wtorek, 4 grudnia 2012

Rozdział 18:Sophie Tania Brown


Szłam z Coldy powolnym krokiem zaraz za chłopakami. Marcos gadał jak najęty, a Matt starał się nie zgubić wątku. Coldy śpiewała pioseneczkę "mały miś, do lasu bał się iść", wymachując do rytmu swoim jednorożcem. Szliśmy tak przez prawie trzy godziny. Wreszcie Matt i Marcos zatrzymali się i zapytali, czy możemy zrobić postój na odpoczynek i coś do zjedzenia. Bez pośpiechu zjedliśmy po kanapce i ruszyliśmy dalej. Matt dalej wysłuchiwał Marcosa. Coldy też zaczeła ze mną rozmowe o ulubionych artystach, projektantach, miejscach itp. Znaleźliśmy dobre miejsce do nocowania. Chłopcy zaczeli rozbijać obóz, a ja i Coldy zbierałyśmy patyki na ognisko. W między czasie dalej rozmawiałyśmy. Kiedy skończyły jej się pomysły na partnerki dla Justina Biebera, zmieniłyśmy temat:
-Sophie, myślisz, że Marcos jest na mnie bardzo zły?
-Dlaczego tak myślisz?-zapytałam.
-Bo kiedyś było tak sweetaśnie, całowaliśmy się i wogóle, a teraz jest na mnie obrażony i mimo, że wygląda bardzo fency jak się złości, to wolałabym, żebyśmy dalej...
-Może poprostu-przerwałam jej, nie chcąc znać szczegółów- Marcos nie jest gotowy na dziewczynę...jak to ująć,żeby cię nie obrazić...tak wyjątkową jak ty.
-Myślisz, że jestem bardzo wyjątkowa?-zapytała
-Wierz mi, nie spotkałam wcześniej takiej osoby jak ty...-odpowiedziałam-więc sądze, że po prostu powinnaś...
-Wiem, co zrobię!!!-złapała mnie za ręke i pociągneła za sobą-Marcosiku!!!!!-Zatrzymali się i odwrócili w naszą stronę.
Kiedy do nich doszłyśmy, stanęła przed Marcosem:
-Wreszcie zrozumiałam, że nie jesteśmy gotowi na ten związek...
-Ale o co...-zaczął niepewnie Marcos
-Proszę, bądź taki sweet i pozwól mi skończyć. Nie chodzi o to, że mi się nie podobasz, bo wiem, że ja podobam ci się na 10000%, ale taka fency dziewczyna jak ja musi być wolna, niczym jednorożec. Widziałeś kiedyś jednorożca w niewoli? No właśnie. Więc z przykrością zakańczam ten sweetaśny związek. Ale nie martw się!!! W następnym tygodniu możemy do siebie wrócić!!!! A narazie, na pocieszenie masz Sophie!!!
Nim się zorientowałam, Coldy mocno pociągneła mnie za nadgarstek i wepchnęła prosto w objęcia Marcosa. Spojrzał na mnie z góry. Szybko odepchnęłam go od siebie.
-Nawie o tym nie myśl!!!-Warknęłam do niego.
-Ludzie, czy ja wyglądam, jak facet, który może mieć każdą dziewczynę?!-zapytał ironicznie Marcos
-Na pewno nie mnie!!!!-odkrzyknęłam mu.
Podeszłam szybko do stojącego w bezpiecznej odległości Matta. Nim dwa razy się zastanowiłam, przyciągnęłam go do siebie. Nie było czasu na tłumaczenie. Przycisnęłam swoje usta do ust Matta. Stałam tak przez chwilę, czekając na odpowiedni moment. Żeby wyglądało to realistyczniej, przejechałam dłonią po czerwonych włosach chłopaka. Po chwili odsunęłam się od niego. Z satysfakcją spojrzałam na Marcosa.Złapałam wciąż oszołomionego Matta za ręke, tak samo jak przedtem Coldy mnie.
-Idziemy z tąd- pociągnęła
m Matta w przeciwną stronę niż stała reszta naszej grupki.
Po paru krokach odwróciłam się,żeby zobaczyć to teraz zrobią. Marcos wyciągnął ręke w kierunku Coldy, jednak w połowie drogi ją zatrzymał. Spojrzał na nią, westchnął z rezygnacją, opuścił ręke i poszedł w przeciwną stronę niż my, mrucząc pod nosem "...a zresztą...".Coldy, zadowolona z faktu, że została z Marcosem sama, pobiegła za nim w podskokach.
-Sophie powiedz mi - zaczął niepewnie Matt - co to było? Znaczy, wiem, że pocałunek, ale dlaczego...
-Przepraszam cię, nie chciałam, żeby to tak wyszło. Po prostu Marcos mnie zdenerwował, chciałam mu dopiec i w pewien sposób stałeś się moją ofiarą. Ale nie przejmuj się. Ten pocałunek nie był zobowiązujący. Nie żebyś nie był fajnym chłopakiem, po prostu wiem, że mogę być trochę nachalna, jak..
-Coldy?-zgadł Matt.- Dobra nic się nie stało. Wiesz jestem facetem, a ty też nie jesteś brzydka...tylko uprzedź mnie następnym razem, gdy będziesz chciała mnie pocałować dla podstępu. Tak szczerze, to musiało to wyglądać trochę sztucznie.
-Też tak uważasz?-uśmiechnęłam się. - Nie mam wprawy w aktorskim całowaniu. Ale Marcos chyba się nabrał. Czyli cel osiągnięty.
-Jedna rada. Następnym razem nie ciągnij mnie tak mocno za włosy, ok?
Śmiejąc się z naszego nieudanego pocałunku, szliśmy jeszcze kawałek.
-To co, zgodzisz się na tą małą intrygę? Proszę, obiecuje, że jeśli kiedyś się spodkamy to będe się zachowywać jak katolicka zakonnica.
-Dobra niech ci będzie. Ale pocałunki ograniczamy do minimum, prawie do zera.
-Czyli zgoda?- wyciągnęłam do niego ręke.
-Zgoda. -Uścisnął ją, jak partner biznesowy.-Powinniśmy już wracać. Robi się ciemno, możemy się za bardzo oddalić i zgubić.
-Racja, zwłaszcza, że Coldy i Marcos poszli w drugą stronę i mogą nie wiedzieć którędy wracać.
Nagle Matt zatrzymał się gwałtownie.
-Poszli w drógą stronę?
-Tak, przed chwilą to powiedziałam.
-To znaczy, że poszli wprost na mokradła!!! Musimy ich szybko znaleźć!!!
Przestraszona spojrzałam na niego. Zaczeliśmy biec w kierunku obozu. Nie było ich tam.
-Chyba poszli tędy. - wypatrzyłam w ziemi spore wgniecenia po szpilkach Coldy.
Poszliśmy w tamtą stronę. Stąpaliśmy coraz ostrożniej, żeby przez przypadek nigdzie nie wpaść. Po paru minutach usłyszałam niewyraźne "pomocy".
-Chyba ich słyszę!!! - powiedziałam do Matta. - Ktoś woła pomoc z tamtej strony!!!
-Jesteś pewna, że ci się nie przesłyszało?
-Matt, w Angli uczono nas jak po chodzie silnika rozpoznać, czy tym autem jedzie ktoś z rodziny królewskiej, więc nie mów mi, że z takim słuchem mogło mi się coś pomylić!!!
-Dobra, spokojnie. Chodźmy zobaczyć, kto woła.
Kilka minut potem słychać było wyraźne wołanie o pomoc.Przyśpieszyliśmy. Nagle Matt złapał mnie mocno z tyłu, a ja stanęłam dwa kroki od wielkiej breji. Pare metrów dalej tkwili Marcos i Coldy, uwięzieni po pachy w błocie.
-Ale bagno -zażartowałam.
-No co ty nie powiesz!!!!!-Krzyknął w moją stronę Marcos.
-Teorytycznie to nie są bagna, tylko mokradła...-zaczął Matt
-Co za różnica!!!- Piszczała Coldy. - Moja sweetaśna spódniczka się pobrudziła!!!!
-Serio, to jest twój najgorszy problem? - Rozzłościł się Marcos. - Matt, błagam pomóż nam się z tąd wyciągnąć!!!
-Mam plan. Sophie znajdź jakiś długi i giętki kij, który mógłby robić nam jako lina. - Mówiąc to podszedł do najbliższego drzewa i zaczął się na nie wspinać.
Ostrożnie stawiając kroki zaczełam przeszukiwać okolicę.
-W sumie to twoja wina!!!-zawołał za mną Marcos
-Moja?! To ty uważasz się za pana i władcę!!!!!
-Ale to ty rzuciłaś się na Matta!!!!
-Ach tak? - wstałam trzymając w ręku wielką i mocną gałąź - A co cię obchodzi z kim się całuję?!
Podeszłam do drzewa na krórym był Matt i podałam mu moje znalezisko.
-Chyba mogę...mam prawo...Matt kiedy nas w końcu z tąd wyciągniesz?!
Spojrzałam na Marcosa z miną zwycięzcy.
-Już was wyciągam.
-Marcosiku, boje się, gdzie jest mój jednorożec?- Coldy zaczęła się wiercić, przez co zapadała się jeszcze głębiej .- Chcę wyjść z tego okropniastego bagna!!!
-Mokradła - zaczął znów zirytowany Matt - dobra Coldy, chwyć się bardzo mocno tej gałęzi i nie puszczaj, póki ci nie powiem. Zrozumiałaś?- Coldy bardzo energicznie pokiwała głową.
Chłopak rzucił jeden koniec patyka w ich kierunku.Coldy chwyciła go,jednak pomimo wysiłku Matta nie ruszyła się ani o centymetr.
-Nie dam rady wciągnąć ich na górę.-zawołał do mnie zdyszany- Musimy znaleźć inne wyjście!
Z paniką rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby się przydać.Matt zszedł z drzewa i przyłączył się do poszukiwań.
-Może wciągniemy ich tą samą gałęzią,ale z brzegu?-podałam pomysł
-Nie jest za krótka?Zresztą nie mamy nic do stracenia...
-Może wy nie, ale wierzcie mi, nie chcecie być na naszym miejscu!!!-zawołał Marcos.
-Trzeba się spieszyć, słońce zaraz całkiem zniknie za choryzontem.Spróbujmy.
-Ok.
Matt przyniósł gałąź. Stanął z nią na brzegu bagna(mokradła) i rzucił jej koniec do Marcosa.Chłopak podał ją Coldy, która od wiercenia się była ledwo widoczna z lądu. Matt zaczłą ją ciągnąć. Niedługo po tym była już na brzegu. Chciała podbiec i mnie uścisnąć, na szczęście w pore ją zatrzymałam. To moje jedyne normalne ciuchy!!!
-To miejsce wcale nie było fency!!! Dobrze,że moja sweet przyjaciółeczka i jej chłopak przybyli mi na ratunek!!!!-spojrzałam przepraszająco w stronę Matta-A gdzie jest mój sweetaśny jednorożec?!Jednorożcu!!!JEDNOROŻCU!!!-wołając,zaczęła szukać swojego pluszowego przyjacieela.
Matt rzucił koniec gałęzi z powrotem do Marcosa. Było mu ciężej go wciągać,niż Coldy. W połowie drogi gałąź wydała z siebie cichy trzask.
-Co się dzieje?-Spytałam
-Gałąź nie wytrzymuje ciężaru Marcosa, zaraz pęknie!
-Ej,to nie tłuaszcz, tylko same mięśnie-bronił się Marcos
-Mniejsza o to. Muszę znaleźć grubszą gałąź.
Póścił swój koniec kija, jednak nim odszedł pare kroków, musiał szybko znów go chwycić.
-Mokradło jest zruszone.Teraz szybciej może wciągnąć Marcosa.
-Ledwo przyniosłam tą gałąź, większej nie dam rady!
-Wiem, musimy znaleźć lepsze wyjście.
-Może ja go potrzymam,a ty pójdź poszukać dobrtego patyka?
-Dasz rade go utrzymać?
-To tylko trzymanie patyka w ręku. Tylko błagam cię pospiesz się.
Chłopak oddał mi swój koniec kija i pognał w stronę lasu.Na początku było łatwo, jednak z każdą chwilą Marcos stawał się jakby coraz cięższy.W pewnej chwili prawie wyrwał mi patyk z rąk.
-Uważaj!-krzyknęłam do niego.
-Nie robie tego celowo! Doceniam to, że tu dla mnie sterczysz, ale proszę, postaraj się bardziej!
Gdy znowu poczułam szarpnięcie,zaparłam się mocno nogami.Marcos spróbował się trochę podciągnąć, przez co przeorałam trochę ziemię obcasami butów.
-Jednorożcu!!! Gdzie jesteś!!!!Nie chowaj się!!!!!Jednorożcu!!!!-Coldy już ze łzami w oczach, pokazała się z pobliża krzewów.
-Sophie, trzymaj się, znalazłem gałąź!!!-Czerwonowłosy targał za sobą grubą gałąź, prawie dwa razy większą niż poprzednia.
Napinając wszystkie mięśnie, starałam się nie utopić Marcosa.Matt stanął obok mnie i zamachnął się końcem drugiego kija.Kiedy wylądował obok Marcosa, ten póścił starą gałąź. Nie spodziewając się tak nagłego braku obciążenia, poleciałam do tyłu, boleśnie lądując na ziemi.Wpadłam w wysoką trzcinę.Chcąc się podnieść, natrafiłam ręką na coś miękkiego.Spojrzałam w to miejsce i zobaczyłam jednorożca Coldy.Wziełam go.Kiedy wstałam, Marcos już prawie był przy brzegu. Matt wciągnął go na ląd i obydwaj padli zmęczeni na ziemię.
-Wracajmy do obozu.Jedyne o czym marzę, to odpoczynek.-westchnął Matt.
-Ja też.-Marcos spojrzał na swoje ubrania-ale najpierw się umyję.
-To co, idziemy?-zapytał czerwonowłosy.
-NIGDZIE się nie ruszę, bez mojego sweetaśnego jednorożca!!!!-piszczała ze łzami w oczach Coldy.
-To chyba należy do ciebie-podałam jej moje znalezisko.
-Mój jednorożec!!!!! Jesteś taka sweetaśna!!!!!Świat znowu jest fency!!!!!-znowu udało mi się uniknąć błotnego uścisku.
-Idźcie, ja przebiore się tu.-powiedział Marcos.
Ruszyliśmy w stronę naszego obozowiska, słuchając wyjaśnień Coldy, co wydarzyło się po naszym rozstaniu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz