Wyszłam ze szkoły z pośpiechem. Oby mnie nie zauważyła!!! Co ja wtedy zrobię??? Minęłam zatłoczony parking dla uczniów.Jak ja nienawidzę szkoły. Ktoś mnie popchnął tak,że omal nie podarłam świadectwa.
-Uważaj jak chodzisz!!!! Bozia ci oczu nie dała???-krzyknęłam rozzłoszczona.
-Sorki. O Sophie to ty!!!!
O nie!!! To Coldy, świruska z mojej klasy przed którą uciekam.
-Chciałam się upewnić, czy na pewno nie możesz pojechać na obóz z najbardziej fensy dziewczyną w szkole???-wskazała na siebie.
Jaka jest???Fensy??? Język amerykanów schodzi na psy…
-Nie,nie mogę z tobą jechać.Mam już plany.
-Szkoda.-Coldy zrobiła minę zbitego psa.-Może ktoś inny ze mną pojedzie. Ej, Eliot zaczekaj!!!! Świruska pobiegła za chłopakiem,który zaczął przyśpieszać.Skorzystałam z chwili nieuwagi Coldy i wyszłam z terenu szkoły. Przeszłam przez ulice i znalazłam się w moim ukochanym parku.Zwolniłam kroku i spokojnie szłam piękną aleją. Wyjęłam telefon.
„Co tam u ciebie????”-napisałam i wysłałam do mojego najlepszego i zarazem jedynego przyjaciela Daniela.
„Nic ciekawego.Pada deszcz, a w sklepach wyprzedają wiosenną odzież(same brzydkie szmaty!!!!)Jak po szkole”
„Masakra .Cały dzień nic tylko ckliwe przemowy i pożegnania.Oszaleć można!!!!!!!”
„Współczuje skarbie!!!Za mną od rana chodzą jacyś dziwni dryblasi”
„Uważaj na siebie „
„Ok. Musze kończyć. Buziaczki ”
„Pa pa, całuski!!!!!”
Nim się obejrzałam byłam już pod domem.Ze smutkiem opuściłam park i weszłam do domu. Od progu przywitały mnie kochane psy cioci.
-Hej, mali figlarze! Gdzie jest ciocia?
Na te słowa ciotka zawołała mnie do salonu. Siedziała dostojnie i popijała herbatę z moim wujkiem.
-Pamiętasz panią Canavan? Szefową firmy prawniczej w której często załatwiamy swoje interesy.-Wzięła łyk parującej cieczy.-Ma bardzo sympatyczną córkę w twoim wieku, Coldienne.Planuje ona wyjazd na wakacje. Rozmawiałam o tym z twoimi rodzicami. Sądzą, że taka „szkoła przetrwania” to idealny sposób do przystosowania się do dorosłego życia.
-Ale….
-Nie zaczynaj zdania od ale.
-Przepraszam, chodzi o to, że miałam jechać na wakacje do Londynu…
-Będziesz mogła wyjechać tam po obozie. Na razie rodzice przysłali ci małą paczkę na pocieszenie…-powiedziała zza filiżanki z zadowoleniem.
Uśmiechnęłam się do wujostwa i poszłam do swojego pokoju. Wizja paru tygodni z Coldienne wcale nie była zachęcająca, ale jak można się gniewać na rodziców, gdy przymierza się najśliczniejsze sukienki letnie z tego sezonu?
-Uważaj jak chodzisz!!!! Bozia ci oczu nie dała???-krzyknęłam rozzłoszczona.
-Sorki. O Sophie to ty!!!!
O nie!!! To Coldy, świruska z mojej klasy przed którą uciekam.
-Chciałam się upewnić, czy na pewno nie możesz pojechać na obóz z najbardziej fensy dziewczyną w szkole???-wskazała na siebie.
Jaka jest???Fensy??? Język amerykanów schodzi na psy…
-Nie,nie mogę z tobą jechać.Mam już plany.
-Szkoda.-Coldy zrobiła minę zbitego psa.-Może ktoś inny ze mną pojedzie. Ej, Eliot zaczekaj!!!! Świruska pobiegła za chłopakiem,który zaczął przyśpieszać.Skorzystałam z chwili nieuwagi Coldy i wyszłam z terenu szkoły. Przeszłam przez ulice i znalazłam się w moim ukochanym parku.Zwolniłam kroku i spokojnie szłam piękną aleją. Wyjęłam telefon.
„Co tam u ciebie????”-napisałam i wysłałam do mojego najlepszego i zarazem jedynego przyjaciela Daniela.
„Nic ciekawego.Pada deszcz, a w sklepach wyprzedają wiosenną odzież(same brzydkie szmaty!!!!)Jak po szkole”
„Masakra .Cały dzień nic tylko ckliwe przemowy i pożegnania.Oszaleć można!!!!!!!”
„Współczuje skarbie!!!Za mną od rana chodzą jacyś dziwni dryblasi”
„Uważaj na siebie „
„Ok. Musze kończyć. Buziaczki ”
„Pa pa, całuski!!!!!”
Nim się obejrzałam byłam już pod domem.Ze smutkiem opuściłam park i weszłam do domu. Od progu przywitały mnie kochane psy cioci.
-Hej, mali figlarze! Gdzie jest ciocia?
Na te słowa ciotka zawołała mnie do salonu. Siedziała dostojnie i popijała herbatę z moim wujkiem.
-Pamiętasz panią Canavan? Szefową firmy prawniczej w której często załatwiamy swoje interesy.-Wzięła łyk parującej cieczy.-Ma bardzo sympatyczną córkę w twoim wieku, Coldienne.Planuje ona wyjazd na wakacje. Rozmawiałam o tym z twoimi rodzicami. Sądzą, że taka „szkoła przetrwania” to idealny sposób do przystosowania się do dorosłego życia.
-Ale….
-Nie zaczynaj zdania od ale.
-Przepraszam, chodzi o to, że miałam jechać na wakacje do Londynu…
-Będziesz mogła wyjechać tam po obozie. Na razie rodzice przysłali ci małą paczkę na pocieszenie…-powiedziała zza filiżanki z zadowoleniem.
Uśmiechnęłam się do wujostwa i poszłam do swojego pokoju. Wizja paru tygodni z Coldienne wcale nie była zachęcająca, ale jak można się gniewać na rodziców, gdy przymierza się najśliczniejsze sukienki letnie z tego sezonu?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz