Jejciu, to było moje najlepsze piżama party jakie dotąd urządziłam!! Niestety dużo dziewczyn nie mogło do nas dołączyć przez późne ogłoszenie imprezy, więc mama z Simbą poszli na randkę do tego fancy lokalu, który zamówiliśmy. Nie byłam zmartwiona z tego powodu. Imprezy w małym gronie zawsze są bardziej sweet a my miałyśmy teraz cały dom dla siebie. Gdy patrzałam na Sophie jedzącą watę cukrową i kołyszącą się do taktu muzyki od razu miałam ochotę samej sobie przyznać medal Najlepszej Przyjaciółki Roku. Do dwudziestej drugiej przebrnęłyśmy już przez pięć punktów z mojej listy. Aktualnie śpiewałyśmy karaoke i malowałyśmy sobie nawzajem paznokcie.
-A ty jakie chcesz, Sophie?- zapytałam moją przyjaciółkę, pokazując cały koszyczek lakierów.
-Jakieś nie brokatowe? I w miarę naturalne...- odpowiedziała niepewnie.
-Już się robi. Dla ciebie wszystko- wyjęłam z koszyczka jedną buteleczkę.- Biskupi róż. Tak to jest to. Nazwa nie jest zbytnio fancy, ale jaki głęboki, wyrazisty kolor! I zobacz! Nie jest brokatowy!- uśmiechnęłam się, chcąc dodać przyjaciółce śmiałości. Sophie nadal dziwnie patrzała na lakier.
-Coldy, doceniam to co dla mnie robisz, ale...
-Zobaczysz, wyjdzie sweetaśnie!
Dziewczyna mruknęła cichutko "ale ja nie chcę mieć sweetaśnych paznokci", jednak zbagatelizowałam tą uwagę. Sophie wprost oniemieje jak zobaczy efekt mojej pracy. Zabrałam się do roboty, podśpiewując do "Baby" Justina Biebera, które to właśnie śpiewała Stacy, tańcząc z mikrofonem. Po paru następnych piosenkach na karaoke moje dzieło zostało zakończone.
-Coll, naprawdę nie wiem, co powiedzieć...
-Drobiazg- odparłam, uśmiechając się szeroko.
Wiedziałam, że odejmie jej mowę. Sophie miała teraz wściekle różowe paznokcie w sweet wzorki.
-Wow, Coldy, masz talent!- pochwaliła mnie Donna, a inne dziewczyny przytaknęły. Wprost promieniałam.
-To kogo teraz kolej?- zapytała Amy, trzymając mikrofon od karaoke.
-Sophie jeszcze nie śpiewała!-pisnęłam wypychając swoją fancy przyjaciółkę na środek. Amy podała jej mikrofon.
-Ale ja nie znam żadnych piosenek...
-To na pewno znasz- powiedziałam, włączając jej "Oops I did it again" Britney Spears.
No bo kto by nie znał naszej drogiej Britney? Piosenka zaczęła się, a ja wraz z dziewczynami podrygiwałyśmy do rytmu. Sophie zaczęła śpiewać, kurczowo ściskając mikrofon. Gdy zaczęła się scena, gdy kosmonauta wyznaje Britney, że wyłowił dla niej ten fancy wisiorek z Titanica, wszystkie dziewczyny powtarzały całą kwestię wraz z nim, chociaż słowa nie były wyświetlane na karaoke. Po raz kolejny zabrzmiał refren i wszystkie dołączyłyśmy do Sophie, śpiewając na całe gardło. I w tym właśnie momencie usłyszałam trzask i jakiś krzyk dochodzący z prawej strony. Podeszłam do okna, odsunęłam zasłonkę i zobaczyłam Marcosa, kurczowo trzymającego się mojej rynny. Otworzyłam okno.
-Yyy... Mogę wejść?- zapytał chłopak.
-Mówiłam ci, to impreza TYLKO dla dziewczyn.
-Drabina się połamała przy upadku, ale spokojnie, znalazłem młotek!- usłyszałam z dołu Matta.
A więc to tak?! Knuli, żeby nielegalnie dostać się na moje sweetaśne party i wszystko zepsuć! Nie mogę do tego dopuścić.
-Jak to tu... Marcos, wytrzymaj, muszę tylko skoczyć po gwoździe!- zawołał chłopak.
-NIE ZOSTAWIAJ MNIE TUTAJ!!! MATT!!!-gracz Rosomaków wpadł w panikę, trzymając się ramionami dachu i wisząc co najmniej 100 szpilek nad ziemią.-Coldy, błagam, nie chcę umrzeć na twoim trawniku!!
Piosenka na karaoke już jakiś czas temu się skończyła, a parę dziewczyn podeszło do okna.
-O, cześć Marcos- Cathy uśmiechnęła się, bawiąc się włosami.
-Hej- mruknął chłopak, na chwilę podnosząc rękę, co było dużym błędem. Marcosik zachwiał się i pobledł na twarzy.
-Marcos? Ten footbalista jest tutaj?!- pozostałe dziewczyny, które nie zauważyły dotąd zajścia`wpadły w popłoch. Szczególnie głośno pisnęły Amy i Riley, które miały maseczki na twarzy.
-COLDY, BŁAGAM!!!!! JA TU UMRĘ!!!!!
Widząc śmiertelnie przerażonego (ale przy tym bardzo sweet) Marcosika, wychyliłam się i złapałam go za rękę. Dziewczyny mi pomogły i po chwili chłopak znalazł się już w moim pokoju.
-Dzięki- wysapał.-Nigdy. Więcej. Szpiegowania.
W tym samym momencie usłyszałam za drzwiami głośne "Trzymaj się, Marcos!!" i do mojej imprezowej świątyni wparował zziajany Matt.
-O, już nie wisisz- stwierdził spokojnie.-Jejku, zupełnie jakbym trafił do świątyni różu. Te monochromatyczne kolory aż biją po oczach.
-Co wy do-stu-złych-make-upów tutaj robicie?!- pisnęłam i poczułam jak moja twarz przybiera czerwony kolor.
-Yyy... Podobno macie imprezkę- Marcos nerwowo drapał się w szyję.-Chciałem, chcieliśmy zobaczyć co takiego robicie.
Sophie trzymała ręce za plecami, Cathy nadal bawiła się włosami, Amy z Riley schowały się w łazience, by zmyć maseczki, Rachel, Melinda i Anna mierzyły chłopaków wzrokiem, Donna malowała paznokcie, Bridgit pisała sms-a do chłopaka, a Britney z karaoke właśnie śpiewała drugą zwrotkę we wciąż powtarzającej, się piosence.
-Mogę się poczęstować?- zapytał Matt, podchodząc do waty cukrowej.
-Tfu! Co to jest?! Smakuje jak podeszwa buta!- Marcos wypluł moją eko zapiekankę na różową chusteczkę. Tego było już za wiele.
-Macie stąd natychmiast wyjść!!!- wrzasnęłam piskliwie.
-Wyluzuj, Coll, chcieliśmy tylko spędzić z wami trochę czasu. No wiesz, przyjaciele tak robią.
Głośno stukając obcasami podeszłam do biurka i wyciągnęłam listę rzeczy do zrobienia na Pocieszyniowym Pidżama Party, poczym wcisnęłam ją chłopakom.
-To urządźcie sobie własne pidżama party i nie rujnujcie mojego. Masz tu listę, skoro nie wiesz co się robi na takich imprezach. A teraz żegnam- teatralnym gestem wskazałam drzwi.
-Chodź, Matt, urządzimy sobie imprezę TYLKO DLA CHŁOPAKÓW. Będzie sto razy lepsza niż wasza- mruknął naburmuszony Marcos i zszedł na dół.
Matt chwycił popcorn i wycofał się na schody.
-Miskę zostawię przy wejściu. Pa, dziewczyny!- rzucił na odchodne.
-A ty jakie chcesz, Sophie?- zapytałam moją przyjaciółkę, pokazując cały koszyczek lakierów.
-Jakieś nie brokatowe? I w miarę naturalne...- odpowiedziała niepewnie.
-Już się robi. Dla ciebie wszystko- wyjęłam z koszyczka jedną buteleczkę.- Biskupi róż. Tak to jest to. Nazwa nie jest zbytnio fancy, ale jaki głęboki, wyrazisty kolor! I zobacz! Nie jest brokatowy!- uśmiechnęłam się, chcąc dodać przyjaciółce śmiałości. Sophie nadal dziwnie patrzała na lakier.
-Coldy, doceniam to co dla mnie robisz, ale...
-Zobaczysz, wyjdzie sweetaśnie!
Dziewczyna mruknęła cichutko "ale ja nie chcę mieć sweetaśnych paznokci", jednak zbagatelizowałam tą uwagę. Sophie wprost oniemieje jak zobaczy efekt mojej pracy. Zabrałam się do roboty, podśpiewując do "Baby" Justina Biebera, które to właśnie śpiewała Stacy, tańcząc z mikrofonem. Po paru następnych piosenkach na karaoke moje dzieło zostało zakończone.
-Coll, naprawdę nie wiem, co powiedzieć...
-Drobiazg- odparłam, uśmiechając się szeroko.
Wiedziałam, że odejmie jej mowę. Sophie miała teraz wściekle różowe paznokcie w sweet wzorki.
-Wow, Coldy, masz talent!- pochwaliła mnie Donna, a inne dziewczyny przytaknęły. Wprost promieniałam.
-To kogo teraz kolej?- zapytała Amy, trzymając mikrofon od karaoke.
-Sophie jeszcze nie śpiewała!-pisnęłam wypychając swoją fancy przyjaciółkę na środek. Amy podała jej mikrofon.
-Ale ja nie znam żadnych piosenek...
-To na pewno znasz- powiedziałam, włączając jej "Oops I did it again" Britney Spears.
No bo kto by nie znał naszej drogiej Britney? Piosenka zaczęła się, a ja wraz z dziewczynami podrygiwałyśmy do rytmu. Sophie zaczęła śpiewać, kurczowo ściskając mikrofon. Gdy zaczęła się scena, gdy kosmonauta wyznaje Britney, że wyłowił dla niej ten fancy wisiorek z Titanica, wszystkie dziewczyny powtarzały całą kwestię wraz z nim, chociaż słowa nie były wyświetlane na karaoke. Po raz kolejny zabrzmiał refren i wszystkie dołączyłyśmy do Sophie, śpiewając na całe gardło. I w tym właśnie momencie usłyszałam trzask i jakiś krzyk dochodzący z prawej strony. Podeszłam do okna, odsunęłam zasłonkę i zobaczyłam Marcosa, kurczowo trzymającego się mojej rynny. Otworzyłam okno.
-Yyy... Mogę wejść?- zapytał chłopak.
-Mówiłam ci, to impreza TYLKO dla dziewczyn.
-Drabina się połamała przy upadku, ale spokojnie, znalazłem młotek!- usłyszałam z dołu Matta.
A więc to tak?! Knuli, żeby nielegalnie dostać się na moje sweetaśne party i wszystko zepsuć! Nie mogę do tego dopuścić.
-Jak to tu... Marcos, wytrzymaj, muszę tylko skoczyć po gwoździe!- zawołał chłopak.
-NIE ZOSTAWIAJ MNIE TUTAJ!!! MATT!!!-gracz Rosomaków wpadł w panikę, trzymając się ramionami dachu i wisząc co najmniej 100 szpilek nad ziemią.-Coldy, błagam, nie chcę umrzeć na twoim trawniku!!
Piosenka na karaoke już jakiś czas temu się skończyła, a parę dziewczyn podeszło do okna.
-O, cześć Marcos- Cathy uśmiechnęła się, bawiąc się włosami.
-Hej- mruknął chłopak, na chwilę podnosząc rękę, co było dużym błędem. Marcosik zachwiał się i pobledł na twarzy.
-Marcos? Ten footbalista jest tutaj?!- pozostałe dziewczyny, które nie zauważyły dotąd zajścia`wpadły w popłoch. Szczególnie głośno pisnęły Amy i Riley, które miały maseczki na twarzy.
-COLDY, BŁAGAM!!!!! JA TU UMRĘ!!!!!
Widząc śmiertelnie przerażonego (ale przy tym bardzo sweet) Marcosika, wychyliłam się i złapałam go za rękę. Dziewczyny mi pomogły i po chwili chłopak znalazł się już w moim pokoju.
-Dzięki- wysapał.-Nigdy. Więcej. Szpiegowania.
W tym samym momencie usłyszałam za drzwiami głośne "Trzymaj się, Marcos!!" i do mojej imprezowej świątyni wparował zziajany Matt.
-O, już nie wisisz- stwierdził spokojnie.-Jejku, zupełnie jakbym trafił do świątyni różu. Te monochromatyczne kolory aż biją po oczach.
-Co wy do-stu-złych-make-upów tutaj robicie?!- pisnęłam i poczułam jak moja twarz przybiera czerwony kolor.
-Yyy... Podobno macie imprezkę- Marcos nerwowo drapał się w szyję.-Chciałem, chcieliśmy zobaczyć co takiego robicie.
Sophie trzymała ręce za plecami, Cathy nadal bawiła się włosami, Amy z Riley schowały się w łazience, by zmyć maseczki, Rachel, Melinda i Anna mierzyły chłopaków wzrokiem, Donna malowała paznokcie, Bridgit pisała sms-a do chłopaka, a Britney z karaoke właśnie śpiewała drugą zwrotkę we wciąż powtarzającej, się piosence.
-Mogę się poczęstować?- zapytał Matt, podchodząc do waty cukrowej.
-Tfu! Co to jest?! Smakuje jak podeszwa buta!- Marcos wypluł moją eko zapiekankę na różową chusteczkę. Tego było już za wiele.
-Macie stąd natychmiast wyjść!!!- wrzasnęłam piskliwie.
-Wyluzuj, Coll, chcieliśmy tylko spędzić z wami trochę czasu. No wiesz, przyjaciele tak robią.
Głośno stukając obcasami podeszłam do biurka i wyciągnęłam listę rzeczy do zrobienia na Pocieszyniowym Pidżama Party, poczym wcisnęłam ją chłopakom.
-To urządźcie sobie własne pidżama party i nie rujnujcie mojego. Masz tu listę, skoro nie wiesz co się robi na takich imprezach. A teraz żegnam- teatralnym gestem wskazałam drzwi.
-Chodź, Matt, urządzimy sobie imprezę TYLKO DLA CHŁOPAKÓW. Będzie sto razy lepsza niż wasza- mruknął naburmuszony Marcos i zszedł na dół.
Matt chwycił popcorn i wycofał się na schody.
-Miskę zostawię przy wejściu. Pa, dziewczyny!- rzucił na odchodne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz