- hej dzieciaki zapakowaliście się już do szkoły? - zagadnął wujek wchodząc do salonu w którym obecnie siedzieliśmy.
- żadne dzieciaki jestem młodą dorosłą - zaprotestowała Maggie
- tak wszystko zapakowane - westchnąłem odkładając zeszyt. Już wiem co teraz będzie, "cudowny" dzień spędzony z moją kuzynką i wujkiem podczas którego nie będę miał ani chwili spokoju. Pięknie a dziś kończą się wakacje.
- Jako że to już wasz ostatni dzień wolnego, a od jutra zaczynają się wasze męczarnie zabieram was do miasta, do kina, na lody i gdzie tam jeszcze chcecie~!
- Na zakupy~!!! - moja kuzyneczka pisnęła podekscytowana biegnąc do swojego pokoju - muszę się jakoś super przebrać może spotkamy Marcosa~! - krzyknęła jeszcze zanim zamknęła drzwi.
Biedny chłopak, dorobił się pycho-fanki. Westchnąłem, wstałem z kanapy i skierowałem się do mojego pokoju. Na szczęście wujek Earl ma duży dom i do tego przydzielił nam osobne pokoje. Jednak czasem talent Maggie do awanturowania się o wszystko bywa przydatny. Inaczej jeszcze wylądował bym z nią w jednym pokoju. Przynajmniej tu mam spokój... - westchnąłem zamykając drzwi od pokoju. Nie przeszedłem dwóch kroków a już usłyszałem radio z pokoju rudzielca - ... no względny spokój.
Szybko przebrałem się z pidżamy w jakieś normalne ciuchy. Zabrałem komórkę i wyszedłem. Skierowałem się do salonu.
- To co wujku mamy jakieś pół godziny, co oglądamy? - zapytałem chwytając pilota - wiesz Maggie tak szybko raczej nie wyjdzie.
- No to wybieraj - uśmiechnął się wujek - przynajmniej wiem że do szkoły powinienem ją zacząć budzić o 7:00 żeby wyrobiła się za wszystkim, co? - zagadnął szturchając mnie w ramię
- tak na to wygląda - również się uśmiechnąłem.
*pół godziny później*
- Maggie wyłaź w końcu!!! Nawet nie masz pewności czy Marcos będzie na mieście ani czy go spotkamy a ty pewnie i tak przymierzasz już któryś z kolei zastaw ciuchów!!!! - westchnąłem nadal dobijając się do jej drzwi.
- Oi nie któryś tylko 7 - westchnęła pretensjonalnie - ja mam za dużo stylu by wyjść na ulicę w pierwszych lepszych rzeczach, nie to co ty - fuknęła
- No ale żeby pół godziny - westchnąłem, ale zaraz wpadłem na pomysł jak ją szybko wygonić z tego pokoju - pospiesz się bo każdą minute spóźnienia wujek odejmuje z twojego czasu na zakupy!!! - krzyknąłem. Uśmiechnąłem się odchodząc od drzwi. Jeszcze bym dostał nimi w nos. Dosłownie pół minuty potem Maggie gotowa ( no nieco tylko zziajana) stała przed drzwiami gotowa do wyjścia.
- Chodźcie wreszcie - westchnęła poirytowana - i to niby wy czekaliście na mnie?
- Wow Matt genialny sposób - pochwalił mnie.
- prawda?- uśmiechnąłem się - działa bezbłędnie za każdym razem.
Sophie:
-Kochanie, rodzice przysłali pocztą resztę twoich ubrań. Zrób miejsce w pokoju, bo dostawca długo ich nie utrzyma.
-Tak,tak...-powiedziałam ciężko podnosząc się z łóżka.
Zamknęłam wszystkie torby, które starałam się rozpakować i ułożyłam je w jednym miejscu, robiąc wolną przestrzeń na paczki.Młody dostawca przyszedł zziajany i ułożył we wskazanym miejscu spory stosik.
-To już trzecia dostawa. Często jeszcze będę tu przychodził?
-Mam nadzieje,że nie.
-Szkoda, polubiłem przychodzenie tu. Gdyby wszystkie odbiorczynie paczek były takie ładne…
-Tak,tak, ciocia zapłaci za przesyłkę na dole. Żegnam – powiedziałam patrząc znacząco na wyjście.
Chłopak zrezygnowany wyszedł z pokoju. Jak ja nie lubię zaczepek ze strony jankesów. Przynajmniej
paczki doszły na czas. Całe szczęście, bo jutro rozpoczęcie roku, a ja
zapomniałam galowych ubrań z Londynu. Ah, koniec wakacji, czas na ich
podsumowanie. Do obozu niema co wracać, podsumowałam wszystko
kilkanaście razy. Coldy nie widziałam od tego czasu. Do Matta miałam
pisać , ale zgubiłam kartkę z numerem. Marcosa widziałam raz, jak szedł
ze swoimi znajomymi, ale skręciłam
w boczną uliczkę, żeby ich minąć. Reszta wakacji? Krótki czas w domu. I
do Londynu, a tam wyjazd do letniskowego domku Daniela. To było coś!
Kilka dni relaksu było mi potrzebne. Wydaje mi się, że odkąd wyjechałam
do Ameryki mam lepszy kontakt z Danielem. Zaczęliśmy bardziej doceniać
swoje towarzystwo. Szkoda, że tak się stało, gdy zaczął oddzielać nas
ocean. Teraz jeszcze bardziej boli brak znajomych w tym mieście. Dobra,
takie podsumowanie tylko mnie dobija.
Po
obiedzie wyszłam z psami ciotki do parku. Spędziłam tam całe
popołudnie, starając się zapomnieć o nieuniknionym powrocie do szkoły.Marcos:
- Marcos, gdzie masz krawat? - Mama przeszukiwała mi szafę.
- Używam go parę razy w roku, skąd mam wiedzieć... - Mruknąłem, niezadowolony. Boże, jutro apel... Będzie tam Sophie, Coldy... Brrr, nie, to co zdarzyło się w wakacje zostaje za nami. Udajemy, że to się nie stało. A przynajmniej ja udaję. Nie mam zamiaru się z nimi przyjaźnić, czy chociaż kolegować. Nie będę nawet o nich myślał! Jakby szkoła sama w sobie nie było dość upierdliwą placówką, jeszcze mam się nimi przejmować?!
- ...Marcos, mówię do ciebie! Popatrz na mnie.
- Aaa... Przepraszam. - Przeczesałem włosy palcami. - To wszystko przez tę różową wariatkę... No i Sophie.
Ale przecież od szkoły się nie wymigam - dodałem w myślach.
- Przepraszam, Marcos. Wiesz, szefowa...
- Wiem. Znalazłaś już ten krawat? Chyba widziałem go w szufladzie... - Zmieniłem temat. Mama znała mnie na tyle, by wiedzieć, że po prostu nie chcę o tym mówić.
- Już znalazłam. Jesteś pewien, że masz wszystkie zeszyty, książki i przyrządy?
- Ehh... Taa, jestem pewien.
- Dobrze. To jeszcze wyprasuję ci koszulę i będziesz gotów.
- Dzięki. - Odwróciłem się do komputera.
Sugar_Lady: Hej, jesteś, czy cię wywiało? Głupi, wieszający się komp... :/
BlackBlade: Jestem. Sorry, przygotowania do szkoły.
Sugar_Lady: Jasne, kminię.
Sugar_Lady: Zakład, że pokonam tę grupkę na schodach pierwsza?
BlackBlade: Marz dalej. ;P
Zabrałem się za grę. W końcu nie będę marnował czasu swojego ostatniego dnia wolności na rozmyślania. Spędzę go tak, jak chcę. I nic mi w tym nie przeszkodzi.
Ekran pokryły czarne plamki.
Kurde, zginąłem.
BlackBlade: Nieładnie tak eliminować towarzyszy.
Sugar_Lady: Ktoś coś mówił, że to ja?
Drago: Yo, ludzie. BlackBlade, zabrałbyś mi radość zabicia awatara mojej byłej, sorry.
BlackBlade: To mi kurna nic nie zmienia, przez ciebie muszę restartować grę... -.-
Drago: No mówiłem, sorry.
BlackBalde: Wygram i tak.
Resztę dnia spędziłem na zabawie. Jednak nic nie mogło odegnać przykrej wizji następnego dnia...
Powrót do szkoły. Niech to szlag.
Coldy:
-Siema mała, odstawiam ciuchy- usłyszałam w drzwiach. Gwałtownie oderwałam się od laptopa, rozlewając przy tym mój sweet różowy lakier na łóżko.- Bridgit! Tak się cieszę, że cię widzę!
Rzuciłam się mojej fancy przyjaciółce na szyję. Bridgit była mocno opalona: słońce Egiptu wyraźnie odbiło na niej swoje piętno.
-Jakiś wielki murzyn mnie wpuścił. Kim on jest?- zapytała Bridgit, rzucając torbę w kąt.
-Oh, to tylko Simba. Mieszka tu- odparłam, wreszcie ją puszczając i przypominając sobie o lakierze.- Tak strasznie się stęskniłam!
Wytarłam pobieżnie różowy płyn z narzuty i usiadłam na łóżku, podczas, gdy Bridgit stała przed otworzoną szafą i przeglądała zawartość.
-Na obozie było okropnie! Z początku taki Marcos, kojarzysz, wydawał mi się strasznie sweet, zrobiłam pierwszy krok, jak radziłaś, wszystko szło świetnie, ale nie chciał iść na całość. Nie wiem, może mu się nie podobałam? No bo przecież mówiłaś, że jak dziewczyna jest fancy, to faceci myślą tylko o jednym. W każdym bądź razie potem było lepiej, choć raz prawie umarł i ja też, ale najgorzej było, kiedy dotarliśmy do obozu...
-To wszystko działo się w pociągu?- mruknęła Bridgit, wyciągając z szafy bluzkę na ramiączkach od Coco Chanell.
-W trakcie podróży. Ale w obozie okazało się, że mieszkam z taką Maggie. Ruda, młoda, miała przebity język i totalnie leciała na Marcosa! Próbowałam ratować nasz związek, ale było już za późno. Odbiła mi go. Więc ze smutku wyrzuciłam ją i czekoladki z domu i zmieniłam styl. Wtedy, gdy byłam emo poznałam taką Ninę, Ricky'ego i resztę... Zaprosili mnie na imprezę, ale chyba te zapiekanki nie były eko, bo rano czułam się strasznie. Ale Ricky był bardzo miły. Szkoda, że nie mam jego numeru... A no i był jeszcze taki Matt...
-Fajnie, mała, rozumiem, poznałaś wielu przyjaciół. Słuchaj, mogę pożyczyć ten top? Dzisiaj jest impreza na koniec wakacji i...
-Proszę, proszę, mogę iść z tobą?- zrobiłam minkę tego sweet kociaka ze Shreka.
Bridgit nie miała zachwyconej miny. Dziewczyna tęsknie spojrzała na top od Prady.
-Właśnie miałam ci to zaproponować- mruknęła.
Rzuciłam się swojej przyjaciółce na szyję.
-Dzięki!- pisnęłam.- Zobaczysz, będzie fancy! Zaraz znajdziemy jakieś super sweet ciuchy, umalujemy siebie nawzajem, pan Petterson nas odwiezie, a potem możemy zrobić nocne piżama party...
-Limuzyną?- Bridgit wyraźnie się rozpromieniła.
-Jeśli mama się zgodzi....
-Chodź, idziemy się spytać- dziewczyna zaciągnęła mnie na dół, do salonu, gdzie Wilow właśnie oglądała telewizję, całując się z Simbą na kanapie.
-Pani Canavan, mogłybyśmy wypożyczyć limuzynę na dzisiejszy wieczór?- wypaliła od razu Bridgit, nie czekając nawet, aż mama oderwie się od chłopaka.
-Dziewczynki, ale jutro szkoła...
-To tylko mała impreza u znajomych. Obiecuję, że Coldy wróci do domu przed północą.
-Dobrze, ale zero alkoholu.- dziewczyna uśmiechnęła się i ruszyła na górę.- Bridgit? Zostajesz tutaj na noc?
-Oczywiście. Nie chcę kręcić się po nocy i budzić rodziców. Jeśli oczywiście to nie problem...
-Nie, skądże. Rano pan Petterson odwiezie was do szkoły. Miłej zabawy!
-Dzięki, mamo!
Pobiegłyśmy na górę do mojego pokoju.
-Jejku, twoja mama kręci z tym murzynem? Ale fakt, jest przystojny... Jak ma na imię?
-To dość skomplikowane...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz