niedziela, 1 czerwca 2014

Rozdział 18: Sophie Tania Brown


Chwile po tym, jak chłopaki efektownie wparowali na pidżama party już ich nie było. Ale emocje wśród dziewczyn pozostały. Cheerliderki chwile popiszczały, po czym wszystkie usiadłyśmy w kole, Coldy przyciszyła karaoke i zaczęły plotkować o tym, co było nieuniknione – o chłopakach.
-Rany, ale ten Marco jest sweetaśny!!! – pisnęła podnieconym głosem Cathy. – I jaki silny! Założę się, że Oliver nie wytrzymałby tak długo trzymając się rynny. I ten jego uśmiech!!!
-A widziałaś jak słodko jadł zapiekankę!!!
-Tak, myślałam, że wtedy zejdę!!!
-Ja jak zawsze wyglądałam okropnie, kiedy jakieś ciacho przychodzi! – Żaliła się Amy, widocznie bliska płaczu.
-Coldy, ty na pewno masz jakieś fancy newsy dotyczące Marcosa! W końcu często razem gadacie i wogóle – najwyraźniej zapomniano o tym,że Matt był tu też przed chwilą, a ja też często rozmawiam z Marcosem.
-No wiecie kochane, to są takie sprawy o których można się potem wygadać tylko sweetaśnemu jednorożcowi przed zaśnięciem. Ale skoro nalegacie to powiem wam… – powiedziała Coldy z tajemniczym uśmieszkiem – że świetnie całuje!
To zapoczątkowało kolejną fale dzikich pisków podniecenia i wypytywań. Temat Marcosa ciągnął się jeszcze przez dobrych kilka minut, kiedy miałam chwilę spokoju. Nagle dziewczyny zdały sobie sprawę, że też siedzę w tym kole.
-A ty Sophie, co sądzisz o Marcosie? – Zapytała Donna i wszystkie odwróciły się w moją stronę.
Kurcze, od tej odpowiedzi może zależeć cała reszta dzisiejszego wieczoru.
-Ja,yy….sądze,że Marcos ma…. - dalej, wymyśl coś, obojętnie co, byle by im pasowało  –…fajny….tyłek?- powiedziałam, a raczej zapytałam.
Przez chwile dziewczyny jakby analizowały moją odpowiedź.
-Wiesz co skarbie – odezwała się w końcu Riley – trafiłaś w sedno!!!! – Pisnęła i znowu zaczęły piszczeć. Uff, chyba zostałam zaakceptowana.
-Dobra dziewczyny, nie będziemy marnowały całej imprezy na chłopaków – Coldy przekrzykiwała się przez nastolatki. – Pora trochę potańczyć!!! – Wstała i z prędkością światła włączyła odtwarzacz.
Któraś z dziewczyn zgasiła główną lampę, i włączyła kinkiety. Pomogłam reszcie pozbierać miski z podłogi i parkiet był gotowy. Z wieży Coldy na cały regulator zabrzmiała nowa piosenka Taylor Swift. Wszystkie zaczęły skakać do rytmu. Na początku raczej niepewnie się ruszałam, jednak po chwili rozluźniłam się i zaczęłam tańczyć jak one. Tańczyłyśmy dobrych kilkadziesiąt minut. W trakcie tańca dziewczyny dalej gadały o ulubionych piosenkarzach i o wyższości spuszczonych spodni Biebera nad rurkami chłopaków z One Direction. Po skończonych pląsach zaczęłyśmy się przebierać, malować i robić sobie nawzajem jak to ujęła Coldy „sweet focie”, co Bridgett poprawiła na „selfie”. Ach jankesi i ten ich niezrozumiały język. Było już koło północy, kiedy zaczęłyśmy sobie pleść warkocze. Coldy z największą powagą podchodziła do każdej, przykładała całą kolekcje różowych wstążek i dawała do wplecenia ten kolor, który najlepiej według niej pasował. W ten sposób wylądowałam z warkoczem wypełnionym wstążkami w kolorze krwistego różu, który „sweetaśnie podkreśla kolor moich kości policzkowych”, czy coś takiego. O północy uzbrojone w chusteczki usiadłyśmy( czy raczej położyłyśmy się) przed telewizorem, żeby obejrzeć „Szkołę uczuć”.
Zasnęłam nim się spotkali. Na szczęście dziewczyny były zbyt zajęte płakaniem za każdym razem gdy któreś z nich się odezwało, bądź chociaż na siebie spojrzało i nie przerywały mi bezcennej dawki snu. Wstałam około 4. Chyba już nie zasnę. Wzięłam czarne spodnie, t-shirt i koszulę w zieloną kratkę i poszłam do łazienki się przebrać. Przebrałam się, rozplotłam warkocz i  gotowe. Co teraz mogę zrobić sama w tym wielkim domu? Jest już trochę jasno, więc może pójdę posiedzieć na dworze? Idąc w stronę drzwi usłyszałam „jeśli ci się to niepodobna, to twój problem.” „ale Willow,żartowałem z tą wiewiórką, zaczekaj!” i  zobaczyłam mamę Coldy w …. Rudych włosach?! A za nią jak on się….Simba? I to do tego w samych spodniach!!! No nie powiem, było na co popatrzeć. Uśmiechnęłam się szeroko mijając go i poszłam w zamierzonym kierunku.






Wyszłam na ganek, usiadłam i zaczęłam patrzeć na wschodzące słońce. Jakie to mdle romantyczne. W sumie to Coldy się udało. Jak teraz na to soporze, to rzeczywiście mój wybuch płaczu był wtedy naprawdę przesadzony. Postanowione. Żadnych facetów aż nie stuknie mi 20. Gdy tylko to pomyślałam usłyszałam głos Matta:
-Hej, a ty nie śpisz?
Znajomych spodkasz wszędzie, nawet na werandzie cudzego domu o czwartej rano.
-Nie, rozmyślam…co to? – wskazałam na papier w jego ręku.
-Lista rzeczy na sweet przeprosi nową imprezę – powiedział i podał mi kartkę. – Oddasz to Coldy…nie mam pojęcie, czy mogę do was wejść, w końcu to „babskie przyjęcie” a myślę, że świętej pamięci Marcos tego właśnie by chciał. Pozbyć się tego piekielnego nasienia. – zachichotał.
-Ou…co się stało?
-Dowiesz się jutro – uśmiechnął się i ziewnął – padam z nóg. Dobranoc… - mruknął i ruszył w drogę powrotną.
Siedziałam jeszcze chwile na dworze, ale gdy usłyszałam ruch w domu postanowiłam wrócić.  Gdy tylko przeszłam przez drzwi zostałam spleciona przez mocny uścisk Coldy.
-Na wszystkie jednorożce, bałam się,że ktoś cię porwał!
-Spokojnie, kto miałby mnie, czy kogokolwiek porywać?
-No nie wiem….jacyś antyfani Biebera? Zresztą nieważne. Choć, zaczęłyśmy robić sweetaśne śniadanko. Pamiętaj, śniadanie to najbardziej  fancy posiłek w ciągu dnia!
Po śniadaniu przyszedł czas się pożegnać.
-Jesteś pewna, że mój szofer ma cię nie odwozić? – Zapytała Coldy, umazana jeszcze na policzku różowym dżemem.
-Tak, spacer dobrze mi zrobi. Jeszcze raz wielkie dzięki za pocieszeniową imprezę. Naprawdę się nie nudziłam.
-Podobało ci się! – Pisnęła Coldy z milionem iskierek w oczach. – W takim razie padniesz z wrażenia, jeśli ci powiem, że…. – już chciała coś wykrzyczeć, ale w ostatniej chwili się powstrzymała.- Ale ze mnie kulawy jednorożec,  przecież to tajemnica! Na szczęście nic ci nie powiedziałam. Ufff – westchnęła głośno, przytuliła mnie i wreszcie mogłam wrócić do domu. Nie, żebym nie lubiła spędzać z nią czasu, w końcu przeżyłam z nią sporo czasu w lesie. Ale każdy potrzebuje chwili spokoju, a ja potrzebuje jej wyjątkowo dużo.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz