piątek, 30 marca 2012

Rozdział 1: Coldy Canavan


-Bridgit, ale na pewno masz zajęte CAŁE wakacje?- spytałam znad laptopa
-Mała, mówiłam ci już, że absolutnie totalnie się nie wyrobię. Zamknijmy już ten temat. Pożyczysz mi tą kremową torebkę? A, i przydałyby się waciki. Twój niby dobry lakier beznadziejnie się marze- mruknęła Bridgit, wpatrując się w swoje świeżo pomalowane paznokcie. Podałam mojej przyjaciółce potrzebne rzeczy i napisałam wiadomość do Kevina. W nim ostatnia nadzieja. Kevina nie było przez ostatnie dwa tygodnie w szkole, więc nie słyszał, że szukam osób, które pojechałyby ze mną na obóz. Po chwili dostałam odpowiedź: "Przykro mi, przewodnicząca, ale ja już jestem na wakacjach. Zostaję tu do września." Mi tez było przykro. Nawet bardzo. Zamknęłam laptopa i odstawiłam go na półkę, koło pluszaków.

-Potrzebowałabym jutro jakiejś extra sukienki. Mała, masz coś odpowiedniego? Wiesz, prezent od mamy, którego nigdy nie ubrałaś, a jest boski?- spytałą znad swoich paznokci Bridgit.

-Impreza? Mogę iść z tobą? Obiecuję, że nie będę naprzykrzać się tobie i...

-Sorry, mała, to impreza zamknięta.

-Trudno. Pójdziemy kiedy indziej. Może we wrześniu...

Bridgit jednak mnie już nie słuchała. W szafie znalazła krótką, czarno-niebieską sukienkę.

-Jakie to szczęście, że nosimy ten sam rozmiar. Oddam ci ją we wrześniu, ok?- Bridgit spakowała sukienkę do torby.- Ale zrobiła się późno... Muszę lecieć. Pożyczam tez tą torebkę i lakier. Miło było.- moja przyjaciółka gwałtownie podniosła torbę, strącając przy tym otwarty lakier na moje świadectwo- Oj, sorki. Dobra, ja lecę. Do jesieni!

-Nic nie szkodzi!Też będę tęsknić!- krzyknęłam, lecz Bridgit już nie było. Zamknęłam już pusty lakier i zbiegłam z kartką do łazienki, gdzie mama się malowała.

-I jak tam nasza gwiazda szkoły? Jedzie z tobą na obóz?- spytała, patrząc w lustro.

-Jedzie do Egiptu i Hiszpanii. Nie będzie jej do września- usiadłam na skraju wanny.-Człowiek jest taki lubiany, a i tak nie ma z kim spędzić wakacji...

-Coldy, nie martw się. Podzwonię po swoich przyjaciołach. Z ojcem Marcosa mam dobry kontakt...

-Marcos wyjeżdża do dziadków- mruknęłam

-Nic nie zaszkodzi zadzwonić. Gwarantuję ci, że jeszcze dziś będziesz miała mnóstwo chętnych na ten twój obóz-gwałtownie zerwałam się uściskałam mamę.- Dobrze, już wystarczy. Wcale nie jestem bezinteresowna. Zaraz przychodzi Mark...

-Tak wiem, pójdę do pokoju i będę udawała, że mnie nie ma. Dzięki mamuś!!

Tak!! Pojadę na swoje wymarzone wakacje!! Wszystko się ułoży. Mama zawsze dostaje to, co chce. To będą najlepsze wakacje w moim życiu !!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz