czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział 33: Tym razem PRAWDZIWY powrót.

    Od prawie pół godziny tłukliśmy się pociągiem przez lasy, pola i Bóg wie co jeszcze, żeby W KOŃCU wrócić do domu. Miałem ogromną nadzieję, że tych kilka godzin minie krótko i bezproblemowo, a przecież miałem się czym martwić... W końcu mimo usilnych prób przekonania siebie, że wcale nie odpowiadam za te dwie wariatki, wepchnąłem się do ich przedziału. I tak na szczęście dotąd nic się nie stało, jednak obawy to obawy, nie znikają, bo "JESZCZE nic się nie stało". Przecież w każdej chwili mogło się stać. Jednego byłem pewien - nie wysiądę dopóki nie dotrzemy do naszej stacji. Nie zgubię się, one się nie zgubią, dotrzemy, oddam je ich rodzicom i wrócę do domu, do Amandy... Amanda!!!
     Wyjąłem telefon i wybrałem numer. Po trzech sekundach usłyszałem sygnał i dziewczęcy głos:
- Hej Marcos! Wracasz już?
- Ta, właśnie jadę. - Specjalnie zsunąłem słuchawki, żeby móc rozmawiać.
- Oki, więc o której będziecie?
- Coś tak koło 15?
- Mnie pytasz? - Roześmiała się. - Dobra, powiem, że koło 14 i najwyżej się poczeka, nie?
- Też tam będziesz? - Chciałbym, żeby była, ale tego nie dopowiedziałem.
- A co myślałeś, że tak po prostu puszczę cię samego do domu i spotkamy się po wakacjach? - Teraz już naprawdę się ze mnie śmiała. - Tylko chłopaków nie będzie, bo jednak ta twoja sweet, emo, czy jak to tam było, podopieczna rzuci im się w oczy.
- No nie podopieczna... Zresztą nieważne, dzięki, nie mogę się doczekać aż cię zobaczę. - Mruknąłem i odwróciłem się w stronę okna, żeby nie widzieć spojrzeń Coldy i Sophie.
- Jasne. I nawzajem. - Odpowiedziała radośnie i przesunęła trochę słuchawkę. - Jedź bezpiecznie, trzymaj się i do zobaczenia.
- Jasne. Cześć. - Odpowiedziałem i się rozłączyłem.
     Schowałem telefon do kieszeni i nadal nie patrząc na dziewczyny sięgnąłem po swoją konsolę, żeby jakoś zapewnić sobie rozrywkę na resztę podróży. Niestety czekała mnie przykra niespodzianka... Nie naładowałem konsoli! Niech to szlag!!! Została muzyka i ewentualnie... karty...
     Zerknąłem na dziewczyny, nie dając po sobie poznać, że przyglądam im się celowo. Coldy właśnie zasypiała albo i już spała, za to Sophie była zajęta nalewaniem sobie herbaty. Już prawie otworzyłem usta, żeby zaproponować grę w te głupie karty, ale się powstrzymałem. Założyłem słuchawki na uszy. Poleciała piosenka zespołu Nickleback. Niespecjalnie moja ulubiona, ale... Nie taka znowu zła.
     Ona i tak ma mnie gdzieś, więc po co pytać? Byle dotrzeć do domu i skończyć przebywanie z nimi. Ta znajomość nie była wcale dobrym pomysłem... Ale jeszcze trochę, a ten koszmar się skończy.
     Miałem wrażenie, że ktoś coś powiedział, może to Coldy mruczała przez sen, a może Sophie zwróciła na mnie uwagę. Jednak oparłem głowę o ścianę, owinąłem się bluzą, pod którą zrobiło się niemiłosiernie gorąco i udałem, że zasypiam, nie odpowiadając.
     Po paru chwilach rzeczywiście straciłem świadomość i przeniosłem się w krainę snów. Przynajmniej w ten sposób uwolniłem się od natrętnych, nieprzyjaznych myśli, a dokładniej - rozważań, czy przebywanie z nimi jest naprawdę takie okropne. W końcu gdybym się przekonywał, że w gruncie rzeczy nie było tak źle, jeszcze zdołałbym je polubić. A wtedy nastąpiłby z pewnością koniec resztek mojej normalności. Więc to nawet lepiej, że w momencie, gdy zaczynałem myśleć, że przeżyłem niezwykłą przygodę, chybotliwy pociąg uśpił mnie na resztę podróży.


2 komentarze:

  1. Buu... co tak krótko? W dodatku liczyłam że pod koniec obozu jakoś się pogodzą czy coś... a oni wracają w jeszcze gorszych nastrojach :(
    Ale to nie jest jakaś końcówka bloga, prawda? Liczę że nie i mam nadzieję, że wszystko się jeszcze jakoś wyjaśni ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Marcos napisał tak krótko, bo jak jest zły na cały świat to nie umie zbytnio racjonalnie myśleć. Ale bez obaw, to nie koniec bloga. Właśnie pierwsza księga dobiega końca, ale w zanadrzu mamy jeszcze trzy :) Liczymy więc, że zostaniecie z nami na kolejne przygody i będziecie nas wspierać :)

    OdpowiedzUsuń