Nie mogłam się już doczekać, aż moi przyjaciele przyjdą na peron.
Żeby mogli mnie szybciej znaleźć zrobiłam dość duży transparent z napisem
"Zebranie najwspanialszej wycieczki w tym roku -Coldy Canavan". Byłam
z niego dumna. Niektórzy przechodzący turyści śmiali się i pokazywali go
palcami. Będę popularna. Poprawka. Już przecież jestem. Gdy zauważyłam idącego
ze spuszczoną głową kilka kroków przed rodzicami Marcosa uśmiechnęłam się
szeroko i zawołałam go. Mój przyjaciel wyglądał, jakby szedł na egzekucję.
-Nie martw się, zaraz rodzice pójdą i już przez dwa tygodnie będziesz od nich uwolniony -szepnęłam do niego.
Moja mama właśnie rozmawiała z jego rodzicami, gestykulując zawzięcie.
-No, Marcos, pora na nas. Trzymaj się. Zadzwonimy do ciebie, jak dotrzesz na miejsce.- pożegnali się jego rodzice.
Mój przyjaciel odwrócił się do mnie, oceniając mnie wzrokiem. Widać, że mu się podobałam.
-Na miejsce czyli gdzie?- zapytał niepewnie.
-To niespodzianka. Nie martw się, wszystko zaplanowałam. Nie zgubimy się. Chyba żebyś chciał...
Puściłam do Marcosa oczko, gdy zauważyłam idącą Sophie. Jej mina wskazywała wściekłość. Od razu podbiegłam, pocałowałam ją trzy razy w policzki, tak jak to robiła Bridgit.
-Nie martw się, zaraz rodzice pójdą i już przez dwa tygodnie będziesz od nich uwolniony -szepnęłam do niego.
Moja mama właśnie rozmawiała z jego rodzicami, gestykulując zawzięcie.
-No, Marcos, pora na nas. Trzymaj się. Zadzwonimy do ciebie, jak dotrzesz na miejsce.- pożegnali się jego rodzice.
Mój przyjaciel odwrócił się do mnie, oceniając mnie wzrokiem. Widać, że mu się podobałam.
-Na miejsce czyli gdzie?- zapytał niepewnie.
-To niespodzianka. Nie martw się, wszystko zaplanowałam. Nie zgubimy się. Chyba żebyś chciał...
Puściłam do Marcosa oczko, gdy zauważyłam idącą Sophie. Jej mina wskazywała wściekłość. Od razu podbiegłam, pocałowałam ją trzy razy w policzki, tak jak to robiła Bridgit.
-Witaj, kochana. Właśnie czekaliśmy z Marcosem na ciebie.
Sophie mruknęła coś na kształt "świetnie". Więc ona tez
już się nie może doczekać!
-Tak się cieszę, że jednak możecie ze mną jechać. Będzie
fensy!!
W oddali ujrzeliśmy nadjeżdżający pociąg. Pożegnałam się z mamą.
-Za mną!- rozkazałam przyjaciołom, torując sobie drogę wśród
turystów moim różowym transparentem. Chwilę później znaleźliśmy się w pociągu.
-Jakie to szczęście, że znaleźliśmy pusty przedział.
Ustawiliśmy torby na miejscu i usiedliśmy na fotelach. Wybrałam
miejsce naprzeciwko Marcosa i Sophie, by lepiej nam się rozmawiało podczas
podróży. Pociąg ruszył. Zaczęłam wyjmować z podręcznej torby wszystkie
potrzebne rzeczy.
-Podróż będzie trochę trwała, więc przygotowałam parę przekąsek i
gier. Może zaczniemy od gry w "kim jestem" ?
Cisza. Nie zrażona ciągnęłam dalej:
-To ja chcę być
pierwsza – zrobiłam dziwną minę i zaczęłam nerwowo gestykulować. –Kim
jestem?
-Małpą z cyrku, która
zabrała nas tutaj?- mruknęła Sophie.
-Muszę przyznać, że to
było zabawne, Sophie, ale nie. Nie poznajecie? Pani Hill, nasza wychowawczyni!
Ona zawsze tak dziwnie układa usta!
Zaczęłam się śmiać. Z
foteli obok nie dobiegł żaden dźwięk. Pewno są trochę zmęczeni. Ja też prawie
zasypiałam. W końcu była dopiero ósma, a my już od dawna na nogach.
-Mam pomysł! Wszyscy są
podekscytowani wycieczką, ale może prześpimy się trochę, co? Nastawię budzik za
godzinę. Wtedy zacznie się zabawa!
Usłyszałam skrzypnięcie
szyn bardzo podobne do jęku człowieka. Ta kolej jakaś taka stara. Powinni
zainwestować w jeszcze nowsze pociągi. Najlepiej bezgłośne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz