Kiedy szłam w kierunku Colina, czułam się jak idiotka. Gdy reszta spojrzała się wtedy na niego, wzbudzili zainteresowanie osób z kawiarenki i teraz byłam przez wszystkich odprowadzana wzrokiem.
-Hej Sophie, możemy pogadać?
-Tak, oczywiście, ale nie tutaj, chodźmy może na stadion, dobra? – Powiedziałam, ciągnąc go już w stronę wyjścia.
Obejrzałam się na moich przyjaciół, żeby zobaczyć czy nas nie śledzą. Na szczęście ruszyli w kierunku wolnego stolika. Coldy skakała wokół Matta i co chwila albo klepała go po ramieniu, albo energicznie machała rękoma, najwyraźniej mu coś tłumacząc. Marcos szedł za nimi, rozglądając się wokół, czy nie nadchodzi ruda wariatka. Przynajmniej będę mogła spokojnie porozmawiać z Colinem. Ciekawe o co mu chodzi. To raczej coś poważnego, skoro specjalnie mnie szukał. Ciekawe…
-Wszystko dobrze?- Zapytał chłopak wyrywając mnie z zamyślenia.
-Wybacz, ostatnio dużo się u mnie wydarzyło i ciągle mam zajęte myśli.
-U mnie też wiele się pozmieniało i właśnie dlatego chciałem z tobą pogadać.
Już chciałam go zapytać o co chodzi, gdy koło nas przeszła Maggie, lekko trzęsąc się z zimna. Jednak nie przeszkodziło jej to w uderzeniu mnie ramieniem.
-Uważaj jak łazisz!- Syknęła ze złością i poszła dalej.
-Kto to był? – Spytał chłopak ze zdziwioną miną.
-Znajoma z wakacji – powiedziałam otrzepując ramię.
Nareszcie znaleźliśmy się przy drzwiach prowadzących na szkolne podwórze. Przeszliśmy przez nie i usiedliśmy w cieniu na trybunach szkolnego stadionu.
-Dlaczego nie przyszłaś wczoraj na spotkanie? –Zapytał Colin od razu.
-Jakie spotkanie….- zastanowiłam się. Kurcze, rzeczywiście miałam się wczoraj z nim spotkać w parku!!!! – O rany, Colin strasznie cię przepraszam, na śmierć zapomniałam do ciebie zadzwonić!!! Widzisz, wczoraj kiedy miałam okienko – opowiedziałam mu całą historię z kozą. – I przez to wszystko zapomniałam o spotkaniu. Naprawdę mi przykro… - powiedziałam patrząc ze wstydem na swoje buty.
Colin przez chwilę się nie odzywał, najwidoczniej myślał o tym, co mu powiedziałam. W końcu się odezwał.
-Nie martw się, ja się nie złoszczę. Przeciwnie, cieszę się, że pogodziłaś się z przyjaciółmi.- Przerwał na chwilę, jakby dobierał odpowiednie słowa i zaczął jeszcze raz. –Sophie, odkąd cię poznałem, moje życie trochę się pozmieniało. Kiedyś nigdy bym nie pomyślał, że kogoś tak mocno polubię. Wywarłaś na mnie spore wrażenie swoim charakterem i poczuciem humoru.-Poczułam, że moje policzki robią się czerwone. – Długo nie byłem pewny, co jest między nami. Jednak ty z każdym dniem coraz bardziej przekonywałaś mnie, że to co czuje jest prawdziwe. Chciałem się z tobą wczoraj spotkać, żeby zadać ci jedno ważne pytanie.- Zaraz moje policzki spłoną. Dobrze, że siedzimy tu, gdzie nikt nas nie widzi. Chciałam mu przerwać i powiedzieć, że ja też coś do niego czuje, jednak powstrzymałam się, bo widziałam, że chce mówić dalej. –Czekałem niecierpliwie na ciebie, zdeterminowany do rozmowy z tobą. Godziny mijały, a ty jednak nie przychodziłaś. Próbowałem zadzwonić, ale nie było nawet sygnału, więc po prostu czekałem. I teraz naprawdę chciałbym…
„Poprosić mnie o chodzenie!!!!!!!” – pomyślałam i byłam gotowa, żeby całą sobą krzyknąć „TAK!!!!!!”
-..ci podziękować.
-Tak!!!!!! –Krzyknęłam przeszczęśliwa, jednak gdy zobaczyłam jego zdziwioną minę spróbowałam odtworzyć to, co przed chwilą powiedział. – Ale zaraz, za co mi dziękujesz?
-Bo widzisz, kiedy się tak nie pojawiałaś postanowiłem do ciebie pójść. Co prawda to było w inną stronę niż ja mieszkam, ale naprawdę chciałem cię zobaczyć. Gdy szedłem zamyślony, nagle usłyszałem krzyk i zobaczyłem, że dziewczyna na rolkach jedzie prosto na mnie. Nie zdążyłem odskoczyć, więc wjechała prosto we mnie. Przewróciliśmy się i wylądowała w moich ramionach. Bardzo mnie przepraszała i pytała, czy nic mi nie jest. I gdy na nią spojrzałem, to tak jakby….. no sam Niewinem…. Po prostu poczułem, że to ta jedyna! Rozumiesz, jedno spojrzenie i byłem w niej zakochany po uszy!!!!
Mój entuzjazm od razu opadł, a jego miejsce zajął okropny ścisk brzucha. Chyba nawet usłyszałam, jak moje serce kruszy się na drobne kawałki.
-Od razu poszliśmy razem do pobliskiej knajpy, podczas rozmowy odczułem, że też jest mną zainteresowana i tak jakoś wyszło, że jesteśmy parą.
Teraz kompletnie nie wiedziałam co mam zrobić. I POTO MNIE TU PRZYPROWADZIŁ I GADAŁ TE BZDURY O TYM, ŻE SIĘ WE MNIE ZAKOCHAŁ, ŻEBY MI OŚWIADCZYĆ, ŻE ZNALAZŁ DZIEWCZYNĘ!!!!!!!
-Nie rozumiem, co ja mam z tym wspólnego. – Powiedziałam spokojnie zatapiając paznokcie w lewej dłoni.
-Jak to nie rozumiesz? Sophie, gdybyś nie zawróciła mi w głowie i gdybym nie chciał cię spytać o chodzenie, nigdy nie poznał bym Emmy. Przecież mogłem wrócić do siebie, ale ciągle myślałem o tobie i dlatego poszedłem w drugą stronę. I spotkałem miłość swojego życia.
-Tutaj jesteś, wszędzie cię szukałam! –Powiedziała radośnie jakaś dziewczyna i rzuciła się Colinowi w ramiona.
-Emma, to jest Sophie, opowiadałem ci o niej. To dzięki niej się spotkaliśmy.
-Miło mi cię poznać Sophie!!! – Zapiszczała radośnie i przytuliła mnie. – Kotku, mam nadzieję, że już jej podziękowałeś? –Zapytała Colina puszczając mnie.
-Tak, podziękował – powiedziałam, sztucznie się uśmiechając.
Emma miała brązowe włosy, niebieskie oczy i była dosyć wysoka, a na pewno wyższa ode mnie. Postanowiłam nie pokazywać Colinowi jak strasznie mnie zranił. Dziewczyna usiadła mu na kolanach i zaczęła jeszcze raz wałkować historię ich poznania. Colin był w nią wpatrzony jak w obrazek. Potem powiedziała, że będzie wspaniale, jeśli wybierzemy się gdzieś wszyscy razem.
-Byłoby naprawdę super. – Powiedział Colin – W końcu Sophie jest teraz moją drugą największą przyjaciółką.
-Tak, naprawdę super. –Powiedziałam wstając. Czułam, że więcej nie zniosę. – Cieszę się waszym szczęściem, ale musze już uciekać, cześć. – Szybko opuściłam trybuny.
Wychodząc ze stadionu miałam wilgotne oczy, idąc przez boisko po moich policzkach zaczęły ciec łzy, a gdy weszłam do szkoły płakałam już na całego. Zaczęłam biec w kierunku najbliższej toalety, która jest przy kawiarence. Miałam gdzieś, że wszyscy się na mnie gapili. Jak on mógł mi to zrobić!!!! I jeszcze ta jego opowieść, że ciągle o mnie myślał. Nikt NIGDY mnie tak nie UPOKORZYŁ!!!!!!!! Przebiegałam przez kawiarenkę, kiedy na kogoś wpadłam. Podniosłam zapłakane oczy do góry. Wpadłam na Marcosa, który teraz patrzył się na mnie zdziwiony.
-Sophie, co się stało? –Zapytał, łapiąc mnie za ramiona.- To przez tego chłopaka? Co on ci zrobił!?
Nie odpowiedziałam mu, tylko wyrwałam się i pobiegłam dalej do łazienki. Gdy do niej wpadłam, weszłam do kabiny, usiadłam na zamkniętej muszli i zaczęłam jeszcze bardziej płakać. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
-Sophie, jesteś tu? – Zapytała delikatnie Coldy.
-Błagam cię Coldy, zostaw mnie samą.
Coldy jednak nie dała za wygraną i przez kilka minut namawiała mnie do wyjścia. W końcu wyszłam.
-Sophie, dlaczego płaczesz? Byłaś taka fancy, gdy szłaś z tym chłopakiem.
-Nawet sobie nie wyobrażasz, co on mi opowiedział. –Oparłam się o umywalkę i powiedziałam jej całą historię, jak to z miłości do mnie Colin przeszedł w miłość do Emmy.
-Sophie nie martw się. – Powiedziała i podała mi swojego różowego jednorożca. – Poradzę ci tak jak Mattowi. Nie możesz się teraz próbować upodobnić do tej całej Emmy, ani być Emo. To wcale nie jest takie fancy jak się zdaje. Po rozstaniu z Mattem jakoś się pozbierałaś, więc teraz na pewno też dasz radę. –Widząc, że jej rady niewiele mi pomagają powiedziała. – Dobra zrobimy tak. Jest jedna fancy zasada, kiedy dostaniesz kosza – nie możesz pokazać chłopakowi, że cię to zabolało.- Odwróciłam się do lustra. Moja twarz była cała czerwona i zapuchnięta. Nawet z kosmosu widać, że zabolały mnie słowa Colina. Mogłabym już tylko wytatuować to sobie na czole!
-Coldy, nie obraź się, ale to chyba u mnie nie zadziała. Co prawda już nie płacze, ale…
-Makijaż zostaw mnie. –Powiedziała i wyciągnęła z torebki niewielkie pudełko. – Sprawię, że będziesz wyglądała, jak najbardziej sweet dziewczyna w tej szkole! Oczywiście zaraz po fancy mnie. – Zaczęła otwierać i rozsuwać poszczególne szuflady, tak że za chwilę miałam przed sobą mini wersję studia charakteryzacji. Zabrała się do pracy i po chwili mogłam już wyjść z łazienki.
-Dzięki Coll za pomoc, ale to, że wyglądam jakby nic się nie stało nie znaczy, że psychicznie mnie to nie boli.
-Chyba rozumiem – powiedziała idąc ze mną przez korytarz – i nawet wpadłam na najbardziej sweetaśny pomysł w historii pocieszeniowych pomysłów!!!!! – Klasnęła radośnie w ręce.
Cieszyć się, czy uciekać? Oto jest pytanie.
-Hej Sophie, możemy pogadać?
-Tak, oczywiście, ale nie tutaj, chodźmy może na stadion, dobra? – Powiedziałam, ciągnąc go już w stronę wyjścia.
Obejrzałam się na moich przyjaciół, żeby zobaczyć czy nas nie śledzą. Na szczęście ruszyli w kierunku wolnego stolika. Coldy skakała wokół Matta i co chwila albo klepała go po ramieniu, albo energicznie machała rękoma, najwyraźniej mu coś tłumacząc. Marcos szedł za nimi, rozglądając się wokół, czy nie nadchodzi ruda wariatka. Przynajmniej będę mogła spokojnie porozmawiać z Colinem. Ciekawe o co mu chodzi. To raczej coś poważnego, skoro specjalnie mnie szukał. Ciekawe…
-Wszystko dobrze?- Zapytał chłopak wyrywając mnie z zamyślenia.
-Wybacz, ostatnio dużo się u mnie wydarzyło i ciągle mam zajęte myśli.
-U mnie też wiele się pozmieniało i właśnie dlatego chciałem z tobą pogadać.
Już chciałam go zapytać o co chodzi, gdy koło nas przeszła Maggie, lekko trzęsąc się z zimna. Jednak nie przeszkodziło jej to w uderzeniu mnie ramieniem.
-Uważaj jak łazisz!- Syknęła ze złością i poszła dalej.
-Kto to był? – Spytał chłopak ze zdziwioną miną.
-Znajoma z wakacji – powiedziałam otrzepując ramię.
Nareszcie znaleźliśmy się przy drzwiach prowadzących na szkolne podwórze. Przeszliśmy przez nie i usiedliśmy w cieniu na trybunach szkolnego stadionu.
-Dlaczego nie przyszłaś wczoraj na spotkanie? –Zapytał Colin od razu.
-Jakie spotkanie….- zastanowiłam się. Kurcze, rzeczywiście miałam się wczoraj z nim spotkać w parku!!!! – O rany, Colin strasznie cię przepraszam, na śmierć zapomniałam do ciebie zadzwonić!!! Widzisz, wczoraj kiedy miałam okienko – opowiedziałam mu całą historię z kozą. – I przez to wszystko zapomniałam o spotkaniu. Naprawdę mi przykro… - powiedziałam patrząc ze wstydem na swoje buty.
Colin przez chwilę się nie odzywał, najwidoczniej myślał o tym, co mu powiedziałam. W końcu się odezwał.
-Nie martw się, ja się nie złoszczę. Przeciwnie, cieszę się, że pogodziłaś się z przyjaciółmi.- Przerwał na chwilę, jakby dobierał odpowiednie słowa i zaczął jeszcze raz. –Sophie, odkąd cię poznałem, moje życie trochę się pozmieniało. Kiedyś nigdy bym nie pomyślał, że kogoś tak mocno polubię. Wywarłaś na mnie spore wrażenie swoim charakterem i poczuciem humoru.-Poczułam, że moje policzki robią się czerwone. – Długo nie byłem pewny, co jest między nami. Jednak ty z każdym dniem coraz bardziej przekonywałaś mnie, że to co czuje jest prawdziwe. Chciałem się z tobą wczoraj spotkać, żeby zadać ci jedno ważne pytanie.- Zaraz moje policzki spłoną. Dobrze, że siedzimy tu, gdzie nikt nas nie widzi. Chciałam mu przerwać i powiedzieć, że ja też coś do niego czuje, jednak powstrzymałam się, bo widziałam, że chce mówić dalej. –Czekałem niecierpliwie na ciebie, zdeterminowany do rozmowy z tobą. Godziny mijały, a ty jednak nie przychodziłaś. Próbowałem zadzwonić, ale nie było nawet sygnału, więc po prostu czekałem. I teraz naprawdę chciałbym…
„Poprosić mnie o chodzenie!!!!!!!” – pomyślałam i byłam gotowa, żeby całą sobą krzyknąć „TAK!!!!!!”
-..ci podziękować.
-Tak!!!!!! –Krzyknęłam przeszczęśliwa, jednak gdy zobaczyłam jego zdziwioną minę spróbowałam odtworzyć to, co przed chwilą powiedział. – Ale zaraz, za co mi dziękujesz?
-Bo widzisz, kiedy się tak nie pojawiałaś postanowiłem do ciebie pójść. Co prawda to było w inną stronę niż ja mieszkam, ale naprawdę chciałem cię zobaczyć. Gdy szedłem zamyślony, nagle usłyszałem krzyk i zobaczyłem, że dziewczyna na rolkach jedzie prosto na mnie. Nie zdążyłem odskoczyć, więc wjechała prosto we mnie. Przewróciliśmy się i wylądowała w moich ramionach. Bardzo mnie przepraszała i pytała, czy nic mi nie jest. I gdy na nią spojrzałem, to tak jakby….. no sam Niewinem…. Po prostu poczułem, że to ta jedyna! Rozumiesz, jedno spojrzenie i byłem w niej zakochany po uszy!!!!
Mój entuzjazm od razu opadł, a jego miejsce zajął okropny ścisk brzucha. Chyba nawet usłyszałam, jak moje serce kruszy się na drobne kawałki.
-Od razu poszliśmy razem do pobliskiej knajpy, podczas rozmowy odczułem, że też jest mną zainteresowana i tak jakoś wyszło, że jesteśmy parą.
Teraz kompletnie nie wiedziałam co mam zrobić. I POTO MNIE TU PRZYPROWADZIŁ I GADAŁ TE BZDURY O TYM, ŻE SIĘ WE MNIE ZAKOCHAŁ, ŻEBY MI OŚWIADCZYĆ, ŻE ZNALAZŁ DZIEWCZYNĘ!!!!!!!
-Nie rozumiem, co ja mam z tym wspólnego. – Powiedziałam spokojnie zatapiając paznokcie w lewej dłoni.
-Jak to nie rozumiesz? Sophie, gdybyś nie zawróciła mi w głowie i gdybym nie chciał cię spytać o chodzenie, nigdy nie poznał bym Emmy. Przecież mogłem wrócić do siebie, ale ciągle myślałem o tobie i dlatego poszedłem w drugą stronę. I spotkałem miłość swojego życia.
-Tutaj jesteś, wszędzie cię szukałam! –Powiedziała radośnie jakaś dziewczyna i rzuciła się Colinowi w ramiona.
-Emma, to jest Sophie, opowiadałem ci o niej. To dzięki niej się spotkaliśmy.
-Miło mi cię poznać Sophie!!! – Zapiszczała radośnie i przytuliła mnie. – Kotku, mam nadzieję, że już jej podziękowałeś? –Zapytała Colina puszczając mnie.
-Tak, podziękował – powiedziałam, sztucznie się uśmiechając.
Emma miała brązowe włosy, niebieskie oczy i była dosyć wysoka, a na pewno wyższa ode mnie. Postanowiłam nie pokazywać Colinowi jak strasznie mnie zranił. Dziewczyna usiadła mu na kolanach i zaczęła jeszcze raz wałkować historię ich poznania. Colin był w nią wpatrzony jak w obrazek. Potem powiedziała, że będzie wspaniale, jeśli wybierzemy się gdzieś wszyscy razem.
-Byłoby naprawdę super. – Powiedział Colin – W końcu Sophie jest teraz moją drugą największą przyjaciółką.
-Tak, naprawdę super. –Powiedziałam wstając. Czułam, że więcej nie zniosę. – Cieszę się waszym szczęściem, ale musze już uciekać, cześć. – Szybko opuściłam trybuny.
Wychodząc ze stadionu miałam wilgotne oczy, idąc przez boisko po moich policzkach zaczęły ciec łzy, a gdy weszłam do szkoły płakałam już na całego. Zaczęłam biec w kierunku najbliższej toalety, która jest przy kawiarence. Miałam gdzieś, że wszyscy się na mnie gapili. Jak on mógł mi to zrobić!!!! I jeszcze ta jego opowieść, że ciągle o mnie myślał. Nikt NIGDY mnie tak nie UPOKORZYŁ!!!!!!!! Przebiegałam przez kawiarenkę, kiedy na kogoś wpadłam. Podniosłam zapłakane oczy do góry. Wpadłam na Marcosa, który teraz patrzył się na mnie zdziwiony.
-Sophie, co się stało? –Zapytał, łapiąc mnie za ramiona.- To przez tego chłopaka? Co on ci zrobił!?
Nie odpowiedziałam mu, tylko wyrwałam się i pobiegłam dalej do łazienki. Gdy do niej wpadłam, weszłam do kabiny, usiadłam na zamkniętej muszli i zaczęłam jeszcze bardziej płakać. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
-Sophie, jesteś tu? – Zapytała delikatnie Coldy.
-Błagam cię Coldy, zostaw mnie samą.
Coldy jednak nie dała za wygraną i przez kilka minut namawiała mnie do wyjścia. W końcu wyszłam.
-Sophie, dlaczego płaczesz? Byłaś taka fancy, gdy szłaś z tym chłopakiem.
-Nawet sobie nie wyobrażasz, co on mi opowiedział. –Oparłam się o umywalkę i powiedziałam jej całą historię, jak to z miłości do mnie Colin przeszedł w miłość do Emmy.
-Sophie nie martw się. – Powiedziała i podała mi swojego różowego jednorożca. – Poradzę ci tak jak Mattowi. Nie możesz się teraz próbować upodobnić do tej całej Emmy, ani być Emo. To wcale nie jest takie fancy jak się zdaje. Po rozstaniu z Mattem jakoś się pozbierałaś, więc teraz na pewno też dasz radę. –Widząc, że jej rady niewiele mi pomagają powiedziała. – Dobra zrobimy tak. Jest jedna fancy zasada, kiedy dostaniesz kosza – nie możesz pokazać chłopakowi, że cię to zabolało.- Odwróciłam się do lustra. Moja twarz była cała czerwona i zapuchnięta. Nawet z kosmosu widać, że zabolały mnie słowa Colina. Mogłabym już tylko wytatuować to sobie na czole!
-Coldy, nie obraź się, ale to chyba u mnie nie zadziała. Co prawda już nie płacze, ale…
-Makijaż zostaw mnie. –Powiedziała i wyciągnęła z torebki niewielkie pudełko. – Sprawię, że będziesz wyglądała, jak najbardziej sweet dziewczyna w tej szkole! Oczywiście zaraz po fancy mnie. – Zaczęła otwierać i rozsuwać poszczególne szuflady, tak że za chwilę miałam przed sobą mini wersję studia charakteryzacji. Zabrała się do pracy i po chwili mogłam już wyjść z łazienki.
-Dzięki Coll za pomoc, ale to, że wyglądam jakby nic się nie stało nie znaczy, że psychicznie mnie to nie boli.
-Chyba rozumiem – powiedziała idąc ze mną przez korytarz – i nawet wpadłam na najbardziej sweetaśny pomysł w historii pocieszeniowych pomysłów!!!!! – Klasnęła radośnie w ręce.
Cieszyć się, czy uciekać? Oto jest pytanie.