało się inaczej...
- Umieram. - Jeden z chłopaków opadł na kolana i zaraz glebnął się na plecy. Lecąca butelka walnęła go jeszcze w brzuch. Zwinął się z bólu.
- Ej ty, bo posiedzisz sobie na ławce na następnym meczu. - zaśmiał się lider, idąc po wodę. Ocierał twarz małym ręczniczkiem. W niego to jakoś nikt wodą nie rzucał... - Dobra, słuchajcie. Albo jeszcze rozegramy mecz i przetestujemy moją nową taktykę, albo idziecie na lekcje... Co wybieracie?
- Mecz. - podniosłem rękę. Jak wszyscy zresztą.
- Dobra! - Lider skinął głową z uśmiechem i odetchnął. - Będą tu też cheerleaderki... Nie rozpraszajcie się zbytnio. - zaśmiał się.
     Rozległy się gwizdy i śmiechy. Sam zagwizdałem... No co, mini spódniczki, pompony, kucyki, każdemu miło popatrzyć, nie???
- Nie rozpraszać się! - krzyknął Jeremi, jednak sam się uśmiechnął, gdy na salę weszła przewodnicząca cheerleaderek. Tasha, jego dziewczyna. Oczywiście opuścił nas, na... Och, kto wie, kiedy się od siebie odkleją? Cała drużyna widząc to zgrabnie przemilczała fakt, że mieliśmy się nie rozpraszać. W końcu to "lider"... On może. Chociaż to niesprawiedliwe...
     Dopiero w tej chwili zauważyłem coś w tłumie dziewczyn z pomponami. A mianowicie... Coldy.
     Co ona tam do cholery robiła?!
- Ej, Marcos, wszystko gra? - Ktoś klepnął mnie w plecy. Zwyczajnie kumpel z drużyny... - Gapisz się na cheerleaderki z takim wytrzeszczem, jakbyś pierwszy raz w życiu mini widział! - zaśmiał się
- Bo coś mnie zaskoczyło... - warknąłem. Nie miałem co mu wyjaśniać...
- Wow, nie warcz tak, facet, tylko pytałem! - Położył mi rękę na ramieniu i podążył za moim wzrokiem. - Ooo, nowe przyszły! Super... Nie wiem jak ty, ale ja zamierzam którąś wyrwać... - Uśmiechnął się wesoło i ruszył w ich stronę. Nie żeby chodziło mi o to samo, na wszelki wypadek ruszyłem w tę samą stronę, tuż obok niego. Żeby Coldy przypadkiem nie powiedziała, że jest tu "z Marcosikiem", czy coś... Tak na wszelki wypadek. Wybadać sprawę. Wyprzedziłem go trochę i pierwsze co odciągnąłem pannę ADHD na bok. Pociągnąłem ją za sobą mimo jej zdziwienia aż do drzwi sali i na korytarz.
- Co ty tu robisz?! - spytałem na wstępie. No i co, że byłem wściekły??? Przy niej spotykały mnie głównie same upokorzenia, to chyba oczywiste, że martwiłem się o swoją reputację w drużynie??? Gdy było się w jednej z najlepszych drużyn w szkole stracenie reputacji to jak przegrać życie!!! Nawet nie czekałem, aż mi odpowie... - Coldy, do jasnej cholery, dlaczego gdziekolwiek nie pójdę, ty za mną łazisz!? Jeśli zostałaś cheerleaderką tylko po to, żeby przeszkadzać w treningach i meczach, to równie dobrze możesz już iść. - Popatrzyłem jej w oczy. Wyglądała na zdziwioną... I chyba... Khem, no na pewno nie szczęśliwą...
- Marcooo! - Zanim Coll się odezwała, po korytarzu poniósł się krzyk... Maggie. O Boże... Tylko jej jeszcze tam brakowało... No zarąbiście. Boże, jeśli istniejesz, spraw, żeby nikt z drużyny, ŻADNEJ drużyny się tu nie napatoczył...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz