piątek, 6 września 2013

Rozdział 1 : Matt Solitarie


Obudził mnie swąd przypalonego naleśnika. Wyskoczyłem z łózka i poleciałem szybko do kuchni. Okazało się że to mój wujek robił śniadanie i po prostu się zaczytał.
- Widziałeś Matt Pittsburgh Steelers pokonało wczoraj Cincinnati Bengals nieźle sobie radzą w tym sezonie, myślisz ze dojdą do finałów? Bo wiesz teraz mają się zmierzyć z... - Earl rozgadał się o football'u amerykańskim zupełnie ignorując czerniejący na patelni naleśnik.
- Wujek powinien przestać czytać przy śniadaniu bo jeszcze kiedyś spowoduje pożar- westchnąłem wyłączając kuchenkę i otwierając jedno z okien. - Poza tym jak znam życie Maggie zaraz wejdzie tu zdenerwowana i zacznie gadać że...
- Czy wy nie wiecie że aby zachować idealną skórę trzeba spać 10 godzin dziennie a wy mnie budzicie po... 9 godzinach 55 minutach i jak ja mam się spodobać Marcosowi w takim stanie?- jęknęłam siadając na krześle obok wujka.
- W takim stanie to lepiej nigdzie nie wychodź- westchnąłem usuwając poczerniałe ciasto z patelni- najlepiej wracaj do siebie to wszyscy się ucieszą- mruknąłem do siebie, ale tak by nie usłyszała. Earl w tym właśnie momencie podniósł wzrok na siostrzenice... i to był jego błąd, z wrzaskiem zleciał z krzesła.
- Maggie skarbie, coś ty sobie zrobiła?!- zapytał przerażony oglądać jej zielono-biało-niebieską twarz - jeśli chcesz kibicować Seattle Seahawks to nie w moim domu panienko, poza tym rozmazałaś farbę tak, że wyszła szarawa breja a nie dumna flaga godna jakiegokolwiek zespołu. - otrząsnął się po chwili i usiadł na krześle zaczynając dawać dziewczynie rady odnośnie oddawania hołdu klubom piłkarskim i kibicowania im. Ta z nieszczęśliwą miną... no cóż podejrzewam ze była nieszczęśliwa bo ciężko to było zobaczyć z pod taką ilością maseczki do twarzy.
-To ja się zajmę tymi naleśnikami westchnąłem zakładając fartuch wujka, a ponieważ to zagorzały fan to nawet tu znalazło się logo jakiegoś zespołu. Jakiego? Nie wiem i nie za bardzo mnie to obchodzi, nie jestem zagorzałym kibicem i chyba nigdy nie będę, no cóż to mnie po prostu nie interesuje.
Pogłośniłem radio by nie słyszeć tłumaczeń Meggie, jeszcze bym się nad nią zlitował i jej pomógł. Usmażyłem już z 10 naleśników gdy rudowłosa wreszcie wykrzyczała ze nie kibicuje nikomu i jest to jedynie coś co kobiety nakładają na twarz by ładniej wyglądać. No niby szczęście, że powiedziała i teraz powinna mieć spokój, ale niestety tylko hipotetycznie bo to że "nie kibicuje" tak mocno zabolało wujka, że zaczął jej opowiadać i przekonywać do wstąpienia do fanklubu jego ukochanego zespołu.
Przerzuciłem jeszcze ze dwa naleśniki gdy ktoś odciągnął mnie w bok.
- Matt, Matt, Matt - pisnęła zdenerwowana - zajmij czymś Earl'a mam go dość, proszę muszę się przyszykować, a zaraz trzeba wyjechać, proszę~!
-No nie wiem, nie wiem.... a co ja będę z tego miał?- uśmiechnąłem się kończykiem ust wycierając ręce w fartuch.
- Co chcesz, zrobię co chcesz - prosiła dalej. Rany musi być naprawdę zdesperowana skoro wysuwa takie warunki.
- Nie będziesz do mnie łazić w szkole, nie znamy się - powiedziałem stanowczo
- to chyba jasne ktoś taki jak ty tylko zniszczyły moją przyszłą popularność- urażona założyła ręce na piersi i spojrzała na mnie wyniośle... co wyglądało dość ciekawie skoro jest ode mnie trochę niższa.
- no tak to oczywiste, ale musiałem to ustalić- westchnąłem - masz nie mówić swoim wujkom a moim rodzicom ani nikomu innemu co DOKŁADNIE robię w szkole. Czyli na jakie zajęcia dodatkowe się zapisuje, z jakimi ludźmi rozmawiam i przyjaźnię się, ani ile czasu poświęcam na doskonalenie strzelnictwa.... lub czegoś w stylu taty. Kiwnęła głową potakująco - to nie wystarczy, przysięgnij na... na... na swoje wszystkie torebki paski i "designerskie" ciuchy - podałem jej rekę na znak zgody.
- Ale wszystkie~!- jęknęła- dobra- niechętnie podała mi rekę- ale zajmij go czymś TERAZ!
- Dobra, dobra uspokój się - westchnąłem uśmiechając się przyjaźnie. Odwróciłem się od niej by przewrócić kolejnego naleśnika- Ej wujku może damy się jej przebrać bo jak wyjdzie na miasto przemalowana na kosmitkę to jeszcze ją wojsko zgarnie, co?- zażartowałem, tak by trafić w gust wujka... nigdy nie rozumiałem jego poczucia humoru
- Hahaha Matt masz rację - uśmiechnął się przyjaźnie. Moja kuzyneczka pisnęła szczęśliwa biegnąc do pokoju.
******
- No szybciej zaraz się spóźnimy - Pokrzykiwała Maggie malując usta we wstecznym lusterku.
- a przez kogo?- Westchnąłem odsuwając od siebie róż na policzki. Jeszcze na jakimś wertepie wysypałby mi się na białą bluzkę.
- Ja zawsze muszę wyglądać perfekcyjnie - prychnęła wracając do poprzedniej czynności. -Wuju zatrzymaj się... już.... TERAZ- wrzasnęła wystraszona. Samochód zatrzymał się a ona popchnęła mnie żebym wysiadł. - Jesteśmy przecznicę od szkoły - wyjaśniła- nie chcę tam wjechać w takim pospolitym aucie dodatkowo obwieszonym wszelki drużynowymi ozdobami, mowy nie ma Matt rusz się idziemy na piechotę!!!- pokrzykiwała.
westchnąłem po raz kolejny tego dnia ( oj coś czuję że przy niej to będzie mój stały nawyk) i powlokłem się za nią. Oczywiście na apel już nie zdążyliśmy. Usłyszałem tylko ze jestem spóźniony, że mam iść do 203 bo tam zostałem przypisany. Wzruszyłem ramionami i ruszyłem przed siebie zostawiając Maggie samą z poszukiwaniami gabinetu 102, no cóż z własnej winy nie chciała przyjść tu w wakacje i obejrzeć szkoły, to niech się pomęczy.
Przed gabinetem odetchnąłem, wygładziłem włosy i rozpiąłem ze 2 guziki od koszuli. tu było po prostu za gorąco, poza tym zapięta całkowicie koszula okropnie uwierała mnie w szyję. Zapukałem grzecznie i wszedłem do środka. Podszedłem do trochę skołowanej nauczycielki i z przepraszającym uśmiechem wręczyłem jej kartkę którą dostałem przy wejściu do szkoły razem z krzykami niezadowolonej sekretarki... ale te raczej zostawię dla siebie.
Nauczycielka przeczytała uśmiechnęła się do mnie promiennie i zaczęła mówić.
- No więc tak jak wam mówiłam do naszej grupy dołącza nowy uczeń. Matt... może sam się przedstaw.
- No więc - zaśmiałem się nerwowo- nazywam się Matt Solitarie i... - zapomniałem szkicownika, przeszło mi przez myśl, ale tego przecież nie powiem. Na szczęście nie musiałem przedstawić się dalej bo do moich uszu doleciało
- Matt!?!?!?! - W wykonaniu jedynych 3 znanych mi tu osób. Czyli Coldy, Marcosa i Spohie. Uśmiechnąłem się do nich ciepło.
- Cześć wam, rodzice wygrali wycieczkę, więc musiałem przenieść się do wujka i do Millvile.
- Bardzo fajnie- uśmiechnęła się pani - dobrze że kogoś tu znasz, twoi koledzy dowiedzą się więcej na przerwie, a puki co wypadałoby cię gdzieś usadzić- zastanowiła się- o koło Marcosa jest wolne miejsce a skoro się znacie to nie będzie problemu prawda, Marcos?
- Nie proszę pani - odpowiedział ze skwaszoną miną. Jak dzieciak, pomyślałem i uśmiechnąłem się. Zająłem miejsce obok i rozejrzałem się po klasie. Tak jak podejrzewałem wszyscy się na mnie gapili, dosłownie wszyscy, a dziewczyny były jeszcze straszniejsze, one chyba nawet nie mrugały. Uśmiechnąwszy się raz jeszcze odwróciłem się w przód napotykając zawiedziony wzrok Marcosa.

1 komentarz:

  1. Fajnie, ze wracaja.
    Myslalam ze juz zawieszacie bloga, ale jednak nadal nie. Ja tez zamiezam pisac bloga.

    OdpowiedzUsuń