piątek, 7 marca 2014

Rozdział 14: Coldy Canavan


Nie mogłam wprost ukryć radości z mojego genialnego pomysłu. Zrobiłam dramatyczną pauzę, tak jak uczyłam się kiedyś na zajęciach teatralnych i po chwili pisnęłam zachwycona:
-URZĄDZIMY POCIESZYNIOWE PIDŻAMA PARTY!!!- podskoczyłam parę razy i przytuliłam Sophie.- Będzie tak sweetaśnie, zobaczysz!!!! Obejrzymy jakiś film, upieczemy takie fancy ciasteczka, pomalujemy sobie nawzajem paznokcie, poczytamy BRAVO GIRLS, zrobimy sobie takie małe sweet SPA, wiesz, maseczki...
-Maseczki?- szepnęła zaskoczona dziewczyna.
-Sophie, musisz się jeszcze dużo nauczyć...- zaczęłam prowadzić ją do pracowni komputerowej.- Ale najpierw zaproszenia. Dla ciebie, Brigitt, Cathy, Stacy, Rose, Rachel, Bonnie, Melindy, Claire, Amy, Adrianne, Cecilii, Annabeth... Myślisz, że Tasha i Sonia przyjdą? Sprawiają wrażenie takich dorosłych... Ale na pewno jeszcze Riley, Dianne, może Chloe...
-Coll, nie wydaje ci się, że twój dom będzie ciut za mały na tyle osób?- zapytała niepewnie Sophie.
-O to się nie martw!- odpowiedziałam z uśmiechem.- U nas zmieści się jakieś 16 osób, a w razie czego mama wynajmie taki fancy lokal koło nas... Ty masz tylko przyjść. O jejciu! Nie mogę się już doczekać!! Będzie tak sweetaśnie!!
Weszłyśmy w korytarz prowadzący do sali komputerowej, gdy za plecami usłyszałam głos mojego znienawidzonego nauczyciela, pana Richardsona:
-Canavan, czyżbyś dzierżyła w swych rękach wypchanego pluszem zwierzaka powszechnie uważanego za jednorożca?
Kulawy jednorożec!! Raz człowiek weźmie przyjaciela do szkoły i do końca życia będą mu to wypominać... Szybko wcisnęłam pluszaka w ręce Sophie i odwróciłam się, obdarzając nauczyciela swoim najsweetszym uśmiechem. Numer 4 jeszcze nigdy mnie nie zawiódł.
-To nie mój, to koleżanki. Wie pan, zaraziłam Sophie swoją pasją...- uśmiechnęłam się tak niewinnie jak tylko potrafiłam.
Spojrzałam na Sophie, która szybko potaknęła, kiwając głową. Pan Richardson był bezsilny.
-Przypominam, Canavan, że na następnej przerwie jest zebranie samorządu- mruknął na odchodne.
Punkt dla mnie. A teraz pora na zaproszenia. Zostało nam tak niewiele czasu a tak masę roboty...

                                                                      :*   :*   :*



Przez następne dwa dni ciężko pracowałam nad swoim Pocieszyniowym Pidżama Party, w skrócie "Projektem 3P" jak to lubiłam nazywać. Sprawiłam sobie nawet takie fancy okulary i teczkę z listą rzeczy do przygotowania. Chodziłam po szkole i rozdawałam zaproszenia, od czasu do czasu dopisując coś do listy. Czułam się jak kierownik imprezy oscarowej. Do pracy zwerbowałam mamę, Simbę, pana Pettersona, dość zajętą Bridgit, która na szczęście pomogła mi w zakupach rzeczy-bez-których-pidżama-party-nie-może-się-odbyć i naszą kucharkę, pannę Mitchell. Organizowanie takiej fancy imprezy to naprawdę trudna praca. Szczególnie jeśli trzeba wszystkim dowodzić. W piątek wieczorem Simba wrócił ze sklepu z czerwonymi serwetkami w róże zamiast jednolitymi różowymi.
-To katastrofa! Co ja mam podać przyjaciółkom jak będą chciały wytrzeć łzy filmowe?! Odwołujemy...
-Spokojnie Coldy, pojadę jeszcze raz do sklepu- powiedział dość zmęczony Simba. Byłam pewna, że wychodząc mruknął "co za różnica?". Jejciu, ci faceci wcale nie znają się na dobrym guście... I to właśnie z chłopakami był największy problem. Raz Marcosowi w ręce wpadło moje zaproszenie.
-Robisz imprezę i mnie nie zaprosiłaś?- zapytał, lekko urażony.
-Nas obu, Marco- dorzucił Matt, który wyłonił się zza moich pleców.- Ja też nic o tym nie wiedziałem. A więc Pidżama Party dla Sophie. Ciekawe...

-To impreza TYLKO dla dziewczyn- oświadczyłam, poprawiając swoje fancy okulary kierownika i zabierając Marcosikowi kartkę z zaproszeniem.- Chłopakom wstęp wzbroniony.
-Ja też bym chciał pocieszać Sophie- mruknął footbalista, naburmuszając się.
-Wiem, co masz na myśli. Wam, facetom tylko jedno w głowie- rzuciłam, czym wywołałam salwę śmiechu ze strony Matta.- Przykro mi, takie zasady. A teraz przepraszam, ale... DONNA! Hej, Donna! Poczekaj!
Ruszyłam w stronę dziewczyny, podskakując na swych obcasach.
-Marco, odpuść- zauważyłam jeszcze, jak Matt klepie chłopaka po ramieniu.
-Głupie zasady...
                                                                      :*    :*    :*


W sobotę wieczorem wszystko było dopięte na ostatni guzik. Różowe serwetki stały w pudełku na każdym stoliku gotowe na lawiny łez wzruszonych imprezowiczek, magazyny BRAVO GIRL czekały posegregowane z zaznaczonymi psychotestami i wróżbami, popcorn i inne słodycze zostały rozsypane do misek, przybory do makijarzu i upiększania przygotowane na toaletce, poduszki rozłożone, eko przekąski przyrządzone, filmy włożone do DVD, karaoke włączone, kominek o zapachu "Party Queen" zapalony, moja sweet maszyna do robienia waty cukrowej naprawiona i gotowa do działania... Brakowało tylko moich fancy gości. Siedziałam na fotelu, który przystawiłam sobie dokładnie naprzeciwko wyjścia i kurczowo wpatrywałam się w drzwi, nerwowo machając nogami.
-Jejciu, jejciu, czemu to tak długo trwa??!!
-Skarbie, nie martw się, na pewno zaraz przyjdą. Pan Petterson pojechał przecież po Sophie i Bridgitt, bo było po drodze. Jak przyjedzie to może jechać po resztę koleżanek...
-Mamo, zaprosiłam 85 osób!!
-I dlatego sala czeka w pogotowiu, kochanie- mama położyła mi rękę na ramieniu.
Do pokoju wszedł Simba.
-Willow, nie uważasz, że pidżama party dla 90 osób to trochę za du...
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Podskoczyłam jakby to był sam Brad Pitt stojący u progu mych drzwi i pobiegłam otworzyć. Przed sobą ujrzałam uśmiechniętą i niezwykle zadowoloną Sophie oraz lekko naburmuszoną Bridgitt, ściskającą kurczowo swą srebrną torebkę. Jejciu, chyba wczorajszy niezbyt fancy trening nadal tak ją irytował...
-Wchodźcie, wchodźcie- zaczęłam szybko machać rękami.- Simba, weź torby dziewczyn, dzięki, chodźcie, Sophie, tutaj, na górę. Jejciu, nie mogłam się was doczekać!!! Tak siedziałam i zastanawiałam się czy przyjdziecie. Ale byłam głupia, nie? No przecież, że wszyscy przyjdą! Kto by miał opuścić takie sweetaśne Pidżama Party? O, to jest właśnie mój pokój, Sophie. Później, jak większość przyjdzie, to przeniesiemy się do lokalu, ale tu też jest całkiem fancy, nie?
-Tak, bardzo tu... różowo- powiedziała Sophie, rozglądając się dookoła.


Bridgit włączyła sobie laptopa, a moja angielska przyjaciółka usiadła na wielkiej różowej pufie, ostrożnie chwytając po zielonego żelka.
-Zielone, dobry wybór. Sama też często je jem. Czerwone też są fancy, ale jednak wszystkim czegoś brakuje. Kiedyś napisałam nawet list do producenta, żeby spróbował zrobić różowe o wyglądzie jednorożca, ale nie dostałam odpowiedzi.
-Szkoda- mruknęła Sophie.
-Taa, na pewno byłyby przepyszne-rzuciła Bridgitt znad laptopa.- Cholera! Adam znowu wczoraj się upił, a chłopacy pomazali go markerem!
Paroma szybkimi skokami znalazłam się nad dziewczyną wpatrującą się w ekran laptopa. Rzeczywiście, na czarnej sofie leżał niezbyt przytomny chłopak z wymazaną twarzą i brzuchem.
-Jejciu!! Jeszcze rok temu Adam był taki sweet... Sophie, chcesz zobaczyć?
-Nie, dziękuję... Już widziałam. Przed wyjściem.
Nagle usłyszałam kolejny dzwonek do frontowych drzwi. Zbiegłam na dół, jakby niesiona na skrzydłach latającego jednorożca. Chwilę później dołączyły do nas Riley, Cathy, Donna oraz Amy. Usiadłam po turecku, uważnie wpatrując się w moje wszystkie super uczestniczki Pocieszyniowego Pidżama Party. Chciałabym, żeby ta chwila trwała wiecznie.
-Jejciu, tak się cieszę, że tu jesteście!!! To może karaoke?-pisnęłam, zachwycona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz