środa, 4 kwietnia 2012
Rozdział 5: W klatce u różowego potwora
Jechaliśmy pociągiem.
Nigdy nie wierzyłem w przesądy, tak samo jak w złe czarownice próbujące nabrać dzieci na swoją "słodką" osobowość. Widać ta wycieczka miała za zadanie mnie tego nauczyć. Pół godziny temu ADHD oznajmiła, że wszyscy mamy godzinę na zdrzemnięcie się. Sama rozłożyła się na 2 siedzeniach, nam zostało oprzeć się na pionowo postawionych oparciach lub na sobie. W tym wypadku oczywiste było, że żadne z nas nie chciało skorzystać z któregokolwiek z powyższych rozwiązań. Wariatka nawet przez sen sprawiała wrażenie niebezpiecznej, Sophie mruczała "swoje spostrzeżenia" pod nosem, a ja zastanawiałem się, nie pierwszy raz zresztą, na jakim terenie bezpiecznie będzie wyskoczyć przez okno.
W końcu Sophie rzuciła mi spojrzenie typu "jeśli-podczas-snu-położę-ci-się-na-ramieniu-nie-zrzucaj-mnie-ani-nie-rozmarzaj-się-za-bardzo" i obróciła się by zasnąć. Przez myśl przemknęło mi, że to najdłuższe przesłanie wysłane samym spojrzeniem w historii mojego życia. Uśmiechnąłem się przez chwilę, a potem moje spojrzenie padło na Coldy. Znów spojrzałem tęsknie przez okno.
Kolejne pół godziny później przez muzykę płynącą z mojego ipod'a przedarł się dzwonek budzika panny ADHD. Okazało się, że leżał obok jej torebki, którą trzymała pod głową. To była moja szansa. Sophie już zaczęła się budzić z jakiegoś nadzwyczajnie szczęśliwego snu. Nie chciałem czekać, aż ta psychopatka zrobi to samo. Pochyliłem się i szybkim ruchem wyłączyłem jej budzik. Przez chwilę zanurzyłem się w euforii przy dźwiękach kompletnie nieznanej piosenki płynącej z radia. Moje szczęście nie trwało jednak długo. Napotkałem spojrzenie rozbudzonej już Sophie. Niechętnie wyjąłem słuchawki z uszu.
- Może powiesz mi, że nie zrobiłabyś tego samego? - Rzuciłem niechętnie w odpowiedzi na jej zdumione spojrzenie.
- Hm, ależ nie, po prostu ja bym się pewnie nie chciała do niej zbliżyć z metrowym kijem w ręku. - Wzruszyła obojętnie ramionami. Widocznie jej pierwsze zaskoczenie już minęło.
Roześmiałem się, słysząc ten tekst.
- Wiesz, w normalnych okolicznościach ten budzik by mnie nie obchodził, ale zrobiłem to w obronie własnej. - Uśmiechnąłem się szeroko, ciesząc się, że może nie jest tak źle jak zakładałem. Przynajmniej ona też nie przepadała za Coldy. Mogła być maniaczką, typem oschłej arystokratki czy jakimkolwiek innym, ale przynajmniej nie wyglądała na psychopatkę, tak jak panna ADHD. Wszystko jest lepsze od rozstawiającej po kątach nadpobudliwej i całej RÓŻOWEJ dziewczyny.
- Zostałeś zmuszony? To tak jak ja. - Dodała nie czekając na odpowiedź. - Jakiego miała na ciebie haka?
Zastanowiłem się, czy mogę jej powiedzieć prawdę zamiast używać "oficjalnej wersji". Po kilku sekundach doszedłem do wniosku, że wersja oficjalna jest wymyślona dla chłopaków i zainteresowanych sprawą, a z Sophie płynęliśmy na tej samej fali. Przynajmniej w tej chwili.
- No. - Skrzywiła się lekko z nieznanego mi powodu. - Jakoś tak poszło. Powiedzmy, że moi rodzice pracują dla pani Canavan, a w tej branży liczą się wpływy i spełnianie zachcianek wyżej postawionych ludzi. Tym razem jej mama - wskazałem na rozłożoną przed nami Coldy - posunęła się do zaangażowania mnie w swoje życzenie. I tak wylądowałem tutaj, zamiast spokojnie i według planu spędzać wolne dni. - Poczułem swojego rodzaju ulgę, że mogłem się wygadać. Nie chciałem jednak by teraz Sophie wiedziała o mnie więcej niż ja o niej. - A ciebie co tu sprowadziło?
- Cóż, rodzice, jak się można domyślić. - Posłała mi blady uśmiech. - A może powinnam powiedzieć, że cała rodzina na mnie polega. To nie fair, że tak poważane osoby wyręczają się nastolatką, która niedawno przeżyła przeprowadzkę z domu rodzinnego do cioci i do tego została siłą zapisana do SZKOŁY. - Ostatnie słowo wymówiła z taką niechęcią, że ledwie powstrzymałem uśmiech. Wciąż pamiętałem jak pani Hill mówiła nam, że Sophie do niedawna uczyła się w domu i określiła zamaszystym ruchem ręki jak wielkiej pomocy w zaaklimatyzowaniu się potrzebuje nowa uczennica, co Sophie skwitowała wtedy skwaszoną miną.
- Znam ten ból. Choć mnie było chyba łatwiej znaleźć się w szkole. Zacząłem w wieku kilku lat i pierwszy rok polegał na wywoływaniu zdumienia u nauczycieli. Znałem materiał z pierwszej klasy i czytałem na poziomie ostatniej klasy junior school. - Dodałem w odpowiedzi na niezadane pytanie.
- Mhm. Musiało ci być łatwo w późniejszych latach. - Nie wykazywała większego entuzjazmu podczas rozmowy. Mój zapał do rozmowy też przygasł. Postanowiłem doprowadzić temat do końca.
- Biorąc pod uwagę liczbę wezwań do dyrektora nie bardzo. Okazuje się, że chłopacy zazdrośni z powodu pochwał z wielką chęcią i zapałem zabrali się za robienie ze mnie pierwszej swojej szkolnej ofiary. Na szczęście mój ojciec trochę mnie szkolił i jak dotąd nie wiem jak smakuje woda z toalety. - Zaśmiałem się widząc jej minę. Chyba trochę pozieleniała. - Tak, w statystykach wypadłabyś lepiej ode mnie. Szkoła w domu nie gwarantuje takich atrakcji. Ale zwykła szkoła nie jest taka okropna, jak już się przyzwyczai.
Widać było, że poważnie wątpi w moje słowa. Już otworzyła usta żeby odpowiedzieć, kiedy stało się coś co wstrząsnęło nami wszystkimi.
Rozległ się ogłuszający pisk, a potem dźwięk jakby jakiś ogr walnął w wagon maczugą. Pociąg stanął w miejscu. W tym samym czasie stało się kilka rzeczy.
Najpierw Coldienne otworzyła oczy i spojrzała na nas nieco zdziwiona. Z 3 sekundy potem była już całkiem rozbudzona i na jej twarzy wykwitł uśmiech tak szeroki, że ukazywał chyba wszystkie jej górne zęby. Zrobiło mi się niedobrze. W tej samej chwili do przedziału wszedł konduktor, mówiąc że jest awaria i jesteśmy na pustkowiu.
- Przykro mi dzieciaki. - Zwrócił się do nas, bo tylko my byliśmy w tym przedziale. - Nie mamy jak zapewnić wam jakichś atrakcji, a pociąg ruszy może niedługo, a może nawet za kilka godzin. W najlepszym bądź razie możecie wyjść na zewnątrz. Bylebyście się zbytnio nie oddalali, bo nie będę was potem szukał. - Puścił nam oko i wyszedł.
- Oooh. - Westchnęła ADHD. - Ależ uroczo. Siedzicie sobie, gadacie... Jak para zakochanych! - Uśmiechnęła się, a my chyba jednocześnie zrobiliśmy bardzo niezadowolone miny. - Szkoda tylko - zwróciła się do mnie - że mnie nie obudziliście. A myślałam, że nie będziecie dawać mi spokoju żeby się pobawić. - Już myślałem, że będzie miała pretensje, ale ona znów szeroko się uśmiechnęła. - Aż tak dbacie o to, żeby wasza fency przyjaciółka miała energię do tych wszystkich rozrywek!!! Jacy wy jesteście sweet!!!
W tej chwili już mnie konkretnie zemdliło. Miałem aż za dużo powodów by uważać, że wcale nie jestem "sweet". Nie, ja stanowczo nie zasłużyłem na bycie SWEET. To się musiało kiedyś skończyć! Przeklęty los, czemu rozbiliśmy się tak daleko od cywilizacji??? Czemu nie miałem nawet marnej szansy by uciec?!
Przyłożyłem czoło do i tak niezbyt chłodnej szyby. Usłyszałem tylko cichą wypowiedź Sophie:
- SWEET?! Co to wogóle ma znaczyć?!
A potem nie wytrzymałem. Zerwałem się z miejsca i wybiegłem na zewnątrz. Miałem ogromną nadzieję, że ADHD będzie na tyle zszokowana że nie pobiegnie za mną w tych swoich różowych pantofelkach na obcasach.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Panna ADHD. Ciekawie irytująca postać.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam na mój blog :)