Czułam, jak moja twarz robi się cała czerwona niczym kreacja Jennifer Aniston na tegorocznych Oskarach. TA… MAŁOLATA… CHODZI… Z… NAMI… DO… SZKOŁY…
Maggie chodzi z nami do szkoły?! Pojawienie się Matta nieco mnie zaskoczyło, ale nie sądziłam, że przywlecze sobą swoją kuzynkę do Millville! I jakim cudem przez cały tydzień tego nie zauważyłam?! Dzień nie mógł być już gorszy, a dopiero się zaczynał. Marcos usiadł w ławce bogatszy o nowe, wielkie F przy jego nazwisku, a nauczycielka rozpoczęła lekcję. Zaczęłam wachlować się zeszytem, by pozbyć się rumieńca. Biedny jednorożec został w domu, a tak by mi się teraz przydał…
-Coldienne, czy coś się stało?- spytała nauczycielka.
Obiegłam wzrokiem klasę, ale nikt nie zareagował na pytanie nauczycielki.
-Pani mówiła do mnie?- zapytałam cicho.
-A niby na kogo patrzę się w tej chwili, Canavan?
-Ja mam na imię Coldy, proszę pani. Przeliterować?- uśmiechnęłam się, gdyż specjalnie się tego nauczyłam, przychodząc do liceum.
Nauczycielka westchnęła jednak głęboko i powróciła do zapisywania działań na tablicy. Ja poczułam się już trochę lepiej, więc pobieżnie przepisywałam to, co akurat znajdowało się na tablicy, ukradkiem sprawdzając newsy na facebook’u.
-O jejciu!- pisnęłam.
Wszyscy odwrócili się w moją stronę.
-Co się stało?- zapytał Fabian, chłopak z dredami, który siedział naprzeciwko mnie.
-Rita Marshall, TA Rita, która w zeszłym roku przyszła do szkoły w piżamie- która zresztą nie była ani trochę fancy. -ma więcej znajomych na facebook’u niż ja!!
Klasa wybuchnęła śmiechem, a nauczycielka przestała bazgrać na tablicy i zmierzyła mnie wzrokiem. Poczułam, że na nowo robię się czerwona…
:*:*:*
Wyszłam z klasy z furią w oczach. Nienawidzę tej starej wariatki! „Chciałabym spotkać się z twoimi rodzicami, Coldienne”. Pośle się Simbę i będzie załatwione. Bardziej martwi mnie utrata komórki na dzisiejszy dzień. Całe szczęście, że nie kazała mi zostać po lekcjach… Gdy tylko przekroczyłam próg klasy, wpadłam na Maggie, która widocznie czekała na Marcosa. Oni znów są ze sobą? Spokojnie Coldy, nie daj się sprowokować.
-Czyżby nasza ukochana panna ADHD zapomniała jednorożca?- Maggie uśmiechnęła się, splątując ręce. Z uśmiechem zauważyłam, że ma na sobie bluzkę w kratkę, która już od miesiąca jest niemodna.
-Maggie, Maggie…-zrobiłam zatroskaną minę.-Czyżbyś przez poprzedni miesiąc ukrywała się w bunkrze?
-Hę?- dziewczyna otworzyła szeroko oczy, wpatrując się we mnie. Tymczasem Marcos wraz z resztą klasy rozmyli się gdzieś w tłumie.
-Skarbie, twoja bluzka. Kratka jest już niestety passe. A jednorożec woli zostawać w naszym apartamencie, niż towarzyszyć mi w szkole- oświadczyłam, pomijając fakt, że dyrektor zakazał mi przynosić go po tym, jak przez przypadek trafił do torby Mary Sue, a ona o mało nie dostała zawału, bo myślała, że ma w plecaku tarantulę.
Oddaliłam się, uśmiechając. Od razu dzień mi się poprawił, gdy wygrałam z Maggie pojedynek na słowa.
:*:*:*
Na długiej przerwie, nim poszłam do stołówki, zajrzałam na tablicę z ogłoszeniami. Na samym środku został wywieszony wielki plakat z ogłoszeniem, że potrzebują cheerlederek.
-Jejciu!- pisnęłam.
Zawsze marzyłam, by zostać cheerlederką, a teraz oni potrzebują właśnie mnie!
-Ryan, czy ty też widzisz to, co ja?- zapytałam chłopaka idącego w stronę stołówki.
-No, tablica z plakatami- mruknął Ryan.
Rzuciłam się mu na szyję.
-To mój najlepszy dzień! Będę cheerlederką!
Parę osób, które przeszło koło nas, obrzuciło nas dziwnym spojrzeniem.
-Eee... Mogłabyś mnie puścić?
-Jasne, jasne- rzuciłam, schodząc na ziemię.
Chłopak umknął pośpiesznie do stołówki.
-Musisz przejść jeszcze przez kwalifikacje- mruknęło coś rudego, które pojawiło się zupełnie znikąd.
Czy ta szkoła naprawdę jest taka mała?!
-Rok temu miałam A z w-fu- pochwaliłam się, przerzucając włosy przez ramię. To była moja słynna poza „nie walcz i tak jestem bardziej fancy"
-Nie miałaś- oświadczyła z satysfakcją dziewczyna, pokazując swój wielki, błyszczący kolczyk w języku. Jejku, czy to nie wybija jej dziury w podniebieniu?
-Może i nie, ale z pewnością byłam bardzo blisko.
Maggie spojrzała na plakat zachęcający do wzięcia udziału w kastingu na cheerlederkę.
Dobrze wiem, co oznaczało to spojrzenie.
-Nie zrobisz tego- poczułam, jak moja twarz po raz trzeci tego dnia przybiera odcień purpury.
-Wiesz, ja zawsze lubiłam doping. A skoro Marcos jest w szkolnej drużynie…


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz