Rany, w tej szkole plotki rozchodzą się naprawdę szybko. Niby jestem "nowy" jednak jakoś specjalnie nikt mi nie dokucza, Nie żebym się skarżył, ale to aż niezwykłe, że dzień puki co jest taki bezproblemowy. No przynajmniej dla mnie, bo taki Marcos na przykład przez moją kuzyneczkę dostał F. No to jestem ciekaw jak ona ma zamiar go, jak to sama powiedziała "uwieść", skoro on będzie na nią na maksa wkurzony. No cóż jej problem~!... Chociaż jak tak pomyśle to mogą się też denerwować na mnie, ale co to moja wina, że ją tu sprowadziłem? Nie. To w końcu JEJ rodzice wygrali tę wycieczkę na pół roku, dla czterech osób. No i to wujek z ciocią zaproponowali moim rodzicom żeby pojechać razem, a my zawsze możemy skończyć szkołę tu. W końcu Milville jest małym miasteczkiem ale i tak lepsze od dziczy... i nie muszę chodzić na żadne durne kółka strzeleckie, w końcu kto będzie dzwonił specjalnie z Afrykańskich stepów czy innej dżungli tylko po to żeby sprawdzić co ich synek zrobił. No cóż Maggie mnie nie wyda, wujek Earl jest na tyle normalny, że też nie powie... mam pół roku przerwy od strzelania, a może nawet dłużej. Hm... w sumie ciekawe jakie tu są kółka zainteresowań. Podszedłem do tablic informacyjnych przy stołówce. Widziałem oddalającą się rozentuzjazmowaną, ale i kipiącą ze złości Coldy. Ciekawe co się stało? Chyba jednak muszę znaleźć moją kuzyneczkę i się tego dowiedzieć... ech, jakie to kłopotliwe.
O, mają sporą gamę zajęć pozalekcyjnych. Zobaczmy, drużyna football'owa.... to ta w której gra Marcos... no nie powiem nazwę mają ciekawą "Rosomaki z Milville". Uśmiechnąłem się, starając się nie roześmiać i oglądałem dalej ogłoszenia. Klub matematyczny, botaniczny, młodego fizyka, szachowy, o mają drużynę lekkoatletyczną, ale nie nie mam zamiaru się męczyć bardziej niż to potrzeba. W-f w zupełności wystarczy. Fani gier RPG, cheerleaderki, o może to z tąd ten entuzjazm Coldy, w końcu to chyba coś w jej stylu, różowe pompony, krótkie spódniczki, wszędzie pełno cekinów i brokatu, ale to nie dla mnie... nie ma mowy. Dobra, musi tu być coś ciekawego... Na tej rozpisce którą dostałem od dyrektorki było napisane, że KAŻDY ma przynajmniej przez rok należeć do jakiegoś klubu, no cóż lepiej zrobić to teraz i mieć z głowy. Kółko muzyczne, modelarskie, plastyczne... Spojrzałem na swój zeszyt... Mam im to pokazać? Mam się tam z nimi spotykać i co, może jeszcze krytykować i chwalić inne dzieła...? To w sumie nie takie złe, ale chyba... Nie jestem pewien czy dałbym im do rąk moje prace. No cóż, może przynajmniej przyjdę na pierwsze zebranie, dowiem się co i jak... Ech, no może jest też coś ciekawszego. Z westchnieniem odsunąłem się od tablic ruszajac w stronę stołówki. Kątem oka zobaczyłem jeszcze, że jest klub młodego informatyka czy czegoś takiego, może ewentualnie zobaczę co to jeszcze... Ale teraz jestem głodny.
Otworzyłem drzwi od stołówki i... natychmiastowo wykonałem przepiękny zwrot o 180 stopni i zamknąłem drzwi, gdyż za mną przeleciał makaron i rozplaszczył sie na pobliskiej ścianie. Tak, jakiś dzieciak krzyknął "walka na żarcie" i wszystkim nagle się przypomniało jak to fajnie się bawiło w podstawówce. Szkoda, że zapomnieli o tym, że potem trzeba to sprzątać... No cóż, nie mój problem, mnie tu nie było.
Chyba wezmę kanapki z szafki... Może zjem na powietrzu, chyba drużyna nie ma jeszcze treningu. Wszedłem do męskiej łazienki... No cóż, było tam aż do bólu zwyczajnie. Nawet jakiś dwóch facetów robiło "spłuczkę" w toalecie, nic niezwykłego. Podszedłem do zlewu i zacząłem myć ręce, przy akompaniamencie spuszczanej wody i jakiegoś krzyku. Czy skoro nie chcę narażać się na podobny los to jestem wredny?
- Te patrz jakiś gej nam się trafił!- I oto moja karma, z kabiny wyszło dwóch kolesi... Jeden normalny, a drugi.... i to ON MNIE nazwał gejem, bo nie udało mi się przywrócić jeszcze dawnego koloru włosów i zostały czerwone? Przepraszam bardzo.
- I kto to mówi?!- burknąłem, kończąc płukać dłonie. No przepraszam bardzo, czy ten facet w ogóle siebie widział w lustrze?
- Coś ty powiedział?!!! - wrzasnął ten drugi i chciał mnie złapać, jak mniemam zaciągnąc do kabiny i "zmyć" mi farbę z włosów na ten "cudowny" znany tutaj sposób. No cóż, nie dam się. Uniknąłem tego szybko i wybiegłem z toalety. No i oczywiście zaczęli mnie gonić. Jakie szczęście, że już trochę zacząłem ogarniać tę szkołę, a nie powiem jest jak labirynt. Bez porównania do tych małych wioskowych/leśnych szkół.
Po chwilowym biegu udało mi się ich zgubić, i przy okazji wpadłem na Sophie.
- O hej, i jak tam na wdż'cie?- zagadnąłem, rozglądajac się nerwowo czy mnie nie znaleźli.
- Hej. Okropnie! Jeszcze jestem w parze z tym...tym...ugh nie mogę znaleźć słowa.
- Marcosem?
- Tak z nim... I niby mamy się razem się opiekować jakimś dzieckiem... Ja mu nie powierzę żadnej żywej istoty!
- Nie musisz, to pewnie będzie lalka... Albo worek mąki... W ostateczności jajko.
- Ale te lekcje i tak są chore!- prychnęła- Ty słyszałeś co jest w programie? Tylko w waszych... Ich ograniczonych jaknkeskich mózgach mógł powstać tak chory plan by edukować młodych ludzi z..z... Nie ja tego nie powiem, to obrzydliwe i upokarzające.
- Spokojnie.- starałem się ją jakoś pocieszyć, ale w tej chwili z tłumu wyłoniła się pewna osobliwa parka. - Dasz jakoś radę. A teraz wybacz, muszę lecieć.- powiedziałem wesoło, a widząc jej zdziwione spojrzenie dodałem- Bawię się w berka z nowymi kolegami, do potem~!
*~~*~~*~~*
Pobiegałem po szkole jeszcze dłuższą chwilę. Tym razem byłem pewien, że ich zgubiłem... W końcu była już połowa przerwy obiadowej a ja jeszcze nic nie zjadłem. A szafkę mam po drugiej stronie szkoły... pięknie.
Na jednej z ławeczek ustawionych na korytarzach zauważyłem Marcosa. Siedział sobie sam i słuchał muzyki.
-Co tam~!- przywitałem się, siadając obok i zabierając mu jabłko, które chciał w tej chwili ugryźć.
- Nic.- warknął na mnie, zdejmując słuchawki... czyli jednak chce pogadać, ciekawe~!
- No to mów co się stało, że jesteś taki zdenerwowany~! - uśmiechnąłem się, dalej konsumując nie swoje jabłko. - Jeśli chodzi o jabłko to ci odkupię... Po prostu jestem głodny, szafkę mam daleko stąd, a na stołówce jest walka na żarcie...
- Nie chodzi o to jabłko, mam drugie. - warknął, jednak się uśmiechnął, o widzę postępy~! Wyjął z torby drugi owoc i zaraz go ugryzł, by zamaskować delikatny uśmiech.
- No to o co?
- O twoja kuzynkę, skąd ona się tu w ogóle wzięła?!
- A tak, słyszałem, ponoć wparowała wam na lekcje... Skąd się wzięła pytasz? A ponoć miałeś już wdż z Sophie, ale dobrze, powiem ci... Gdy moi ciocia i wujek się w sobie zakochali i wzięli ślub...
- Nie o to mi chodzi!- zaprzeczył szybko, uśmiechając się. - A WDŻ z Sophie był okropny, ona co chwilę miała jakieś problemy, nawet jeśli chodziło o naprawdę normalne tematy...
- Wiesz, Sophie mówiła, że u nich nie ma czegoś takiego jak wychowanie do życia w rodzinie.
- No tak, to by wiele wyjaśniało. - wziął kolejnego gryza.
- O, już nie uciekasz?- usłyszałem za koło siebie głos. No ja nie mogę, czy oni mi teraz nie dadzą spokoju? Niech się lepiej zajmą sobą i swoimi sprawami.
- Nie~!- odparłem wesoło, gryząc jabłko. - Zabawa była fajna, ale już mi się znudziła. - odpowiedziałem beztrosko, nawet nie ruszając się z miejsca.
hah, jednak sie lubia
OdpowiedzUsuń