Gdy wróciłem do domu było już ciemno. Po cichu otworzyłem drzwi moim kluczem i przemknąłem się niepostrzeżenie obok salonu, w którym wujek oglądał jakiś program o ekologi... kolejny oszołom z manią na punkcie drzew.... Westchnąłem cicho przypatrując się. Nie zaraz, to wcale nie były drzewa to były krzewy herbaciane... Chiny? Do moich uszu doleciał głos prezentera telewizyjnego, który z zapałem opowiadał o nowej autostradzie jaka ma przebiegać przez pola. Ponoć miała sprawdzić handel w słabiej rozwiniętych gospodarczo powiatach, dać miejsca bezrobotnym i coś tam jeszcze....
nie słuchałem już dalej. Poszedłem do mojego pokoju, cicho otworzyłem drzwi i zobaczyłem Maggie rozwaloną na MOIM łóżku. W dodatku chyba dorwała sie do moich szkiców.
- Zapaskudziłaś mi tym świństwem całą martwą naturę! - krzyknąłem oglądając jedną z moich ostatnich udanych i skończonych prac.... no cóż jeśli jabłka mają połyskliwe czarno-niebieskie plamy, banany z resztą tak samo, to... Można by to uznać na zniszczony tylko w znacznym stopniu, a nie kompletnie do śmieci. Warknąłem zdenerwowany ciskając płótno do śmietnika.
- Wyluzuj kuzyn, nie jest źle, zawsze możesz to uznać za abstrakcję- prychnęła poprawiając swoje rude loki. Później popatrzyła na swoje paznokcie. Jak jakaś diwa...
- Nie mogę- wycedziłem zabierając jej inne szkice, jak zniszczyła coś jeszcze....- kompletnie rozwaliłaś kolorystykę, kompozycję o estetyce nie wspominając...- Zabrałem się za układanie rzeczy w teczkach... po co ona to wszystko wyjmowała?
- A tak, pozbieraj sobie- mruknęła tylko patrząc na mnie- przyszłam tu żeby ci coś pokazać, choć nie sądzę by taki ignorant to zauważył....
- A kto ci pozwolił tu wchodzić i grzebać w moich rzeczach?
- Masz strasznie nudny pokój i nic fajnego na MP3. - westchnęła. - Trzeba się będzie wziąć za twój gust muzyczny.
- Nie, dziękuję popu nie słucham. A teraz mów co chciałaś i spadaj... Do nocy będę to układał- fuknąłem patrząc na teczkę.
- Popatrz, śliczne, nie~!- podskoczyła do mnie podstawiając mi pod nos swoje paznokcie- Myślisz, że Marcosowi się spodobają~! A właśnie jak tam było w kozie- zadrwiła
- Ciekawie- mruknąłem tylko odtrącając jej rękę - Marcos pogodził się z Coldy i jeszcze zaprosił nas do siebie, szkoda że cię nie było- udałem smutek- zobacz i paznokcie był tego warte~?- spytałem odzyskując humor.
Moja kuzyneczka tylko warknęła i opuściła mój pokój trzaskając drzwiami. Głośno tupiąc przeszła na górę i trzasnęła drzwiami od swojego pokoju....
- nie trzaskaj tak!- krzyknąłem gdy usłyszałem kolejny trzask
- Bo co!!- odkrzyknęła zirytowana
- złość piękności szkodzi!!! - Zaśmiałem się, słysząc prychnięcie.
- Nie trzaskać mi tam, oglądam coś ważnego!!!- usłyszałem głos wujka... no cóż to chyba kończy naszą małą wymianę zdań.
Układałem moje rysunki przez dobre półtorej godziny. Następnie odłożyłem wszystko do szafki na prace... powinienem tu chyba jakiś zamek zamontować inaczej znów zostanę z czarno-niebieskimi bananami i jabłkami....
Od rana rudzielec chodził poddenerwowany i nie wyspany. Gdy zagadnąłem rano czy miała koszmary o Marcosie i Coldy warknęła na mnie i zabrała mi z przed nosa kawę... no nic zadowolę się herbatą.
Zapakowałem się do szkoły i punkt 8:20 czekałem w salonie... lekcje zaczynały się o 9:00 żeby dojechać do szkoły potrzebujemy 20 minut... mimo wszystko powinniśmy już wyjeżdżać. Wujek Gray usiadł koło mnie i westchnął,
- Chyba muszę brać większą poprawkę na twoja kuzynkę... w tym tempie zawsze będziecie się spóźniać.
- nie, sądzę że po prostu dziś jest wyjątkowo zła - mruknąłem, przeglądając jeszcze notatki. Jest koniec września pierwszego roku w nowej szkole, nie mam pojęcia jakie sprawdziany robią nauczyciele a dziś mam test z matmy...
- Już możemy jechać- Usłyszałem głos Maggie. Wychyliłem nos z zeszytu by... wybuchnąć śmiechem.
- Sandały na koturnach, biała zwiewna sukienka milion złotopodobnych bransoletek i ogromne złote kolczyki, powiedz Matt macie dziś w szkole jakiś pokaz mody czy co?- Zapytał mnie wujek uważnie oglądając Maggie.
- nie, nie- otarłem łezkę śmiechu z końcika oka- Meggie czyś ty oszalała? To ma być ubranie do szkoły? W dodatku na jesień?- nie wierzyłem że ubrała coś takiego.
- Śmiej, się śmiej- fuknęła- ale zobaczysz, że poderwę Marcosa.- Uniosła wysoko głowę i opuściła salon w jakiejś parodii chodu modelki... no cóż, tak też można.
Wujek tylko z niedowierzaniem pokręcił głową chwycił kluczyki i zabrawszy kurtkę wyszedł przed dom. Szybko ubrałem się w trampki i zabrałem wiatrówkę. Rudzielec zabrał tylko jakiś cieniutki sweterek
- Zamarzniesz- westchnąłem wychodząc przed dom. Wiało.... Zobaczyłem jak Maggie zadrżała wychodząc na zewnątrz jednak ani ja ani wujek nic nie powiedzieliśmy. Chyba i moi rodzice i Earl Gray stosują zasadę zrozumienia wszystkiego na własnej skórze...
Tak jak się spodziewałem wpadłem na lekcje równo z dzwonkiem. Pierwsza lekcja-matma. napisałem ten test, okazał się łatwiejszy niż myślałem i nawet oddałem pierwszy. Pani od ręki mi go sprawdziła... dostałem A- nie tak źle.
Na długiej przerwie poszedłem do kawiarenki. Miałem tylko jabłko na drugie śniadanie, ale jakoś głodny też nie byłem więc uznałem ze wystarczy. Przy szafce znalazłem schowanego za śmietnikiem Marcosa. Ledwo powstrzymałem śmiech.
- I co chowasz się przed Jeremim?
- Nie, przed Maggie.
- Już ja widziałeś? - zachichotałem.
- To nie jest śmieszne, ta wariatka łazi za mną od rana...
- Dobra, dobra uspokój się i wstawaj... dziwnie się rozmawia ze śmietnikiem. Nim chłopak zdołał się podnieść podeszła do nas Sophie.
- Ou jak widzę drużyna football'owa w dość dosłowny sposób wywala niepożądanych graczy z drużyny.. barbarzyńcy, jankesi, u nas w kochanej cywilizowanej Anglii coś takiego byłoby nie do pomyślenia!
- Spokojnie Sophie, Marcos sam tam wszedł, nikt go nie wyrzucił- uspokoiłem ją.
- Może jest jednak przyszłość dla tego narodu- powiedziała, co chyba miało znaczyć że przeprasza.... tak mi się wydaje.
- O jejciu Marcosiku wyglądasz tak nie fancy z tą bananową skórką na głowie!- podbiegła do nas Coldy przytulając od razu od tyłu Sophie. razem z angielką wybuchliśmy śmiechem, a czerwony Marcos strzepnął skórkę z głowy.
- to nie tak...- Chłopak zaczął się tłumaczyć i opowiedział nam całą historię, aż do momentu efektownego nura do kosza....
- Dobrze, że nie licząc tego banana był pusty. - mruknąłem. Właśnie, banan, to mi przypomina moją przepiękną zniszczoną martwą naturę... a to z kolei Maggie. - Rozejrzałem się po kawiarence, ale jej nie zauważyłem, czyżby odpuściła? Nie, ona nie odpuszcza, może po prostu zgubiła trop. Jedynym kogo zauważyłem był jakiś... na oko Hiszpan machający do nas. Spojrzałem na moich znajomych/przyjaciół. Sophie czerwona na twarzy mu odmachała. Oczywiście nie mogło to przejść koło uważnego oka Coldy.
- No Sophie opowiadaj kto to!!! Kim, był ten fancy chłopak!!!- zapiszczała, wpatrując się w angielkę. Brunetka przez chwile sie wzbraniała jednak dała za wygraną.
- to jest Colin, chodzi ze mną na hiszpański, jest taki miły i jakiś taki inny niż wszyscy jankesi- zarumieniła się jeszcze bardziej. - Nie gapcie się na niego!- pisnęła. a my jak na zawołanie odwróciliśmy głowy i śledziliśmy każdy jego ruch. Chłopak lekko się speszył, ale pokazał ze chce porozmawiać z Angielką.
- O matko Sophie gratuluję!- pisnęła Coldy przytulając przyjaciółkę- no już, leć do niego- zachęcała.
- Zaraz! - wstrzymał ja Marcos- a Sophie nie chodzi przypadkiem z Mattem?
O matko ale wpadliśmy. Zrobiłem wielkie oczy i spojrzałem na Sophie... wyglądała jak ja. Oboje zapomnieliśmy! Co teraz robić???
- Eee.... no tak- zaczęła niepewnie brunetka- ale... odbyliśmy bardzo długą i poważną rozmowę...
- na Skype- dorzuciłem
- Tak właśnie na Skype i... Matt?- czekała aż coś powiem.
- i uznaliśmy że jednak zostaniemy przyjaciółmi. -Zakończyłem szybko- no a teraz leć do tego swojego Hiszpana- mruknąłem uśmiechnięty
- chwileczkę- przerwała tym razem blondynka wpatrując się w nas z miną rasowego detektywa- jak to przyjaciółmi, przecież byliście dla siebie stworzeni! - pisnęła- Robiłam wam quiz w piśmie dla nastolatek, mieliście rekordową zgodność...- zasmuciła się
- No, też tak myśleliśmy. - burknąłem. - Prawda, Sophie?
- Taaaak...- zironizowała. - Rozmawialiśmy długo i często aż do tej pamiętnej rozmowy o...
- Herbacie- palnąłem pierwsze co przyszło mi na myśl.
- Właśnie, doszłam do wniosku że nie mogę być z kolesiem który woli Czerwoną on Earl Gray'a - fuknęła.
- I tylko przez to?- nie dowierzał Marcos
- No nie- bąknąłem.- Chciałem ją jakoś przeprosić więc wysłałem jej taką pyszną zieloną herbatę.
- Rzeczywiście była bardzo dobra. Wybaczyłam Mattowi tę zniewagę i znów zaczęliśmy rozmawiać. - dociągnęła do końca.
- To czemu zerwaliście skoro się pogodziliście?!?!- dopytywała się blondynka.
- Bo...- Widać że Sophie nie miała pomysłu co dalej
- Bo stwierdziła ze nie może być z chłopakiem który nie uważa Earl Graya za najlepszą herbatę na świecie, ale możemy się przyjaźnić i więcej nie przekonywać się kto ma racje w tej herbacianej aferze- dokończyłem
- Dlatego przestańcie nas męczyć bo nie chcemy rozgrzebywać starej kłótni- pisnęła Angielka
- Właśnie
- Aaaa~! - Coldy chyba coś zrozumiała. - To dlatego tak się zdziwiliście i pobieleliście gdy Marcos pytał czy jesteście parą, to wiele wyjaśnia!!!
- Prawda?- uśmiechnąłem się głupio licząc, że to łykną. - No a teraz Sophie leć do swojej nowej miłości. - zażartowałem, wypychając ją do tego chłopaka zanim ktoś znów o coś zapyta.
Sophie odbiegła sobie, a ja czym prędzej wpakowałem sobie jabłko do buzi licząc, że już o nic nie zapytają. Na nasze szczęście chyba oboje kupili tę ściemę.
- Biedny Matt, otrząsnąłeś się już po tej stracie. - Coldy popatrzyła na mnie współczująco- No ja też tak miałam po zerwaniu z Marco. - ciągnęła dalej, równocześnie prowadząc mnie do stolika. Marcos zastanawiał się czy znów nie zanurkować w koszu, czy może wybrać ładniej pachnącą alternatywę kafejki. Ruszył więc za nami.
- Tylko pamiętaj, nie wolno ci teraz używać bronzerów i innych takich, żeby upodobnić się do tego chłopaka. Ani nie zmieniaj się w Emo, to strasznie źle działa na cerę! - gadała dalej, dając mi kolejne bezsensowne porady. Ale co tam, niech się cieszy.
nie słuchałem już dalej. Poszedłem do mojego pokoju, cicho otworzyłem drzwi i zobaczyłem Maggie rozwaloną na MOIM łóżku. W dodatku chyba dorwała sie do moich szkiców.
- Zapaskudziłaś mi tym świństwem całą martwą naturę! - krzyknąłem oglądając jedną z moich ostatnich udanych i skończonych prac.... no cóż jeśli jabłka mają połyskliwe czarno-niebieskie plamy, banany z resztą tak samo, to... Można by to uznać na zniszczony tylko w znacznym stopniu, a nie kompletnie do śmieci. Warknąłem zdenerwowany ciskając płótno do śmietnika.
- Wyluzuj kuzyn, nie jest źle, zawsze możesz to uznać za abstrakcję- prychnęła poprawiając swoje rude loki. Później popatrzyła na swoje paznokcie. Jak jakaś diwa...
- Nie mogę- wycedziłem zabierając jej inne szkice, jak zniszczyła coś jeszcze....- kompletnie rozwaliłaś kolorystykę, kompozycję o estetyce nie wspominając...- Zabrałem się za układanie rzeczy w teczkach... po co ona to wszystko wyjmowała?
- A tak, pozbieraj sobie- mruknęła tylko patrząc na mnie- przyszłam tu żeby ci coś pokazać, choć nie sądzę by taki ignorant to zauważył....
- A kto ci pozwolił tu wchodzić i grzebać w moich rzeczach?
- Masz strasznie nudny pokój i nic fajnego na MP3. - westchnęła. - Trzeba się będzie wziąć za twój gust muzyczny.
- Nie, dziękuję popu nie słucham. A teraz mów co chciałaś i spadaj... Do nocy będę to układał- fuknąłem patrząc na teczkę.
- Popatrz, śliczne, nie~!- podskoczyła do mnie podstawiając mi pod nos swoje paznokcie- Myślisz, że Marcosowi się spodobają~! A właśnie jak tam było w kozie- zadrwiła
- Ciekawie- mruknąłem tylko odtrącając jej rękę - Marcos pogodził się z Coldy i jeszcze zaprosił nas do siebie, szkoda że cię nie było- udałem smutek- zobacz i paznokcie był tego warte~?- spytałem odzyskując humor.
Moja kuzyneczka tylko warknęła i opuściła mój pokój trzaskając drzwiami. Głośno tupiąc przeszła na górę i trzasnęła drzwiami od swojego pokoju....
- nie trzaskaj tak!- krzyknąłem gdy usłyszałem kolejny trzask
- Bo co!!- odkrzyknęła zirytowana
- złość piękności szkodzi!!! - Zaśmiałem się, słysząc prychnięcie.
- Nie trzaskać mi tam, oglądam coś ważnego!!!- usłyszałem głos wujka... no cóż to chyba kończy naszą małą wymianę zdań.
Układałem moje rysunki przez dobre półtorej godziny. Następnie odłożyłem wszystko do szafki na prace... powinienem tu chyba jakiś zamek zamontować inaczej znów zostanę z czarno-niebieskimi bananami i jabłkami....
Od rana rudzielec chodził poddenerwowany i nie wyspany. Gdy zagadnąłem rano czy miała koszmary o Marcosie i Coldy warknęła na mnie i zabrała mi z przed nosa kawę... no nic zadowolę się herbatą.
Zapakowałem się do szkoły i punkt 8:20 czekałem w salonie... lekcje zaczynały się o 9:00 żeby dojechać do szkoły potrzebujemy 20 minut... mimo wszystko powinniśmy już wyjeżdżać. Wujek Gray usiadł koło mnie i westchnął,
- Chyba muszę brać większą poprawkę na twoja kuzynkę... w tym tempie zawsze będziecie się spóźniać.
- nie, sądzę że po prostu dziś jest wyjątkowo zła - mruknąłem, przeglądając jeszcze notatki. Jest koniec września pierwszego roku w nowej szkole, nie mam pojęcia jakie sprawdziany robią nauczyciele a dziś mam test z matmy...
- Już możemy jechać- Usłyszałem głos Maggie. Wychyliłem nos z zeszytu by... wybuchnąć śmiechem.
- Sandały na koturnach, biała zwiewna sukienka milion złotopodobnych bransoletek i ogromne złote kolczyki, powiedz Matt macie dziś w szkole jakiś pokaz mody czy co?- Zapytał mnie wujek uważnie oglądając Maggie.
- nie, nie- otarłem łezkę śmiechu z końcika oka- Meggie czyś ty oszalała? To ma być ubranie do szkoły? W dodatku na jesień?- nie wierzyłem że ubrała coś takiego.
- Śmiej, się śmiej- fuknęła- ale zobaczysz, że poderwę Marcosa.- Uniosła wysoko głowę i opuściła salon w jakiejś parodii chodu modelki... no cóż, tak też można.
Wujek tylko z niedowierzaniem pokręcił głową chwycił kluczyki i zabrawszy kurtkę wyszedł przed dom. Szybko ubrałem się w trampki i zabrałem wiatrówkę. Rudzielec zabrał tylko jakiś cieniutki sweterek
- Zamarzniesz- westchnąłem wychodząc przed dom. Wiało.... Zobaczyłem jak Maggie zadrżała wychodząc na zewnątrz jednak ani ja ani wujek nic nie powiedzieliśmy. Chyba i moi rodzice i Earl Gray stosują zasadę zrozumienia wszystkiego na własnej skórze...
Tak jak się spodziewałem wpadłem na lekcje równo z dzwonkiem. Pierwsza lekcja-matma. napisałem ten test, okazał się łatwiejszy niż myślałem i nawet oddałem pierwszy. Pani od ręki mi go sprawdziła... dostałem A- nie tak źle.
Na długiej przerwie poszedłem do kawiarenki. Miałem tylko jabłko na drugie śniadanie, ale jakoś głodny też nie byłem więc uznałem ze wystarczy. Przy szafce znalazłem schowanego za śmietnikiem Marcosa. Ledwo powstrzymałem śmiech.
- I co chowasz się przed Jeremim?
- Nie, przed Maggie.
- Już ja widziałeś? - zachichotałem.
- To nie jest śmieszne, ta wariatka łazi za mną od rana...
- Dobra, dobra uspokój się i wstawaj... dziwnie się rozmawia ze śmietnikiem. Nim chłopak zdołał się podnieść podeszła do nas Sophie.
- Ou jak widzę drużyna football'owa w dość dosłowny sposób wywala niepożądanych graczy z drużyny.. barbarzyńcy, jankesi, u nas w kochanej cywilizowanej Anglii coś takiego byłoby nie do pomyślenia!
- Spokojnie Sophie, Marcos sam tam wszedł, nikt go nie wyrzucił- uspokoiłem ją.
- Może jest jednak przyszłość dla tego narodu- powiedziała, co chyba miało znaczyć że przeprasza.... tak mi się wydaje.
- O jejciu Marcosiku wyglądasz tak nie fancy z tą bananową skórką na głowie!- podbiegła do nas Coldy przytulając od razu od tyłu Sophie. razem z angielką wybuchliśmy śmiechem, a czerwony Marcos strzepnął skórkę z głowy.
- to nie tak...- Chłopak zaczął się tłumaczyć i opowiedział nam całą historię, aż do momentu efektownego nura do kosza....
- Dobrze, że nie licząc tego banana był pusty. - mruknąłem. Właśnie, banan, to mi przypomina moją przepiękną zniszczoną martwą naturę... a to z kolei Maggie. - Rozejrzałem się po kawiarence, ale jej nie zauważyłem, czyżby odpuściła? Nie, ona nie odpuszcza, może po prostu zgubiła trop. Jedynym kogo zauważyłem był jakiś... na oko Hiszpan machający do nas. Spojrzałem na moich znajomych/przyjaciół. Sophie czerwona na twarzy mu odmachała. Oczywiście nie mogło to przejść koło uważnego oka Coldy.
- No Sophie opowiadaj kto to!!! Kim, był ten fancy chłopak!!!- zapiszczała, wpatrując się w angielkę. Brunetka przez chwile sie wzbraniała jednak dała za wygraną.
- to jest Colin, chodzi ze mną na hiszpański, jest taki miły i jakiś taki inny niż wszyscy jankesi- zarumieniła się jeszcze bardziej. - Nie gapcie się na niego!- pisnęła. a my jak na zawołanie odwróciliśmy głowy i śledziliśmy każdy jego ruch. Chłopak lekko się speszył, ale pokazał ze chce porozmawiać z Angielką.
- O matko Sophie gratuluję!- pisnęła Coldy przytulając przyjaciółkę- no już, leć do niego- zachęcała.
- Zaraz! - wstrzymał ja Marcos- a Sophie nie chodzi przypadkiem z Mattem?
O matko ale wpadliśmy. Zrobiłem wielkie oczy i spojrzałem na Sophie... wyglądała jak ja. Oboje zapomnieliśmy! Co teraz robić???
- Eee.... no tak- zaczęła niepewnie brunetka- ale... odbyliśmy bardzo długą i poważną rozmowę...
- na Skype- dorzuciłem
- Tak właśnie na Skype i... Matt?- czekała aż coś powiem.
- i uznaliśmy że jednak zostaniemy przyjaciółmi. -Zakończyłem szybko- no a teraz leć do tego swojego Hiszpana- mruknąłem uśmiechnięty
- chwileczkę- przerwała tym razem blondynka wpatrując się w nas z miną rasowego detektywa- jak to przyjaciółmi, przecież byliście dla siebie stworzeni! - pisnęła- Robiłam wam quiz w piśmie dla nastolatek, mieliście rekordową zgodność...- zasmuciła się
- No, też tak myśleliśmy. - burknąłem. - Prawda, Sophie?
- Taaaak...- zironizowała. - Rozmawialiśmy długo i często aż do tej pamiętnej rozmowy o...
- Herbacie- palnąłem pierwsze co przyszło mi na myśl.
- Właśnie, doszłam do wniosku że nie mogę być z kolesiem który woli Czerwoną on Earl Gray'a - fuknęła.
- I tylko przez to?- nie dowierzał Marcos
- No nie- bąknąłem.- Chciałem ją jakoś przeprosić więc wysłałem jej taką pyszną zieloną herbatę.
- Rzeczywiście była bardzo dobra. Wybaczyłam Mattowi tę zniewagę i znów zaczęliśmy rozmawiać. - dociągnęła do końca.
- To czemu zerwaliście skoro się pogodziliście?!?!- dopytywała się blondynka.
- Bo...- Widać że Sophie nie miała pomysłu co dalej
- Bo stwierdziła ze nie może być z chłopakiem który nie uważa Earl Graya za najlepszą herbatę na świecie, ale możemy się przyjaźnić i więcej nie przekonywać się kto ma racje w tej herbacianej aferze- dokończyłem
- Dlatego przestańcie nas męczyć bo nie chcemy rozgrzebywać starej kłótni- pisnęła Angielka
- Właśnie
- Aaaa~! - Coldy chyba coś zrozumiała. - To dlatego tak się zdziwiliście i pobieleliście gdy Marcos pytał czy jesteście parą, to wiele wyjaśnia!!!
- Prawda?- uśmiechnąłem się głupio licząc, że to łykną. - No a teraz Sophie leć do swojej nowej miłości. - zażartowałem, wypychając ją do tego chłopaka zanim ktoś znów o coś zapyta.
Sophie odbiegła sobie, a ja czym prędzej wpakowałem sobie jabłko do buzi licząc, że już o nic nie zapytają. Na nasze szczęście chyba oboje kupili tę ściemę.
- Biedny Matt, otrząsnąłeś się już po tej stracie. - Coldy popatrzyła na mnie współczująco- No ja też tak miałam po zerwaniu z Marco. - ciągnęła dalej, równocześnie prowadząc mnie do stolika. Marcos zastanawiał się czy znów nie zanurkować w koszu, czy może wybrać ładniej pachnącą alternatywę kafejki. Ruszył więc za nami.
- Tylko pamiętaj, nie wolno ci teraz używać bronzerów i innych takich, żeby upodobnić się do tego chłopaka. Ani nie zmieniaj się w Emo, to strasznie źle działa na cerę! - gadała dalej, dając mi kolejne bezsensowne porady. Ale co tam, niech się cieszy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz