-Tak właściwie, to co to jest koza?- szepnęłam do Matta
widząc zezłoszczone miny innych.
-Koza to taki rodzaj szkolnego więzienia – odszepnął mi
chłopak.
Jakby szkoła sama w sobie nie była więzieniem.
-Pan Marcos i panna Coldy proszę iść się przebrać.
–Powiedziała pani dyrektor prowadząc nas przez korytarz.-Macie się stawić w
kozie najpóźniej za 6 minut, zrozumiano? Dla przypomnienia koza znajduje się w
sali numer 38.
Coldy i Marcos szybko pobiegli do szatni, a ja i Matt dalej
maszerowaliśmy do kozy.
-Dobrze, że zatrudniliśmy pana Outskirtsa, jako dyżurnego w
kozie. Dzięki temu możemy od razu przeciwdziałać takim incydentom. –Powiedziała
kobieta z dumą.
Weszliśmy do sali podobnej do innych sal lekcyjnych. Różniła
się tylko tym, że wszystkie ławki były pojedyncze, ustawione w czterech rzędach
, a na ścianie z tyłu i przodu klasy wisiały dwa duże zegary z białą tarczą
oraz czarną obudową i strzałkami. W klasie był tylko jeden mężczyzna, to pewnie
dyżurny.
-Panie Outskirts, oddaję tych młodych dorosłych pod pańską
opiekę. Dołączy do nich jeszcze dwójka. Zalecam zastosowanie taryfy 4b - Powiedziała wychodząc.
-Chodźcie, usiądźcie w pierwszych ławkach.-Powiedział do nas
mężczyzna.
Miał on może koło pięćdziesiątki. Ubrany w zieloną koszulę
włożoną do jeansów i adidasy nie sprawiał wrażenia groźnego. Ale to może tylko
pozory.
-Poczekamy jeszcze na tamtą dwójkę i wszystko wam wyjaśnię.
–Powiedział i wrócił do czytania gazety.
Matt usiadł przy oknie, a ja w ławce obok niego. Do klasy
wszedł Marcos i ze złością usiadł w ławce pod ścianą. Po chwili weszła Coldy z
miną, którą rozpoznałam jako „foch numer 2”, czyli zawzięte patrzenie w podłogę
z zaciętą miną. Usiadła na wolnym miejscu. Mężczyzna wstał od biurka i po
obejściu go oparł się o nie.
-A więc nazywam się Ronald Outskirts. Wnioskując po
rozkazach pani dyrektor, przeszkadzaliście na korytarzu w czasie lekcji i
wdaliście się w bójkę?
Kiwnęłam lekko głową. Rety, czy oni przewidzieli wszystkie
scenariusze?
-Taryfa 4b zakłada, że będziecie tu siedzieć do 16.50. Nie
wolno wam się odzywać itd. Ale nie wyglądacie mi na młodocianych bandytów.
Nigdy nie miałem aspiracji, żeby zostać „strażnikiem Teksasu”. A dzisiaj mam
dużo do roboty. Co wy więc na to, że zostawię was tutaj i pójdę załatwić swoje
sprawy? Oczywiście panie woźne będą miały na was oko, a poza tym klasa jest
nagrywana z miejsc dla uczniów. Pełna kontrola. Mam pewność, że nie będzie innych
uczniów, bo z, że tak powiem „stałymi bywalcami” ustaliłem, że dzisiaj jeżeli
będą chcieli rozrabiać , to zrobią to tak, żeby nie dać się przyłapać. Sto
procent ostrożności. Ale skąd mogłem przypuszczać, że was tu przywieje? Więc,
co wy na moją propozycję? – Spojrzeliśmy na niego z niepewnymi minami.
W końcu odezwał się Marcos:
-Ja nie mam nic przeciwko.
-Wspaniale, a reszta? –Spojrzał na nas wyczekująco, więc
wszyscy się zgodziliśmy.
-A więc załatwione. Wrócę tu na końcówkę kary. Pamiętajcie,
jesteście obserwowani.- Powiedział, pakując swoje rzeczy i wychodząc.
Przez pierwszą godzinę siedzieliśmy cicho. Matt jeździł
palcem po blacie stołu, pewnie wymyślał jakiś szkic. Coldy najwyraźniej nuciła
coś w myślach, bo podrygiwała rytmicznie nogą, jednak dalej miała zagniewaną
minę. Marcos patrzył się w swoją ławkę i co raz zaciskał pięść i ją rozluźniał.
Ja patrzyłam się na zegar wiszący przede mną i w myślach odliczałam pozostały
czas.
W końcu Marcos nie wytrzymał napięcia i „wybuchł”:
-Jak teraz Jeremi nie wywali mnie z drużyny na zbity pysk to
będzie cud. –Wyrzucił z siebie Marcos ze złością zaciskając pięści. –Dlaczego
to zawsze przez was mam kłopoty?! -Zaczął znowu.
-To ty mnie
wyciągnąłeś –zaczęła go przekrzykiwać Coldy
-Ja byłam tam pierwsza, a ty i Coldy napatoczyliście się ….-
Zaczęłam mówić podniesionym głosem razem z nimi.
Każde z nas mówiło w tym samym czasie, do tego coraz
głośniej.
-To nie moja…
-Gdybym wiedziała….
-Nie obchodzi mnie, że….
-Przecież ci mówię….
-Ludzie, SPOKÓJ!!!!!!-krzyknął Matt. –Co się z wami dzieje?-
Zaczął, gdy się uciszyliśmy. – Zachowujecie się jak wrogowie, a przecież nawet
nic takiego sobie nie zrobiliśmy. A nawet wręcz przeciwnie, przeżyliśmy razem
naprawdę niezłą przygodę. Przemyślcie to sobie.
Znowu zapadła cisza. Matt ma rację. Jakby się zastanowić to
bez przyczyny gniewam się na Coldy, a Marcos też nie zrobił jakiegoś strasznie
złego uczynku. Nie jego wina, że nie mógł się powstrzymać, przed pocałowaniem
mnie. Jest tylko facetem.
-Jejciu, on ma rację.-Odezwała się Coldy ledwie słyszalnie.
– Sophie, przepraszam cię, że cię wystawiłam dla tamtej paczki. To było bardzo
nie fancy.- Powiedziała to trochę głośnie. – Ciebie Matt też za to przepraszam.
Marcos, wybacz że byłam tak okropniasto zazdrosna o Maggie – Wydawało mi się,
że w jej oku zamigotała łezka.
-Ja Coldy też cię przepraszam za to, że nie pomogłam ci,
kiedy miałaś psychiczny dołek. I ciebie Marcos za to, że bezsensownie
oskarżałam cię o najgorsze. Teraz widzę, że moje zachowanie było idiotyczne.
–Powiedziałam i wyciągnęłam rękę do Coldy. Złapała ją i uśmiechnęła się lekko
do mnie.
Spojrzeliśmy wszyscy na Marcosa. Miał trochę zamyśloną minę,
ale już nie zaciskał pięści.
-Rany, też was przepraszam, ok.? Przepraszam, że
zachowywałem się jak kretyn z tą całą Maggie, najwidoczniej mój urok osobisty jest zbyt silny. I przepraszam za wszystkie przykre rzeczy, jakie wam
powiedziałem.
-A więc zgoda? – Zapytałam.
-Zgoda! – Pisnęła Coldy, rozpromieniając się
-Niech wam będzie, zgoda. –Powiedział Marcos niby od
niechcenia, ale widziałam, że lekko się uśmiechnął.
-No i o to chodziło! –Zawołał Matt radośnie.
-Jejciu, jak fancy!!!! Musimy to uczcić grupowym sweet
Misiakiem!!!- Coldy wstała, ciągnąc mnie za rękę.
Chłopcy też wstali, chociaż niechętnie, ale nie spieszyło im
się do czułości.
-To dobre dla dziewczyn. – Powiedział Marcos
-No nie bądź taki! – Powiedziała Coldy, łapiąc go za rękę i
wyciągając na środek Sali koło nas. Zrobiłam to samo z Mattem.
Po chwili byliśmy już złączeni w uścisku.
-Kurde, jakby się zastanowić, to nawet mi was brakowało.
–Powiedział Marcos, gdy siadaliśmy z powrotem.
-Pamiętacie, jak głupio zaczęła się nasza przygoda? Kiedy
zaklinowałam się w skale –Zaczęłam wspominać ze śmiechem.
-Jejciu, pamiętam!!!
-To było wtedy, gdy byłaś w samych majtkach, prawda?
–Zapytał Marcos, ze śmiechem unikając lecącego w jego stronę długopisu. Może
przedtem byłabym o to obrażona, ale teraz jakoś tak fajnie jest pośmiać się
nawet z własnych wpadek.
Przez całą resztę kary wspominaliśmy ze śmiechem naszą wakacyjną
podróż i opowiadaliśmy sobie, co robiliśmy w wakacje. Nawet nie
zauważyliśmy, gdy do klasy wszedł pan Outskirts.
-I jak, przemyśleliście sobie swoje zachowanie? –Zapytał,
siadając przy biurku. Gdy kiwnęliśmy twierdząco głowami, powiedział.- Świetnie.
To już koniec waszej kary, możecie wracać do domów.
Wyszliśmy z klasy. Przez chwilę staliśmy pod nią w ciszy, aż
odezwałam się.
-Czyli czas się pożegnać. To do jutra. –Powiedziałam, ale
było mi smutno, że już musimy się rozstać. Dziwne, pierwszy raz miałam takie
uczucie.
Pozostali pożegnali się i każdy powoli ruszył w swoją
stronę.
-Tak właściwie – odezwał się nagle Marcos. – moi rodzice
obiecali mi dzisiaj pizzę... Jakbyście chcieli, to możecie dzisiaj do mnie
wpaść, czy coś. Tak na zgodę.
-Jejuśku, byłoby bardzo fancy!!!! –Pisnęła rozpromieniona
Coldy za nas wszystkich.
Tak więc do wieczora siedzieliśmy u Marcosa, zajadając
pizzę, śmiejąc się i naprawdę nieźle bawiąc. Wszystko opisałam później
Danielowi. Gdy położyłam się spać, czułam wewnątrz przyjemne ciepło. Nie wiem,
czy to już jest przyjaźń, ale na pewno niezła jej zapowiedź.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz