Wyszłam z budynku w którym mieściła się tajna firma szpiegowska alias siedziba ruskiej mafii z dwoma stówami mniej w portfelu, ale za to z pięcioma błyszczącymi dowodami i silnym poczuciem dumy. Oto narodziła się nowa, buntownicza strona Coldy Canavan. Weszłam do taksówki, która nadal na mnie czekała i żeby przypieczętować moją nową odsłonę, zrobiłam sobie selfie.
-Czekałem na panienkę przez czterdzieści minut. Należą się jeszcze 452 dolary. Czy mam gdzieś zawieźć?- arabski taksiarz uśmiechnął się szeroko, odsłaniając swój złoty ząb.
Zrobiłam wielkie oczy. W torebce miałam tylko 20 dolarów. Spojrzałam na tego całkiem-nie-sweet taksówkarza. Widać było, że się niecierpliwił. Oczami umysłu widziałam już, jak mówię mu, że nie mam tyle pieniędzy, a on w akcie zemsty wyciąga siekierę którą ma schowaną w bagażniku i tnie mnie na małe kawałeczki, by potem oddać je swoim arabskim psom. A moje fancy ciuchy zarosną w szafie kurzem, całkiem zapomniane... Nie mogłam na to pozwolić. Wyciągnęłam wizytówkę pana Pettersona.
-Na Downson Street 42 poproszę- uśmiechnęłam się olśniewająco, nie pokazując taksiarzowi, że wiem o jego ukrytej siekierze.- Mój tata zapłaci na miejscu.
Pan Petterson był moją jedyną nadzieją. Szybko napisałam mu sms-a "Brak kasy, groźba siekierą, JADĘ!".
Po paru minutach byliśmy już na miejscu. Nie wiedziałam, że nasz szofer mieszka tak blisko od tej szemranej dzielnicy. Wysiedliśmy przed małym domkiem, a ja pobiegłam prosto do drzwi, chcąc wejść do domu, zanim ten facet mnie porwie. Drzwi otworzył pan Petterson, który dość szybko się ubierał, zważywszy na jego źle dobraną koszulę i zbyt luźno założony pasek od spodni. Gdybym go nie znała, to pomyślałabym, że ma romans, który przede mną ukrywa. W myślach zanotowałam sobie, by zapytać się o to na wszelki wypadek.
Tymczasem stałam przed nim z wyciągniętą ręką.
-515 dolarów- uśmiechnęłam się słodko.- Proszę, TATO.
Za mną stanął taksówkarz, składając ramiona tak, że czułam jak jego bicepsy się napinają.
-Ma pan bardzo hojną córkę- rzucił Arab ze swoim wschodnim akcentem.
Spojrzałam przerażona na pana Pettersona, który miał zmieszaną minę.
-Tato... Pieniądze?- pisnęłam prawie niesłyszalnie.
Teraz to już na pewno taksówkarz potnie mnie na kawałeczki. I chyba nie będzie potrzebował do tego siekiery...
:* :* :*
-TO BYŁO STRASZNE- zrobiłam teatralny gest, machając przy tym pustym kubkiem po latte.- Ale dzięki za kawę. No, to ja będę się zbierać...
Siedzieliśmy w kawiarni na rogu, gdzie zabrał mnie nasz szofer, abym ochłonęła po tym jakże-dramatycznym-i-upokarzającym wydarzeniu.
-Coldy, sądzę, że powinienem zadzwonić do twojej mamy- pan Petterson nie był zadowolony z mojej niespodziewanej wizyty.- I jakim cudem mogłaś wydać 515 dolarów na taksówkę? Jechałaś do Nowego Jorku, czy co?
-Jeszcze nie- odparłam tajemniczo.- Właściwie to wydałam 715 dolarów. Ale to już szczegół... Jejciu, jak już się zrobiło późno...- spojrzałam na swój fancy zegarek. Faktycznie, to latte kosztowało mnie dość sporo czasu. A musiałam się dziś z wszystkim wyrobić...
-Dopilnuję, żebyś tym razem dotarła do szkoły. Odwiozę cię.
Nie protestowałam. Przecież to właśnie tam chciałam się znaleźć.
:* :* :*
Na szczęście właśnie trwały lekcje, więc nie ryzykowałam, że ktoś mnie zauważy. Trzeba było tylko sprytnie przemknąć przez miejsca, w których znajdowały się kamery. Wczoraj, gdy weszłam do pomieszczenia z monitoringiem, pod pretekstem poszukiwań komórki, zauważyłam, że kamery obejmują tylko środek korytarza. Obie strony, gdzie znajdowały się szafki były niewidoczne. Weszłam przez frontowe drzwi i od razu przylgnęłam do szafek po lewej stronie. Poczułam się, jak ta słynna agentka, Lara Croft. Tylko, że nawet w kreacji emo byłam bardziej fancy. Podśpiewując sobie pod nosem wszystkie znane szpiegowskie melodie, przemknęłam do schowka na środki dezynfekujące. Po zeszłorocznej aferze alkoholowej, kiedy przeszukano wszystkim szafki, nie mogłam ryzykować ukrycia dowodów w swojej szafce. Nie mogłam ich schować w domu ze względu na naszą pomoc domową, panią Mitchell. Co czwartek wywracała ona dom do góry nogami, by nie było w nim ani strzępka kurzu. W dodatku byłam pewna, że czyta mój sweet pamiętnik. Stanęłam przed drzwiami do schowka. W pierwszej klasie, gdy Ashlyn chodziła jeszcze z Brad'em, obaj odkryli, jak otworzyć schowek bez klucza, by móc spędzić "pięć minut w niebie" bez dodatkowych świadków. Wyjęłam błyszczyk, posmarowałam nim szparę między zamkiem, po czym odsunęłam pilniczkiem metalową blaszkę tak, że zniknęła ona w drzwiach. Drzwi się uchyliły. Jejciu, dobra jestem! Weszłam do ciemnego, brudnego schowka (który według mnie wcale nie był fancy miejscem do sekretnych randek) i zapaliłam światło. Fala kurzu aż uderzyła w moje delikatne nozdrza. Tu z pewnością nikt nie znajdzie naszych dowodów. Schowałam je za uschniętą roślinką, która była dziwnie podobna do tej, którą kupiłam swojej nauczycielce matmy, gdy zdałam. Poznawałam nawet tą różową doniczkę i cały multum fancy wstążek... Zrobiłam krok w lewo, by zobaczyć, czy pod kątem też nie widać naszych dowodów. Zawadziłam torbą o kij od miotły, który zwalił się na podłogę, ciągnąc za sobą również niezliczoną ilość przedmiotów. Już słyszałam w myślach krzyki dyrektorki i odgłos policyjnych syren, które obwieszczą moje zatrzymanie przez policję za włamanie do schowka na miotły. Chociaż może policjant byłby fancy... Stwierdziłam jednak, że potencjalna miłość mojego życia nie rekompensuje wizyty w więzieniu. Oni mają tam takie nie-fancy ciuchy... Wybiegłam więc czym prędzej ze schowka, zatrzasnęłam drzwi i odwracając głowę co chwilę, by sprawdzić, czy nikt mnie nie goni, wyszłam ze szkoły. Na moje szczęście hałas nie był tak duży, jak mi się zdawało, gdyż nie słyszałam, żeby nauczyciele biegali, a dyrektorka krzyczała wniebogłosy. Uśmiechnęłam się. Kolejna faza misji: Moja-sweet-16 zakończona sukcesem.
:* :* :*
Wizyta w kawiarence internetowej zajęła mi więcej czasu, niż myślałam. Wybranie fancy hotelu było jedną z najważniejszych rzeczy w całej misji. Zastanawiałam się, czy hotel z jacuzzi w łazience będzie lepszy od hotelu z podgrzewanym basenem i pokojami na 11 piętrze. Niestety w żadnym hotelu w Nowym Jorku nie było różowych pokoi. No, PRAWIE żadnym. Znalazłam dwa, które nawet miały brokatowe tapety, ale nie byłam aż tak zdesperowana, żeby rezerwować nam pokoje na "noc pełną rozkoszy w domu miłości Leny Coben" lub na "niezapomniane odczucia w pokojach z azjatyckimi niespodziankami". Chociaż ta druga nazwa brzmiała obiecująco... Nie byłam jednak pewna, czy te "azjatyckie niespodzianki" to sushi, więc dałam sobie spokój. Zamierzałam umieścić Matta z Marcosem w jednym pokoju, a nie chciałam, by odżyły w nich relacje z naszej drogi na obóz. Zdecydowałam się więc na hotel z krytym, podgrzewanym basenem i pokojami, które wychodziły wprost na rozrywkową dzielnicę. Kliknęłam w "rezerwuj pokoje" i nie mogłam przestać się uśmiechać. Jejciu, naprawdę to robię! Moja sweet 16 będzie najbardziej fancy ze wszystkich sweet 16 świata! Nagle moja komórka zapikała. Sophie pytała jak się czuję i czy na pewno nie dam rady pójść z nimi do kina. Odpisałam jej szybko, że jest ze mną tak źle, że musiałam zmyć makijaż i założyć pidżamę i że życzę jej fancy seansu i dużo płaczliwych scen w filmie. Po zarezerwowaniu pokoi zapłaciłam za korzystanie z internetu (tym razem zabezpieczyłam się wizytą w bankomacie) i wyszłam na zewnątrz. Spojrzałam na zegarek. Już 15, a jeszcze tyle do zrobienia!
-Czekałem na panienkę przez czterdzieści minut. Należą się jeszcze 452 dolary. Czy mam gdzieś zawieźć?- arabski taksiarz uśmiechnął się szeroko, odsłaniając swój złoty ząb.
Zrobiłam wielkie oczy. W torebce miałam tylko 20 dolarów. Spojrzałam na tego całkiem-nie-sweet taksówkarza. Widać było, że się niecierpliwił. Oczami umysłu widziałam już, jak mówię mu, że nie mam tyle pieniędzy, a on w akcie zemsty wyciąga siekierę którą ma schowaną w bagażniku i tnie mnie na małe kawałeczki, by potem oddać je swoim arabskim psom. A moje fancy ciuchy zarosną w szafie kurzem, całkiem zapomniane... Nie mogłam na to pozwolić. Wyciągnęłam wizytówkę pana Pettersona.
-Na Downson Street 42 poproszę- uśmiechnęłam się olśniewająco, nie pokazując taksiarzowi, że wiem o jego ukrytej siekierze.- Mój tata zapłaci na miejscu.
Pan Petterson był moją jedyną nadzieją. Szybko napisałam mu sms-a "Brak kasy, groźba siekierą, JADĘ!".
Po paru minutach byliśmy już na miejscu. Nie wiedziałam, że nasz szofer mieszka tak blisko od tej szemranej dzielnicy. Wysiedliśmy przed małym domkiem, a ja pobiegłam prosto do drzwi, chcąc wejść do domu, zanim ten facet mnie porwie. Drzwi otworzył pan Petterson, który dość szybko się ubierał, zważywszy na jego źle dobraną koszulę i zbyt luźno założony pasek od spodni. Gdybym go nie znała, to pomyślałabym, że ma romans, który przede mną ukrywa. W myślach zanotowałam sobie, by zapytać się o to na wszelki wypadek.
Tymczasem stałam przed nim z wyciągniętą ręką.
-515 dolarów- uśmiechnęłam się słodko.- Proszę, TATO.
Za mną stanął taksówkarz, składając ramiona tak, że czułam jak jego bicepsy się napinają.
-Ma pan bardzo hojną córkę- rzucił Arab ze swoim wschodnim akcentem.
Spojrzałam przerażona na pana Pettersona, który miał zmieszaną minę.
-Tato... Pieniądze?- pisnęłam prawie niesłyszalnie.
Teraz to już na pewno taksówkarz potnie mnie na kawałeczki. I chyba nie będzie potrzebował do tego siekiery...
:* :* :*
-TO BYŁO STRASZNE- zrobiłam teatralny gest, machając przy tym pustym kubkiem po latte.- Ale dzięki za kawę. No, to ja będę się zbierać...
Siedzieliśmy w kawiarni na rogu, gdzie zabrał mnie nasz szofer, abym ochłonęła po tym jakże-dramatycznym-i-upokarzającym wydarzeniu.
-Coldy, sądzę, że powinienem zadzwonić do twojej mamy- pan Petterson nie był zadowolony z mojej niespodziewanej wizyty.- I jakim cudem mogłaś wydać 515 dolarów na taksówkę? Jechałaś do Nowego Jorku, czy co?
-Jeszcze nie- odparłam tajemniczo.- Właściwie to wydałam 715 dolarów. Ale to już szczegół... Jejciu, jak już się zrobiło późno...- spojrzałam na swój fancy zegarek. Faktycznie, to latte kosztowało mnie dość sporo czasu. A musiałam się dziś z wszystkim wyrobić...
-Dopilnuję, żebyś tym razem dotarła do szkoły. Odwiozę cię.
Nie protestowałam. Przecież to właśnie tam chciałam się znaleźć.
:* :* :*
Na szczęście właśnie trwały lekcje, więc nie ryzykowałam, że ktoś mnie zauważy. Trzeba było tylko sprytnie przemknąć przez miejsca, w których znajdowały się kamery. Wczoraj, gdy weszłam do pomieszczenia z monitoringiem, pod pretekstem poszukiwań komórki, zauważyłam, że kamery obejmują tylko środek korytarza. Obie strony, gdzie znajdowały się szafki były niewidoczne. Weszłam przez frontowe drzwi i od razu przylgnęłam do szafek po lewej stronie. Poczułam się, jak ta słynna agentka, Lara Croft. Tylko, że nawet w kreacji emo byłam bardziej fancy. Podśpiewując sobie pod nosem wszystkie znane szpiegowskie melodie, przemknęłam do schowka na środki dezynfekujące. Po zeszłorocznej aferze alkoholowej, kiedy przeszukano wszystkim szafki, nie mogłam ryzykować ukrycia dowodów w swojej szafce. Nie mogłam ich schować w domu ze względu na naszą pomoc domową, panią Mitchell. Co czwartek wywracała ona dom do góry nogami, by nie było w nim ani strzępka kurzu. W dodatku byłam pewna, że czyta mój sweet pamiętnik. Stanęłam przed drzwiami do schowka. W pierwszej klasie, gdy Ashlyn chodziła jeszcze z Brad'em, obaj odkryli, jak otworzyć schowek bez klucza, by móc spędzić "pięć minut w niebie" bez dodatkowych świadków. Wyjęłam błyszczyk, posmarowałam nim szparę między zamkiem, po czym odsunęłam pilniczkiem metalową blaszkę tak, że zniknęła ona w drzwiach. Drzwi się uchyliły. Jejciu, dobra jestem! Weszłam do ciemnego, brudnego schowka (który według mnie wcale nie był fancy miejscem do sekretnych randek) i zapaliłam światło. Fala kurzu aż uderzyła w moje delikatne nozdrza. Tu z pewnością nikt nie znajdzie naszych dowodów. Schowałam je za uschniętą roślinką, która była dziwnie podobna do tej, którą kupiłam swojej nauczycielce matmy, gdy zdałam. Poznawałam nawet tą różową doniczkę i cały multum fancy wstążek... Zrobiłam krok w lewo, by zobaczyć, czy pod kątem też nie widać naszych dowodów. Zawadziłam torbą o kij od miotły, który zwalił się na podłogę, ciągnąc za sobą również niezliczoną ilość przedmiotów. Już słyszałam w myślach krzyki dyrektorki i odgłos policyjnych syren, które obwieszczą moje zatrzymanie przez policję za włamanie do schowka na miotły. Chociaż może policjant byłby fancy... Stwierdziłam jednak, że potencjalna miłość mojego życia nie rekompensuje wizyty w więzieniu. Oni mają tam takie nie-fancy ciuchy... Wybiegłam więc czym prędzej ze schowka, zatrzasnęłam drzwi i odwracając głowę co chwilę, by sprawdzić, czy nikt mnie nie goni, wyszłam ze szkoły. Na moje szczęście hałas nie był tak duży, jak mi się zdawało, gdyż nie słyszałam, żeby nauczyciele biegali, a dyrektorka krzyczała wniebogłosy. Uśmiechnęłam się. Kolejna faza misji: Moja-sweet-16 zakończona sukcesem.
:* :* :*
Wizyta w kawiarence internetowej zajęła mi więcej czasu, niż myślałam. Wybranie fancy hotelu było jedną z najważniejszych rzeczy w całej misji. Zastanawiałam się, czy hotel z jacuzzi w łazience będzie lepszy od hotelu z podgrzewanym basenem i pokojami na 11 piętrze. Niestety w żadnym hotelu w Nowym Jorku nie było różowych pokoi. No, PRAWIE żadnym. Znalazłam dwa, które nawet miały brokatowe tapety, ale nie byłam aż tak zdesperowana, żeby rezerwować nam pokoje na "noc pełną rozkoszy w domu miłości Leny Coben" lub na "niezapomniane odczucia w pokojach z azjatyckimi niespodziankami". Chociaż ta druga nazwa brzmiała obiecująco... Nie byłam jednak pewna, czy te "azjatyckie niespodzianki" to sushi, więc dałam sobie spokój. Zamierzałam umieścić Matta z Marcosem w jednym pokoju, a nie chciałam, by odżyły w nich relacje z naszej drogi na obóz. Zdecydowałam się więc na hotel z krytym, podgrzewanym basenem i pokojami, które wychodziły wprost na rozrywkową dzielnicę. Kliknęłam w "rezerwuj pokoje" i nie mogłam przestać się uśmiechać. Jejciu, naprawdę to robię! Moja sweet 16 będzie najbardziej fancy ze wszystkich sweet 16 świata! Nagle moja komórka zapikała. Sophie pytała jak się czuję i czy na pewno nie dam rady pójść z nimi do kina. Odpisałam jej szybko, że jest ze mną tak źle, że musiałam zmyć makijaż i założyć pidżamę i że życzę jej fancy seansu i dużo płaczliwych scen w filmie. Po zarezerwowaniu pokoi zapłaciłam za korzystanie z internetu (tym razem zabezpieczyłam się wizytą w bankomacie) i wyszłam na zewnątrz. Spojrzałam na zegarek. Już 15, a jeszcze tyle do zrobienia!

Hej, hej, a gdzie nowe wpisy ;-;
OdpowiedzUsuńJuż 5 miesięcy minęło, a wy nic nie dodajecie.
Tęsknię
Ja też tęsknię, drogi Anonimowy ;(
UsuńAle to miłe, że ktoś jeszcze podziela moją rozpacz :)
Nakrzycz na Marcosa, bo to jego wina, zagubił się gdzieś w drodze z siłowni do szkoły i twierdzi, że mu się nie chce pisać...
W Tobie ostatnia nadzieja!
Całuski, Coldy :*:*:*